Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sonia. Pokaż wszystkie posty

5 lutego 2018

Nasze stado 2018

W związku ze zmianami, jakie nastąpiły w naszym stadzie w styczniu 2018, dziś chciałabym przedstawić jego najnowszy skład.

Z pewnością pamiętacie post pt."Nasze stado", który tuż o odejściu Reszki i adoptowaniu Leeloo napisała Mechatek. Pisała między innymi tak:

A dzisiaj ja Mechatek chciałabym przedstawić Państwu całe nasze stado, czyli osoby kocie, które go obecnie tworzą, razem z tymi osobami kocimi, które tworzyły go przez wiele lat, a teraz już ich nie ma. O osobach ludzkich, czyli o Pani i o Naszym Drugim Człowieku będzie osobno, gdyż oni, chociaż są w stadzie bardzo ważni, to jednak należą do innego gatunku. Więc w kolejności przybycia było to tak (...)


Dziś zaczniemy inaczej, od przedstawienia najnowszych i najmłodszych członków (czy też raczej członkiń), które dołączyły do nas w pewien styczniowy weekend. Ich imiona to Joy i Chili.

Tak więc, nasze stado tworzą obecnie:
  • Chili
  • Joy
  • Leeloo
  • New
  • Nasz Drugi Człowiek
  • Pani
Ludzi nie będziemy specjalnie przedstawiać, gdyż chociaż są bardzo ważnymi członkami stada, to jednak nie o ich jest ten blog.

Na zdjęciu widać od lewej: Niutkę, Chili i Leeloo
oraz Panią, która głaszcze Joy.
Nasz Drugi Człowiek robi zdjęcie, więc go nie widać

31 grudnia 2014

Okołosylwestrowe refleksje Mechatka

Ten felieton jest tak zatytułowany, ponieważ ludzie obchodzą dziś specjalny dzień, który się nazywa Sylwester. Jest on ludziom bardzo potrzebny do tego, żeby zauważyli, że minął stary rok i od jutra będą mieć już nowy, który też będzie trwał cały rok. Jest to bardzo dziwne z punktu widzenia mnie Mechatka, ponieważ koty nie muszą dzielić czasu na różne kawałki i ich specjalnie nazywać, a dzieje się tak dlatego, że nie zauważają, że czas płynie, bo u kotów wszystko się wydarza samo z siebie we właściwej kolejności.

Ludzie tego nie umieją i muszą sobie o tym przypominać, żeby się całkiem nie pogubili. Przypominanie musi być bardzo głośne, bo inaczej ludzie nie zwróciliby na nie uwagi, gdyż w porównaniu z kotami mają bardzo słaby słuch. I to jest najważniejszy powód, który powoduje, że tego dnia ludzie muszą mieć bardzo głośno i to na całym świecie, żeby rok im minął wszystkim równocześnie. Kupują w tym celu różne rzeczy powodujące hałas w specjalnych sklepach z hałasem, a potem ten hałas robią o specjalnej godzinie, która nazywa się północ.

I mnie Mechatkowi się to bardzo nie podoba, chociaż nie osobiście, bo ja Mechatek wiem, że ten hałas jest bardzo daleko, ale wiele kotów tego nie wie i dlatego w Sylwestra się boją.

Ich banie się jest bardzo duże, bo hałas też jest bardzo duży, mniej więcej taki, jakby dziesięć odkurzaczy naraz włączyć w domu, a przecież wiadomo, jak koty reagują na odkurzacz i że to jest dla kota straszliwy stres. Nie wszystkie koty potrafią z odkurzaczami walczyć tak, jak potrafiła Reszka, a na dodatek w tym wypadku się nie da, bo odkurzacz jest blisko i można się na niego rzucić, a na hałas nie. Wobec hałasu można być tylko bezradnym i się go bać oraz schować, na przykład do szafki, do domku, albo na kolanach u swoich ludzi, bo wtedy jest raźniej. Niestety, wielu ludzi tego dnia wychodzi z domu, żeby świętować gdzie indziej i podczas największego hałasu nie ma ich w domu, przez co koty boją się jeszcze bardziej, bo to jest tak, jakby były z dziesięcioma odkurzaczami sam na sam.

Ja Mechatek i New schowane na półce przed odkurzaczem

Jedne koty boją się bardziej, a inne mniej i nie wiadomo, od czego to zależy. U nas w domu na szczęście jest tak, że żadna z nas się do tej pory nie bała i dlatego w Sylwestra nie przeżywamy stresu i to nie tylko ja Mechatek czy New. Nie bała się także Reszka, a nawet moja największa przyjaciółka Sonia.

29 listopada 2014

Mechatek o prezentach dla kociarzy

Proszę Państwa! Ten felieton ja Mechatek piszę aż z dwóch powodów. Przede wszystkim na specjalną prośbę Pani, żeby wyjaśnić wszystkim raz na zawsze, że kociarze są nieco mniej ześwirowani niż wszyscy myślą oraz dlaczego tak się dzieje, że wszyscy mają o kociarzach taką opinię. Poza tym niedługo ludzie będą mieli taki specjalny czas, kiedy wręczają sobie prezenty, więc mój felieton ma walory, które nazywają się edukacyjne i profilaktyczne, bo pozwala wyjaśnić wszystkie wątpliwości zanim one nastąpią.

Puchaty Maurycy, który jest urodzinowym prezentem od przyjaciółki Pani
i stoi na półce udając żywego kota

Opinia o kociarzach, proszę Państwa, wynika z dwóch rzeczy.

Figurka, którą pani dostała 
od pacjentki
Po pierwsze, kociarze mają koty i jest to warunek niezbędny, żeby ktoś w ogóle mógł się nazywać kociarzem. Samo lubienie kotów się nie liczy, ponieważ lubienie bez uczynków jest martwe (Pani mówi, że to zdanie to jest taki jakby cytat, tylko trochę przerobiony). Kociarz płci żeńskiej u nas w domu nazywa się Pani, a kociarz-kocur nazywa się Nasz Drugi Człowiek. Uczynkiem może być adoptowanie kota do domu, a potem dawanie mu smakołyków, bawienie się z nim, chodzenie do lecznicy oraz częste mizianie kota, a także dokarmianie kotów, które własnego domu nie mają i robienie dla nich ciepłych budek. I to wszystko wymaga trochę czasu, który kociarz poświęca zamiast na oglądanie telewizji i chodzenie po galeriach handlowych.

13 listopada 2014

Nasze stado

A dzisiaj ja Mechatek chciałabym przedstawić Państwu całe nasze stado, czyli osoby kocie, które go obecnie tworzą, razem z tymi osobami kocimi, które tworzyły go przez wiele lat, a teraz już ich nie ma. O osobach ludzkich, czyli o Pani i o Naszym Drugim Człowieku będzie osobno, gdyż oni, chociaż są w stadzie bardzo ważni, to jednak należą do innego gatunku. Więc w kolejności przybycia było to tak:

Pierwsza była Reszka, na której Pani wszystkiego się uczyła. Interakcje z Reszką były bardzo pouczające, gdyż miała ona nieobliczalny charakter. Ponieważ Reszka zamieszkała w naszym domu jako pierwsza, to była szefową, więc wychowywała mnie Mechatka łapką pac! pac! oraz Sonię, która z powodu takich metod wychowawczych zrobiła się bardzo nieśmiała. Reszka została udomowiona ze schroniska w Bielsku-Białej i przeżyła z Panią aż 16 lat.

Reszka
14. 09. 1998 - 05. 10. 2014

8 listopada 2014

Mechatek o wyższości domności nad bezdomnością

Pani powiedziała, że dość tej prywaty i najwyższy czas napisać coś, co będzie dotyczyło wszystkich kotów, a nie tylko tych mieszkających u nas w domu, albo przynajmniej przypomnieć zawsze aktualny felieton o kotach domnych i bezdomnych, zwłaszcza, że idzie zima. No to jak dość, to dość.

Ja Mechatek jestem kotkiem domnym. Co oznacza, że posiadam dom, a nie tylko w nim mieszkam, bo wtedy byłabym tylko kotkiem domowym, a to jest duża różnica.

Ta różnica polega na tym, że jak się udomowiłam prawie 10 lat temu, to objęłam cały dom czyli wszystkie fotele, kanapę, kaloryfery, ciepły dekoder oraz szafkę w przedpokoju w posiadanie, ponieważ okazało się, że jest w nich ciepło w odróżnieniu od ulicy, z której się wzięłam. Domność polega też na tym, że ma się swoich ludzi, a w moim przypadku Panią i Naszego Drugiego Człowieka, którzy o kota dbają oraz na niego krzyczą, kiedy nie rozumie słowa „nie wolno”, a ja przez długi czas nie rozumiałam w ogóle, bo gdzie się miałam nauczyć, skoro na ulicy ludzie tak do mnie nie krzyczeli. Minęło dużo czasu, odkąd się udomowiłam, ale wciąż nie rozumiem „nie wolno” i dlatego kradnę kanapki ze stołu oraz zżeram bazylię na parapecie.

Kiedy się jest kotkiem domnym, jedzenie jest zawsze.
Na zdjęciu Leloo, New i ja Mechatek wspólnie jemy.

31 października 2014

Mechatek o kotach, których już nie ma

Ja Mechatek napisałam ten felieton już jakiś czas temu. Ale on zawsze będzie aktualny. Bo tak naprawdę jest nie tylko o Soni, ale o wszystkich kotach, które były ważne, a nawet najważniejsze na świecie, a których już nie ma.

Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Od miesiąca nie ma Reszki, po której Pani ciągle płacze, zwłaszcza jak robi coś, co można było robić tylko z Reszką, na przykład otwiera puszkę groszku konserwowego, który i ona i Reszka bardzo lubiły i często wyjadały z puszki razem. A teraz nie ma kto na groszek polować. I nie ma z kim zagrać w grę, która polegała na tym, że Pani mówiła "Reszydełko, powiedz przecie, kto jest najreszeńszy w świecie?", a potem Reszka zaczynała ćwierkać i patrzeć Pani w oczy, a Pani wtykała nos w jej futerko i dopowiadała: "No przecież Reszunia jest najreszeńsza". Bo pewne rzeczy już nigdy się nie zdarzą.

A w naszym domu zamieszkała Leeloo. Więc zdarzą się nowe rzeczy. Inne. A po kotach, których już nie ma, zostaną wspomnienia.


*

Mojej największej przyjaciółki Soni nie ma już rok. Pani mówi, że rok to jest taki czas, kiedy wspomnienia zdążą się już oswoić i nie bolą aż tak bardzo.

Soni już nie ma

Wspomnienia będą na zawsze, ale po takim czasie można już opowiedzieć, co się stało i nie rozpłakać się od razu. I jeszcze Pani powiedziała, że to dobrze, żeby opowiedzieć, bo dzięki temu skorzystają też inni ludzie, których kotów już nie ma, a zwłaszcza tacy, którzy się wstydzili tego, że im tak strasznie smutno i płakali, a inni ludzie im mówili, że „to przecież tylko kot”.

24 marca 2014

Mechatek o podwójnym znaczeniu wibrysów



Jeśli chodzi o kocie wąsy, nikt nie ma najmniejszych wątpliwości, że są one bardzo ważne.

Są na tyle ważne, że nawet mają kilka nazw. Normalnie mówi się o nich wąsy, ale można też bardziej naukowo, a wtedy trzeba powiedzieć: wibrysy. A jak się chce jeszcze bardziej oficjalnie, to mówi się tak samo, ale za to pisze: wibryssy, przez dwie literki „s”, tak jakby Reszka bardzo długo syczała. A jak Reszka syczy, to od razu wiadomo, że sprawa jest poważna. I dlatego mój mechatkowy felieton poświęcony kocim wibrysom będzie bardzo poważny, bo rozważy sprawę aż z dwóch punktów widzenia, a mianowicie z punktu widzenia kociego oraz ludzkiego, żeby Państwo też coś z tego mieli.


Więc po pierwsze, kocie wibrysy dostarczają kotu mnóstwo ważnych informacji o świecie.
Mają na końcach umieszczonych w skórze takie specjalne komórki, które kontaktują się z kocim mózgiem i dlatego kot ma tam jakby dodatkowe łapki i może wszystko wyczuć bardzo dokładnie: którędy wieje powietrze, którędy przeleciała ćma, która jest wielkim smakołykiem, a także czy kot się zmieści przez uchylone drzwi. Wibrysy są bardzo mocne i grube i działają jak radary. Ludziom to bardzo trudno sobie wyobrazić, bo nie mają wibrysów i dlatego między innymi nie potrafią sobie sami upolować jedzenia, tylko muszą chodzić do pracy, żeby mieć te kołacze, które potem przynoszą w siatkach ze sklepu.

Kocie wibrysy poza tym, że są takie ważne dla kociej orientacji, mają bardzo różne kolory, a to wszystko zależy od genów. Na przykład Reszka ma geny na białe wibrysy, a my z Niutką na dwukolorowe, chociaż Niutka na bardziej imponujące, ale to pewnie wynika z jej rozmiarów, bo skoro jest ode mnie Mechatka trzy razy większa, to nic dziwnego, że wibrysy ma trzy razy dłuższe, co można zobaczyć na zdjęciach, które ja Mechatek dołączam. Moja największa przyjaciółka Sonia, której nie ma już prawie rok, też miała białe wibrysy, a Pani mówi, że to pewnie ma związek z białymi skarpetkami i elegancką krawatką. I zdjęcie białych wibrysów Soni też dołączam, żeby Państwo zobaczyli, jak wygląda prawdziwa kocia dama.

A teraz będzie po drugie. Po drugie, z kocich wibrysów ludzie też mogą wyciągać wnioski i to takie, które zapewnią im bezpieczeństwo, zwłaszcza, gdy mieszkają z kotami o takim samym nieobliczalnym charakterze, jak Reszka. I teraz proszę uważnie posłuchać. Kiedy kot ma wibrysy nastroszone do przodu, to znaczy, że ma dobry nastrój, jest czymś zaciekawiony, a czasami nawet zachwycony drapaniem pod brodą. Natomiast kiedy wibrysy ma skierowane do tyłu i przyciśnięte do pyszczka, to należy drapanie przerwać jak najszybciej, gdyż kot jest zirytowany i może zaraz objawić swój charakter. Dlatego kocie wibrysy również ludziom dostarczają mnóstwo ważnych informacji o świecie.

Chchchrrr!

14 marca 2014

Mechatek o marcowaniu (się)



Za oknami naszego domu od kilku dni zaczęły rozlegać się dźwięki i odgłosy, o których pani mówi, że są straszliwe, a my dziewczęta, czyli Niuta oraz ja Mechatek, że przepiękne.

Reszka nic na ten temat nie uważa, ponieważ nie ma w środku narządów, które odpowiadają za marcowanie się, bo jej narządy zostały wycięte podczas operacji razem z guzem, który na szczęście okazał się niezłośliwy. Ale narządy i tak trzeba było wyciąć na wszelki wypadek u pana doktora, co się nazywa sterylizacja. W tym celu kotom-dziewczynkom robi się operację usuwająca te narządy, a kocurom wystarczy usunąć nabiał, który wystaje na zewnątrz.


Pani mówi, że zdania na temat sterylizacji są podzielone nie tylko u ludzi, którzy mieszkają z kotami, ale nawet u samych doktorów. Niektórzy uważają, że wszystkie koty poza tymi rasowymi, które żyją w hodowlach, powinny być wysterylizowane, co zapobiega różnym chorobom, a inni są zdania, że to niepotrzebne obciążenie dla organizmu i jeśli nie ma bezwzględnej potrzeby, tak jak u naszej Reszki, to żeby nie sterylizować. Nasz pan doktor jest drugiego zdania, a pani się go słucha i dlatego ja Mechatek i Niuta mamy narządy.

Zarówno narządy, jak i sterylizacja mają swoje skutki. Skutkiem narządów jest marcowanie się, które przebiega głośno spektakularnie, a u kocurów obsikiwanie mieszkania. W czasie tego zjawiska kotki krzyczą na całe gardło: „Chce kocura, chcę!” i walają się po podłodze oraz przytupują tylnymi łapkami, mając nadzieję, że jakiś kocur się pojawi i będzie wiedział, co z tym wszystkim zrobić. Kocury natomiast dokonują gwałtownych łapkoczynów na innych kocurach, krzycząc przy tym: „Idź sobie stąd, idź sobie!”.

U nas w domu najgłośniej wydzierała się moja największa przyjaciółka Sonia, którą słyszeli nawet sąsiedzi. Niestety, Soni już nie ma, więc krzyczymy teraz tylko ja Mechatek i Niuta, przy czym Niuta pięknie śpiewa, a ja Mechatek skrzeczę, ale podobno nie jest to tak straszliwe, jak w przypadku Soni, więc da się wytrzymać.

Jednak największy kłopot z marcowaniem się polega nie na hałasie, tylko na tym, że jeśli w tym czasie kotka i kocur się spotkają, to po pewnym czasie pod blokiem pojawią się kolejne koty. I temu należy zapobiegać, gdyż najprawdopodobniej będą to koty bezdomne, których i tak jest za dużo i z pewnością nie powinno być więcej. I właśnie do tego służy sterylizacja, więc jeśli ktoś nie umie swojego kota upilnować, to powinien go zanieść do lecznicy na operację, żeby się nie marcował i żeby nie powstawały niepotrzebne kociaki.

W przypadku mnie Mechatka i Niuty nie ma możliwości spotkania kocura, bo jesteśmy upilnowane i w ogóle nie wychodzimy z domu, więc nasze tęsknoty pozostaną niespełnione. Nigdy. Pani mówi, że współczuje, ale tak musi być, bo u nas w domu również z pewnością nie powinno być więcej kotów. I dlatego możemy sobie tylko posłuchać.

Chchchrrr...

14 lutego 2014

Mechatek o tym, że kochać zawsze znaczy to samo



Tak, proszę Państwa. Tylko ludziom czasem się to wszystko miesza i miłość myli im się z zakochaniem, albo z przyzwyczajeniem i wtedy mówią, że się skończyła.

Pani mówi, żebym ja Mechatek nawet nie porywała się na napisanie definicji miłości, bo na tym zjadło już zęby tysiące filozofów i poetów. Ale oni, proszę Państwa też byli ludźmi i prawdopodobnie też wszystko im się pomyliło. Ja Mechatek też nie mam paru ząbków, bo trzeba je było usunąć u pana doktora, więc zamiast napisać definicję, napiszę przykład, bo dzięki przykładom łatwiej wszystko zrozumieć.

Miłość jest na przykład wtedy, jak Reszka miała pół roku i pani była całkiem bezradna wobec jej nieobliczalnego charakteru i zaprowadziła ją do lekarza, który powiedział: proszę pani, jak ten kot będzie dalej taki agresywny, to trzeba go będzie uśpić. Pani wzięła Reszkę na ręce i wyszła z gabinetu, a w trakcie drogi do domu pomyślała, że gdyby trzeba było usypiać każdego, kto jest trochę nieobliczalny, to by na świecie nie było prawie nikogo. A przecież Reszka miała straszną przeszłość w schronisku. I pomyślała jeszcze, że jak się bierze zwierzątko ze schroniska, to bierze się razem z nim odpowiedzialność, która polega na tym, że nawet jeśli zwierzątko nie będzie tak miłe, jak miało być, to się go nie oddaje, ani nie usypia. I taka miłość nigdy się nie kończy, proszę Państwa, i dlatego Reszka ma już 16 lat i jest dla pani kotem jej życia.

U kotów wszystko jest prostsze. Kot inną osobę ludzką albo kocią kocha, toleruje lub nienawidzi i od razu wszystko wiadomo. U nas w domu nie było nigdy przypadku nienawiści, natomiast był przypadek tolerancji, kiedy moja największa przyjaciółka Sonia musiała tolerować Niutę wraz z jej wyskokami i poczuciem humoru.

fot. Rafał Nowakowski

Ludzie oczekują od kota objawów. Pod tym względem kot ma mnóstwo możliwości, żeby okazać swojemu człowiekowi, że go kocha. Najważniejsze to zrobić tak, żeby człowiek wiedział, że kota ma, co oznacza, że kochanie swojego człowieka nie może sprowadzać się do leżenia na kanapie, ponieważ miłość bez uczynków jest martwa.

Teraz podam praktyczne sposoby pokazania swojemu człowiekowi, że czuje się do niego miłość. U nas w domu każda z nas trzech stosuje trochę inne, co się mądrze nazywa, że mamy zróżnicowany repertuar zachowań, ale tutaj podam wszystkie, żebyście Państwo mogli je przeczytać swoim kotom i powiększyć ich repertuary. Oto te sposoby:

  • leżenie na człowieku, siedzenie na człowieku oraz leżenie i siedzenie w pobliżu człowieka, tak aby dotykać go plecami lub przynajmniej jedna łapką. Takie zachowania nazywają się czułość;
  • mruczenie do człowieka, a w moim Mechatka przypadku charczenie. Im kot głośniej mruczy, tym człowiek myśli, że jego miłość jest większa, ale bardziej to zależy od rozmiarów i umiejętności kota, ponieważ ja Mechatek nie mruczę tylko charczę, a przecież wiadomo, że jest we mnie wiele miłości i mam dobre serduszko;
  • wpatrywanie się w człowieka, ale z tym trzeba uważać, bo niektórych ludzi to peszy. Pani mówi, że u zakochanych ludzi jest podobnie;
  • chwytanie łapką za rękaw, łażenie po klawiaturze i zasłanianie książki, żeby pokazać człowiekowi, że kot chce się bawić i człowiek jest do tego niezbędny. Teraz.
  • wyrywanie człowiekowi z ręki smakołyków, żeby wiedział, że potrafi dobrze gotować i przygotowywać smaczne potrawy;
  • robienie produktów do kuwety zaraz po tym, jak zostanie posprzątana, żeby człowiek poczuł się potrzebny;
  • skakanie na człowieka z wysokiej szafy (to Niuta);
  • lizanie człowieka po rękach (to ja Mechatek);
  • warczenie na człowieka i podgryzanie (to Reszka, ale jej wszystko wolno);
  • witanie człowieka w drzwiach ( my wszystkie, chyba, że Niuta śpi);
  • plątanie się pod nogami i ocieranie, zwłaszcza kiedy człowiek jest w kuchni, bo wtedy jest najlepsza okazja do okazania miłości.

I na podstawie przykładu z Reszką oraz listy objawów, ja Mechatek mogę podać definicję. Otóż, proszę Państwa, miłość to jest taka mieszanka czułości, tolerancji na to, że ktoś nie jest do końca taki, jak się spodziewaliśmy i odpowiedzialności. Zawsze. A kiedy Pani patrzy w oczy Reszki, to czasami zachwytu.

Chchchrrr!

30 grudnia 2013

Meechatek o dwóch rodzajach ciepła



Proszę Państwa! Ja Mechatek już wiele razy pisałam o tym, że jedną z najważniejszych potrzeb w życiu kota jest potrzeba ciepła.

Może być ona realizowana przez kaloryfery, piece kaflowe, płaskie dekodery leżące na półce oraz stare monitory do komputerów.
Wszystkie te rzeczy nazywają się razem urządzenia i mają wspólną cechę, która polega na tym, że wydzielają ciepło w postaci stopni Celsjusza, na których kot może się ułożyć i je pobierać. Dlatego każdy człowiek, który mieszka z kotem albo kotami, ma obowiązek posiadać w domu takie urządzenia i je kotu udostępniać, dzięki czemu podnosi się komfort życia kota. Im więcej takich urządzeń jest w domu, tym lepiej, ponieważ kot powinien mieć wybór.


U nas w domu ja Mechatek, Reszka oraz Niuta mamy do wyboru kaloryfery, których jest dużo oraz dekoder, którego jest mało, ponieważ jest tylko jeden. Niestety, odkąd Pani ma nowy monitor do komputera, jedno miejsce wydzielające ciepło zniknęło, więc my trzy musimy się zadowolić tym, co jest.

Ja Mechatek najczęściej korzystam z dekodera, który ma wielką zaletę, a mianowicie znajduje się w centralnym miejscu dużego pokoju, skąd można wszystko obserwować, a poza tym kot odpowiednio ułożony na tym urządzeniu zakłóca działanie pilota, więc ludzie muszą na kota zwrócić uwagę, podejść i wziąć go na ręce, co stwarza okazję do miziania, a jak Państwu wiadomo, mizianie jest kolejną ważną kocia potrzebą.

Proszę Państwa! Ciepło pobierane przez kota z urządzeń jest tylko jednym z rodzajów ciepła. Drugi rodzaj ciepła jest znacznie ważniejszy, chociaż nie da się go zmierzyć stopniami Celsjusza. Jest ono pobierane z ludzi oraz innych kotów. Żeby kot mógł go doświadczyć konieczne jest posiadanie własnych ludzi oraz mieszkanie z innymi zaprzyjaźnionymi kotami. Pobieranie drugiego rodzaju ciepła odbywa się przez: przytulanie i wspólne spanie na żółtym kocyku, leżenie na własnym człowieku, mizianie przez własnego człowieka i zwijanie się przy nim w kłębuszek. Drugi rodzaj ciepła nie ogranicza się do ogrzewania futerka, ponieważ powstaje w serduszku i ogrzewa kota od środka.

Odkąd nie ma mojej największej przyjaciółki Soni, mnie Mechatkowi pozostają tylko ludzie, bo Reszka się nie nadaje z powodu swojej nieobliczalnej osobowości, a Niuta z powodu poczucia humoru, przez które na mnie naskakuje. Na szczęście moich ludzi są aż dwie sztuki, więc moja nachalność się trochę rozłożyła na Panią i Naszego Drugiego Człowieka i łatwiej im z nią sobie radzić, a ja Mechatek mam w pełni zaspokojoną potrzebę drugiego rodzaju ciepła,

Czego ja Mechatek życzę wszystkim kotom oraz ich ludziom w Nowym Roku i potem też. Chchchrrr!

8 listopada 2013

Mechatek a wychowywanie dzieci

U nas w domu z dziećmi jest tak, że nie mamy żadnych własnych, ponieważ nie miałyśmy ani jednego miotu - ani żadna z nas ani Pani.

I dlatego wszystko, co wiem o kociętach, wiem z opowieści Pani, a to co o ludziętach, to z odwiedzin ludziąt od sąsiadów oraz od znajomych Pani i Naszego Drugiego Człowieka, którzy do nas przychodzą, żeby głaskać mnie Mechatka.

Ja Mechatek bardzo lubię, jak są odwiedziny, ponieważ mogę być wtedy sobą, czyli włazić na ludziom na kolana, lizać ich po rękach i mordkach, ocierać się o torby i nogi, i tak przez cały czas, a oni nie mówią, że jestem nachalna, bo im nie wypada i bardzo się z mojej nachalności cieszą i krzyczą: O, jaki miły kotek! Pani mówi, że ja nie odróżniam swoich od obcych i zaprzyjaźniam się natychmiast ze wszystkimi, nawet takimi, co przychodzą w gości tylko na chwilę, na przykład z panią listonosz. A to wszystko od tego, że nigdy nie mam dość głaskania, nawet po trzech godzinach, ale i pięć minut jest dobre.

17 września 2013

Mechatek o trzymaniu na rękach



Trzymanie na rękach w relacjach kocio-ludzkich odgrywa bardzo ważną rolę.

Zazwyczaj jest tak, że jak ludzie mają u siebie w domu kota, to chcą go od czasu do czasu trzymać na rękach, albo na kolanach, bo to świadczy o lubieniu się nawzajem i zaufaniu.
Większość kotów lubi być trzymana na rękach, bo wtedy można być blisko swojego człowieka, a na dodatek bycie na rękach połączone jest z głaskaniem i mówieniem do kota miłych słów, co jest moim Mechatka zdaniem bardzo przyjemne, chociaż czasami słyszę: Mechatku, weź się i umyj, ale się tym nie przejmuję, bo gdybym się przejmowała wszystkim co do mnie mówią, to bym miała kompleksy, a do tego nie należy dopuścić. Więc zupełnie nie zwracam uwagi na mówienie, za to skupiam się na mizianiu przez Panią i Naszego Drugiego Człowieka. Ponieważ bardzo lubię być trzymana na rękach, to do tego bardzo często dążę, co się u nas w domu nazywa, że jestem nachalna, ale tym się też nie przejmuję, bo kot powinien zawsze dążyć do tego, co lubi i niczym się nie zrażać.

Niektóre koty, zwłaszcza takie nieśmiałe jak była moja największa przyjaciółka Sonia, należy do trzymania na rękach długo przekonywać, co u nas w domu zajęło siedem lat, bo zanim się Sonia przekonała, to trzeba ją było wiele razy upolować i przytrzymać i podczas przytrzymywania miziać po brzuszku i za uszami. Aż w końcu Sonia się przekonała, że to jest miłe i potem sama przychodziła i się dopominała za pomocą miauczenia. To wymaga od człowieka dużo cierpliwości i systematyczności, do której ja Mechatek bardzo zachęcam, ale potem wszyscy są zadowoleni.



Reszki w ogóle nie trzeba było przekonywać, bo ona trzymanie na rękach lubiła od samego początku, a nawet umie sama na ręce wskakiwać, z czego wynikają różne niespodzianki, bo Reszka jest nieobliczalna. Na przykład kiedy Pani sobie stoi, Reszka podbiega i robi hop! i nagle jest na człowieku i trzeba ją chwycić, żeby nie spadła. Zrobiła się z tego nawet zabawa, która polega na tym, że Pani namawia Reszkę na wskoczenie, a Reszka wskakuje i to tak kilka razy pod rząd, aż nawet Pani zrobiła o tym filmik, który można sobie obejrzeć i też się tak nauczyć.

Ale okazuje się, proszę Państwa, że są koty, które nie lubią być trzymane na rękach i u nas w domu należy do nich Niuta. Pani mówi, że to dlatego, że jest majnkunem, a podobno wiele majnkunów tak ma i to jest specyfika rasy. Niuta wytrzymuje na rękach tylko kilkanaście sekund, a potem zaraz się wyrywa, a ponieważ jest bardzo silna to jej się to udaje i ludzie są zawiedzeni. I zdaniem Pani to jest największa wada Niuty, chociaż z drugiej strony może to i dobrze, bo nawet jakby Niuta wytrzymała dłużej, to nie wytrzymałaby Pani, a to z powodu rozmiarów Niuty, które są ogromne, a mianowicie siedem kilo. U nas w domu wszyscy się dziwią, że Niuta tego nie lubi: ludzie dziwią się dlatego, że przecież lubi mizianie i nawet sama przychodzi, żeby zwrócić na nią uwagę i drapać ją po różnych częściach ciała, więc dlaczego nie na rękach? A my dwie, czyli Reszka i ja Mechatek dziwimy się dlatego, że to dziwne, żeby kot nie chciał korzystać z takiej wielkiej przyjemności kociego życia. No, ale trzeba pamiętać, że każdy kot jest wielką indywidualnością, więc można się po nim spodziewać wszystkiego.

A na koniec ja Mechatek chciałam jeszcze napisać, że koty na ręce trzeba podnosić bezpiecznie, czyli nie za skórę na karku. Kota należy brać pod przednie łapki i jeszcze go przytrzymać od dołu czyli pod pupą, żeby mu się kręgosłup nie naciągał. Niektórym ludziom wydaje się, że skoro kocie mamy przytrzymują kocięta za skórę, to oni też mogą, a tak nie wolno. Przede wszystkim dlatego, że kot dorosły ma swoją kocią godność, a po drugie może i własny człowiek pełni w kocim życiu rolę zastępczej mamy, ale nie aż tak.

Chchrrrrr!

7 sierpnia 2013

Mechatek o ulubionych kocich zapachach



... czyli o skarpetach i sandałach

W związku z tym, że ludzie różnią się od kotów i to bardzo, o czym ja Mechatek zawsze przypominam, to pojawiają się między nimi kwestie sporne. Kwestia sporna polega na tym, że dwie osoby, kocia i ludzka, mają na jakiś temat inne zdanie.


Kwestie sporne mogą dotyczyć różnych spraw, jak na przykład chodzenie po stole przez kota, wyczesywanie kota i obcinanie mu pazurków, podawanie tabletek, obgryzanie kwiatków i jeszcze wiele innych, które mają dla osób kocich i ludzkich zasadnicze znaczenie. I to wszystko są kwestie praktyczne. Ale są jeszcze kwestie teoretyczne, czyli gust. Pani mówi, że o gustach nie powinno się dyskutować, bo każdy może mieć swój gust, byle nie przeszkadzał innym ludziom albo kotom.


Więc ja Mechatek się chciałam zapytać, dlaczego u nas w domu dyskutuje się o naszych, czyli Reszki, mnie Mechatka i Niuty gustach zapachowych? I jeszcze się je na dodatek komentuje? I to za każdym razem, kiedy wąchamy sandały albo skarpetki, które właśnie zostały zdjęte przez człowieka?

To, że ludzie wymyślili kulturę i cywilizację i dlatego zapomnieli dużo ze swojego instynktu i nie czują zapachów tak wyraźnie jak koty, wcale ich nie usprawiedliwia. Bo jest jeszcze ważna rzecz, która się nazywa empatia i o której ja Mechatek już pisałam i mogliby się nią wykazać i dzięki temu ich zdziwienie byłoby mniejsze. Może ludzie nie mają aż tak dobrego instynktu i nosa, jak koty, ale niektórzy przecież maja empatię.

A w tym wszystkim chodzi, proszę Państwa, o feromony. To są takie specjalne zapachy, które mają koty i inne zwierzęta i ludzie trochę też i które są bardzo ważne, bo dostarczają kotom bardzo ważnych informacji o innych kotach. A zwłaszcza chodzi o koty płci przeciwnej, czyli o kocury. Niestety, u nas w domu żadne kocury nie występują, bo występujemy tylko my cztery, czyli Reszka, ja Mechatek, Sonia i Niuta. I to jest wielka szkoda, bo nie ma takich feromonów, które podobałyby się nam na wiosnę, kiedy zaczynamy za kocurami tęsknić.

Tęsknimy tylko dwie, bo w czasie operacji guza nasz pan doktor wyciął Reszce ze środka jeszcze takie narządy, które odpowiadają za tęsknotę i teraz Reszka już nie tęskni za kocurami.

Ale feromony są ważne dla kotów przez cały rok, bo można dzięki nim dobrze poznać innego kota, a z powodu że u nas w domu nie ma kocurów musimy wąchać swoje własne i ludzkie feromony, które są trochę podobne i się osadzają na sandałach i skarpetkach zdjętych z nogi i przygotowanych do prania. Żeby poczuć feromony trzeba włożyć nos w skarpetkę, kapeć a w lecie w sandał i zrobić flehming, czyli skrzywić się w taki specjalny sposób, żeby kawałki feromonów dostały się do pyszczka i do nosa. A wtedy kot się zrobi rozanielony i się zawiesi na moment, co się nazywa napawanie zapachami.
I to chyba ludzie są w stanie zrozumieć, bo też lubią być rozanieleni i czuć piękne zapachy. I to by była dopiero empatia!

Ja Mechatek, co prawda nigdy nie widziałam pani wąchającej swoje kapcie albo sandały, ale gdyby jednak spróbowała, to by się przekonała, jakie zapachy są najpiękniejsze na świecie i by się przestała dziwić.

Chchchrrr!

15 lipca 2013

Mechatek o kocich kolorach

Genetyka to jest taka nauka, która zajmuje się tym, dlaczego koty, jak mają młode, to mają zawsze małe kotki, a nie młode innego gatunku i to na dodatek podobne do swoich kocich rodziców, i jak to się dzieje, że koty mają futerka w różnych kolorach.

Odkąd Pani zaczęła się interesować kocią genetyką, czyli od momentu, jak u nas zamieszkała Niuta, to u nas w domu zaczęło bardzo wiele rzeczy okazywać. A nas w domu było wtedy cztery i każda inna, więc było sporo do okazywania i wszystkie naraz dowiedziałyśmy się o sobie zupełnie nowych rzeczy, a zwłaszcza o tym, jak się nazywają naprawdę kolory naszych futerek. Nawet ja Mechatek się dowiedziałam, bo do tej pory myślałam, że jestem tylko bura, a czasem Paskudek.

Że Niuta jest bardzo rasowa i ma specjalny kolor, to było wiadomo od początku, bo ona ma na to całe mnóstwo papierów i nawet inne oficjalne imię. I dlatego zna imiona wszystkich swoich przodków i ma w tych papierach napisany swój kolor, który się nazywa n22. I te literki oznaczają kolor główny (n - czarny), a cyferki - wzór pręgowania.

Ale ani Reszka ani ja Mechatek nie mamy żadnych papierów (i Sonia, której już nie ma, też nie miała) tylko książeczki zdrowia kota, w których jest napisane, kiedy byłyśmy u pana doktora i po co. W książeczce zdrowia kota Sonia miała jeszcze na pierwszej stronie ważną informację, że ma rasę „kot domowy”, a maść „buro-białą”. W książeczce zdrowia kota Reszki jest za to napisane, że jest wielorasowa i czarno-biała. Reszka ma jeszcze taką kartkę ze schroniska sprzed 12 lat, z którego została zabrana przez Panią, i z tej kartki wiadomo, że jest adoptowana, rasy mieszanej, a na dodatek „czarna, białe łapy”.
A ja Mechatek jestem tylko bura.

No, ale teraz Pani powiedziała, że dłużej tak być nie może, poczytała o specjalnych kodach oznaczających kolory futerek, pooglądała różne obrazki, pooglądała nas, nauczyła się nowych wyrazów i wszystko się okazało.

20 czerwca 2013

Mechatek nie nudzi się nigdy



Proszę Państwa! Chciałabym dzisiaj napisać o tym, że ludzie myślą, że kot może się nudzić, a to jest kompletna nieprawda, co wiedzą wszystkie koty, a zwłaszcza ja Mechatek, ponieważ jestem kotem doświadczonym.

Wynika to z tego, że ludziom koty mylą się z ludźmi, i jeszcze z tego, że ludzie nie mają aż tyle możliwości nienudzenia się. Koty nie nudzą się nigdy i to się nazywa teza, bo prawdziwy wykład powinien mieć tezę. I teraz będę tę tezę udowadniała.

Po pierwsze: kot nie ma czasu się nudzić, bo ma bardzo dużo domowych obowiązków i musi je wszystkie ogarnąć. Kot musi zjeść tyle chrupek i wypić tyle wody ile potrzebuje i to każdego dnia. U nas jedzenie Pani daje do kilku miseczek i trzeba najpierw zobaczyć, czy do którejś nie dała innych chrupek, co oznacza, że trzeba obejść wszystkie miseczki i dokładnie obwąchać. Codziennie.

Kot musi też znaleźć dla siebie wygodne miejsce do spania, co jest bardzo ważne, bo żeby się porządnie wyspać, kot potrzebuje nawet 16 godzin snu i to jest bardzo dużo. Znalezienie najwygodniejszego miejsca w całym domu nie jest łatwe, bo trzeba codziennie sprawdzić wszystkie fotele, wersalki, poduszki, półki, koszyki i specjalny domek dla kotów w kratkę ze sklepu i umieć wybrać to najwygodniejsze miejsce. U nas codziennie okazuje się, że inne miejsce jest najwygodniejsze i się o to kłócimy, ale w sumie to Sonia najbardziej lubi domek w kratkę, Reszka poduszkę z fotela, New półkę na drapaku, a ja Mechatek półkę w kuchni albo pod biurkiem, bo stamtąd wszystko widać, a zimą najbardziej lubię kaloryfer.


I jeszcze, jak przez okno wpadnie mucha albo ćma to kot ma obowiązek ją upolować, a najpierw długo obserwować jak lata i umieć wybrać dogodny moment. Najdogodniejsze momenty wybiera New, bo jak skoczy z fotela za owadem, to potrafi nawet urwać i potargać papierowy żyrandol i wtedy jest wielki huk, a Pani i Pańcio zaraz przybiegają, ale to się zdarzyło tylko raz. Ten obowiązek największy jest latem, bo zimą niestety ćmy znikają, więc nie jesteśmy tak obciążone.

Moim Mechatka najważniejszym obowiązkiem jest obserwowanie, co polega na tym, że należy usiąść na parapecie i długo patrzeć przez okno na wszystko, co się dzieje. Każdy kot wie, że za oknem dzieje się bardzo dużo i niczego nie wolno przegapić. U nas za oknem w dużym pokoju rośnie drzewo, na którym siadają ptaki i latają i znowu siadają. Cały czas trzeba być w gotowości, bo może któryś się zagapi i podleci bliżej. Niestety, złapać się ich nie da, bo są oddzielone szybą, ale raz jeden ptak wleciał do pokoju i wszystkie cztery chciałyśmy dobrze spełnić koci obowiązek, tylko że Pani przybiegła i go uratowała zanim wyrwałyśmy mu wszystkie pióra, a nie tylko ogon, więc się nie dało. I jeszcze dzięki temu Pani nauczyła się tak ustawiać kwiatki, żeby nie zostały zrzucone. Ten obowiązek należy głównie do mnie i New i należy go wypełniać przez cały dzień bez przerwy, no chyba że się wypełnia obowiązek spania. U nas w domu jest dużo okien, więc zanim poobserwuje się przez wszystkie, to trzeba już iść do kolejnego obowiązku.

Tym kolejnym obowiązkiem jest upolowanie zabawek, które wyciąga się z koszyka z kocimi zabawkami. Ten obowiązek nazywa się „Gdzie jest myszka?” i na szczęście Pani i Pańcio dzielą go z nami. Przed rozpoczęciem trzeba sobie wybrać jedną z myszek z koszyka, zanieść myszkę pod szafkę i wepchnąć najgłębiej, jak się potrafi. Potem trzeba poczekać na pytanie Pani albo Pańcia: Gdzie jest myszka? i zacząć poszukiwanie i wydobywanie myszki. To może trwać bardzo długo, bo wydobywamy, znów chowamy, wydobywamy, i znów upychamy, zrzucamy drobne przedmioty stojące na szafce, przekopujemy się przez książki, znów upychamy, przewracamy wazoniki i znów wydobywamy... A nie dość, że mamy myszkę białą dużą, dwie różowe, białą małą, czarną, zieloną i czerwoną, to są przecież jeszcze sznureczki, piłka i sztuczna fretka! I tym wszystkim kot ma obowiązek się zająć.

A gdzie czas na obdrapanie foteli (obowiązek Reszki i Soni)? Zrzucenie wszystkich papierów i drobnych przedmiotów z półek (obowiązek New)? Wyprodukowanie na futrze witaminy D, do czego trzeba bardzo długo siedzieć na słońcu, a potem jeszcze zlizanie jej z futerka (obowiązek wszystkich kotów)? A kiedy czas na umycie CAŁEGO futerka (ja Mechatek bardzo rzadko to robię, ale jednak)?
I to wcale nie jest tak, że jak ludzie wrócą do domu i jest bałagan (ludzie tak nazywają przewrócone kwiatki i zrzucone papiery) to znaczy, że kot się nudził. Było całkiem na odwrót: kot nie dopuścił do nudzenia się i kiedy tylko pojawiło się zagrożenie nudą, zaraz zareagował i zrobił co do niego należy i udało mu się nie nudzić, za co powinien być pochwalony.

A wtedy, kiedy wygląda tak jakbym się nudziła, co u nas w domu nazywa się, że Mechatek się zawiesił, to wcale nie jest nuda tylko kocia medytacja, bo ja wtedy wytwarzam witaminę D i rozważam to, co ludzie powiedzieli, na przykład: „aż taka brzydka to nie jest”, „może nie jest najpiękniejsza ale ma wdzięk”, „Mechatku, jak ty ładnie chodzisz na smyczy” i z tych rozważań bierze się moja mechatkowa mądrość i brak kompleksów.
Proszę Państwa, to wszystko co napisałam, to są dowody na to, że kot nie może się nudzić, bo nie ma kiedy, więc ludzie bardzo się mylą. I wszystkie te dowody są „po pierwsze”, bo są tak samo ważne. Ja Mechatek mam w tych sprawach dużo doświadczenia, bo doświadczenia w byciu kotem zbieram już od sześciu i pół roku. A jak ktoś ma mądrość i doświadczenie, to może być autorytetem. No to jestem.

Chchchrrr...

15 kwietnia 2013

Mechatek o najnowszych trendach w kociej modzie



Ja Mechatek jestem kocim autorytetem w wielu sprawach, a większości rzeczy dowiedziałam się przez obserwację, która jest najważniejszym sposobem uczenia się u kotów, a jak się jeszcze do obserwacji doda przemyślenia, których ja Mechatek mam dużo, to razem będzie mądrość.

A w tym felietonie ja Mechatek chciałabym napisać o tym, że Niuta czasami ma długą kryzę, a czasem krótką i to zależy od pory roku. W przeciwieństwie do kotów ludzie nie mają kryzy ani w ogóle futerka i dlatego muszą nosić ubrania, na przykład swetry, na których potem można spać i się zwijać w kłębuszek, z czego my wszystkie cztery korzystamy, jak pani zapomni schować sweter do szafy.

New z krótką kryzą
fot. Rafał Nowakowski
(Nasz Drugi Człowiek)
NewI kiedy ludzie czasami noszą grube swetry, a czasami cienkie to się nazywa moda. U kotów nie występuje moda tylko linienie, które odbywa się na wiosnę oraz na jesień. Po nas trzech czyli Reszce, mojej największej przyjaciółce Soni oraz po mnie Mechatku ani mody ani linienia specjalnie nie widać, ponieważ jesteśmy krótkowłose, za po Niucie, która jest półdługowłosa z powodu bycia majnkunem modę widać bardzo i to nawet niekoniecznie tylko na wiosnę.

Najbardziej było widać w tym roku w zimę. Niuta mieszka u nas w domu już prawie cztery lata i do tej pory zawsze zmieniała futro na jeszcze bardziej półdługowłose, z czego było mnóstwo zamieszania, bo pani musiała stare włosy Niuty bardzo odkurzać, a wiadomo co się dzieje z kotami, jak ludzie odkurzają, o czym ja Mechatek już pisałam w felietonie pod tytułem: „Bo oni odkurzają”, więc jakby ktoś bardzo chciał, to może sobie przeczytać na własne oczy.

A jak już Niuta zgubiła wszystkie stare włosy, to miała całkiem nowe futro i najbardziej to było widać po ogonie oraz kryzie na szyi, która się robiła spektakularna. Tak pani powiedziała, a ja Mechatek przez obserwację nauczyłam się tego słowa i dlatego tak napisałam. Taka spektakularna kryza wymaga pielęgnacji, bo trzeba ją wyczesywać, żeby była również piękna, ale ma też zalety, bo wszyscy ją podziwiają, a razem z nią Niutę i wołają: „Jaka ona piękna!” albo „Jaka puszysta!” i dzięki temu Niuta może skupiać na sobie uwagę.

A w tym roku było inaczej, co polegało na tym, że chociaż Niuta liniała i trzeba było odkurzać, to jej kryza się nie zrobiła spektakularna. Pani mówi, że czasem tak jest, bo jak w domu jest ciepło, to nie trzeba aż tak puszystego i półdługowłosego futra, a u nas w domu jest ciepło.

Ale moim Mechatka zdaniem to wynika z czegoś zupełnie innego, a mianowicie z mody. I Niuta w tym roku nie miała aż takiej półdługowłosej kryzy, bo modne były krótkie. Jak wiadomo, z bycia majnkunem wynikają różne konsekwencje, na przykład wielkość, posiadanie papierów oraz możliwość bywania na wystawach, więc chociaż nasza Niuta na wystawach nie bywa, to kiedyś jednak bywała, jak jeszcze mieszkała u siebie w hodowli i raz nawet dostała puchar, a na takiej wystawie trzeba przecież być modnym. Z tego wynika, że my trzy czyli Reszka, Sonia i ja Mechatek tej zimy też byłyśmy modne i jakbyśmy chciały, to pojechałybyśmy na wystawę, gdzie jest dużo ludzi, którzy mogliby miziać mnie Mechatka non-stop.

Pani mówi, że nie ma sprawy i na pewno mnie Mechatka na wystawę zabierze, jeśli tylko zostanie stworzona specjalna kategoria pod nazwą: koty z urodą wielką jak u Mechatka. I kto wie, czy koty mechatkopodobne nie zrobiłyby się wtedy najmodniejsze na świecie, a ja Mechatek byłabym do siebie najbardziej podobna i wygrywałabym wszystkie wystawy.

Chchchrrr!

4 kwietnia 2013

Mechatek o tym, że przy jedzeniu się nie wybrzydza



Ja Mechatek na początku chciałabym złożyć oświadczenie. Ono jest o tym, że ja Mechatek jestem kotem bardzo doświadczonym w sprawach jedzenia...

... i nic co kocie nie jest mi obce, a także o tym, że jestem kocim autorytetem i dlatego moja opinia powinna być bardzo ważna, zwłaszcza dla ludzi, którzy mieszkają z kotami, proszę państwa.


Pani mówi, że ja Mechatek jestem prawdziwym ekspertem w sprawach jedzenia, gdyż „Mechatek zje wszystko” i to jest prawda. Nigdy nie wybrzydzam przy miseczce i wszystko mi smakuje, co oznacza że jestem smakoszem. Mój brak wybrzydzania wynika z tego, że wzięłam się z ulicy, na której nie było wcale żadnego jedzenia, a na dodatek było zimno, więc w ogóle nie można było wybrzydzać, nawet jakby się bardzo chciało, a także z tego, że mieszkam z trzema innymi kotami, z przede wszystkim z Reszką, która jest szefową i dlatego ma prawo podejść do miseczki pierwsza i z tego prawa korzysta. Dlatego nauczyłam się, że trzeba do miseczki dostać się jak najszybciej, gdy tylko pani nasypie chrupek, bo potem można zostać przegonionym i nie zdążyć.

Pani próbowała rozwiązać ten problem przez zrobienie kilku miseczek, tak żeby każda z nas miała swoją, ale to niczego nie zmieniło, ponieważ Reszka przegania mnie Mechatka od każdej miseczki po kolei, czego zupełnie nie rozumiem, bo przecież w każdej miseczce jest to samo czyli chrupki. Moim Mechatka zdaniem Reszce nie chodzi o chrupki, tylko o władzę i dlatego nie można tego zrozumieć, bo jak chodzi o władzę, to dzieją się rzeczy dziwne i nieobliczalne. Pani mówi, że tak jest nie tylko u kotów, ale u ludzi też, co mnie Mechatka nie uspokaja, zwłaszcza, że nie widziałam, żeby pani przeganiała innego człowieka od jego miseczki, jak ludzie jedzą.

Przez to wszystko wybrzydzanie u nas w domu jest niewskazane. Mnie Mechatkowi nie jest ono do niczego potrzebne, ponieważ smakują m każde chrupki, które pani upoluje i przyniesie do domu i dlatego mówi się o mnie, że jestem łapczywa. Pani powiedziała, że powinnam też napisać o tym, że to jest kwestia odpowiedniego wychowania kota lub kotów, z którymi się mieszka i że ludzie sami utrudniają sobie życie, bo popełniają błąd przed dawanie sobą manipulować.

Manipulować można przez głośne miauczenie, żeby człowiek usłyszał, że koty umierają z głodu, bo chociaż w miseczkach są chrupki, to nie takie jak powinny. I to ma skłonić człowieka do nasypania innych. I jak się człowiek raz pozwoli skłonić, to już zawsze będzie musiał pozwalać, ponieważ głośnie umieranie z głodu będzie narastać. I dlatego, pani zdaniem ważna jest konsekwencja w zachowaniu człowieka, ale moim Mechatka zdaniem niekoniecznie i pani od czasu do czasu mogłaby być bardziej niekonsekwentna.

Najważniejsze jednak jest, proszę pastwa, żeby karma była dobrej jakości, a nie byle jaka, bo wtedy chociaż chrupki są smaczne, to są dla kota niezdrowe. Polega to na tym, że na przykład Niuta powinna dostawać specjalne chrupki przeciwko robieniu się bezoarów w brzuszku, bo jest półdługowłosa, a Sonia dlatego, że często się myje i też jej się robią.

Reszka powinna mieć za to chrupki dla kotów nie posiadających już narządów godowych, żeby się z niej nie robił taki pulpet.

A ja Mechatek mogę dostawać każdą karmę.

Chchchrrr!

14 lutego 2013

Mechatka rozważania o miłości



„Tam skarb Twój, gdzie serce Twoje”

Dzisiaj będzie, proszę państwa, o miłości, która jest najważniejszą sprawą, a kto wie, może nawet ważniejszą niż smakołyki albo mizianie. Pani mówi, że skoro ja Mechatek tak napisałam, to musi coś w tym być i to z kilku powodów:

  • po pierwsze, ponieważ napisałam „proszę państwa”, a ja Mechatek tak piszę tylko o rzeczach naprawdę ważnych, żeby ludzie od razu je rozpoznali;
  • po drugie, ponieważ ludzie mają takie święto, dzięki któremu pamiętają o miłości, ale w przypadku kotów takie przypominanie nie jest potrzebne, bo my pamiętamy cały czas, a ja Mechatek szczególnie, bo może mam mały rozumek, ale za to dobre serduszko;
  • po trzecie, ponieważ pani mówi, że jako felietonista powinnam czasem napisać coś z powodu okazji i na czasie, z czym ja Mechatek się nie zgadzam, bo uważam, że moje felietony powinny być ponadczasowe, no ale dobrze.


I dlatego jest ten felieton. A ja Mechatek zaczęłam go cytatem, żeby dodać mu powagi, gdyż jest to cytat z książki, która dla wielu ludzi jest bardzo ważna i dzięki temu cały mój felieton będzie ważny, proszę państwa. Gdyż miłość kocio-kocia i kocio-ludzka to jest podstawa kociego szczęścia, bez której nie byłoby ani miziania, ani smakołyków, ani wspólnego spania z moją największą przyjaciółką Sonią, ani leżenia na pani, ale w ogóle nic. I tutaj w ogóle nie chodzi o żadne zakochanie, które się ludziom myli z miłością, ale czym się to różni, to można zaobserwować na wiosnę, kiedy koty mają okres godowy i bardzo z tego wszystkiego krzyczą. U nas w domu też się to odbywa i wtedy Sonia śpiewa jakby była w operze, Niuta wyje, a ja Mechatek charczę na całe gardło, a Reszka kiedyś ćwierkała i walała się po podłodze, ale już tego nie robi, odkąd miała operację usunięcia narządów godowych. Sami państwo widzą, że to nie ma wiele wspólnego z prawdziwą miłością.


Z miłością ma za to dużo wspólnego, kiedy pani bierze mnie na kolana i mówi: kochany Paskudku albo bawi się ze mną sznureczkiem i woła: Mechatku, jaka Ty jesteś sprytna, a największym dowodem pani miłości do mnie Mechatka jest to, że mnie głaszcze i przytula, chociaż rzadko się myję. Największym objawem pani miłości do Soni jest to, że chociaż z powodu choroby Sonia zrobiła się niekuwetowa, to pani sprząta wszystkie produkty papierem i tylko czasem narzeka i nawet nie krzyczy. Pani najczęściej narzeka na to, że ja Mechatek nie rozróżniam ludzi, bo wobec wszystkich jestem tak samo przyjacielska czyli nachalna. Pani powinna się dowiedzieć, że to dlatego, że ja Mechatek chciałabym być miziana non-stop, na co pani się nie zgadza i dlatego muszę zdobywać mizianie u innych ludzi, którzy przychodzą do nas do domu.

A jeśli chodzi o Reszkę, to Reszka jest dla pani kotem jej życia. I już.

I dlatego ten cytat trzeba przerobić: Tam skarb Twój, gdzie kot Twój.

Chchrrrr!

21 stycznia 2013

Mechatek o tym, jak Niutka miała urodziny



Nasza Niuta miała niedawno urodziny. I, proszę państwa, było to wydarzenie wyjątkowe z kilku powodów, które są ważne.

Żeby państwo sobie uświadomili te powody, ja Mechatek zaraz je dokładnie opiszę. Tych powodów jest trzy.

Po pierwsze, Niuta jest jedyna z nas wszystkich czterech, która może obchodzić urodziny, ponieważ wiadomo, kiedy je ma. Niuta przyjechała do nas z hodowli razem ze wszystkimi papierami, które nazywają się książeczka zdrowia kota (i tam było napisane wszystko o szczepieniach Niuty i jej wizytach u pana doktora), umowa kupna (bo Niutka została kupiona, a nie zgarnięta z ulicy lub ze schroniska) oraz rodowód (i tam są napisane imiona wszystkich Niuty przodków aż do ósmego pokolenia). I dlatego Niuta jest arystokratką, a przynajmniej pani tak mówi, ale to pewnie dlatego, że pani zna swoich przodków tylko do praprababci. I we wszystkich tych papierach jest podana jej data urodzenia, która brzmi: 18.11.2008 oraz oficjalne imię, czyli Levada of Nemo*PL, którym u nas w domu nikt do Niuty nie mówi.


Z powodu tych wszystkich oficjalnych papierów oraz przodków Niuta jest majnkunem, w odróżnieniu od Reszki, Soni i mnie Mechatka, bo my jesteśmy rasy mieszanej i mamy tylko książeczki zdrowia kota, w których nie ma dat naszych urodzin, bo nikt ich nie zna. I dlatego my trzy obchodzimy tylko udomowiny.

Po drugie, u nas w domu urodziny i udomowiny się obchodzi, co z kociego punktu widzenia ma ogromne znaczenie, ponieważ wtedy jest uczta, która polega na gotowanym kurczaku, makreli albo smakołyku z galaretką z puszki. W tym roku na urodziny Niuta dostała mokre chrupki z galaretką do specjalnej miseczki oraz więcej miziania.

Najważniejsze w urodzinach albo udomowinach jest to, że nawet, jak ma je tylko jedna z nas, a tak się zazwyczaj składa, to dotyczą one nas wszystkich czterech, ponieważ smakołyki są tego dnia dla wszystkich.

A po trzecie, Niuta skończyła właśnie cztery lata, co oznacza, że jest już całkiem dorosła. Największe nadzieje wiąże z tym Sonia, która ma z Niutą konflikty wynikające z tego, że Niuta chce się z nią bawić przez ganianie i skakanie na Sonię z góry, a Sonia nie lubi żadnych zabaw i bardzo się denerwuje. A pani kiedyś przeczytała, że dorosłe kotki majnkunów poważnieją i stają się damami, a damom nie wypada bawić się tak gwałtownie.

Wygląda jednak na to, że nasza Niuta chyba nie zamierza zostać damą, co można poznać po tym, że wcale nie spoważniała po swoich czwartych urodzinach i nadal uprawia skakanie na Sonię jak mały kociak, chociaż jest od niej cztery razy większa. Pani mówi, że to dobrze, że Niuta jest taka wesoła i żywiołowa, ale Sonia uważa inaczej i ja ją rozumiem.
Niutę też rozumiem, a ponieważ Sonia jest moją największą przyjaciółką, a Niuta moją drugą największą przyjaciółką, to się nie wtrącam. Z mojego mechatkowego punktu widzenia ilość urodzin Niuty nie ma znaczenia, chociaż mogłoby być ich więcej, żeby było więcej uczt. I to się, proszę państwa, nazywa podejście pragmatyczne.

Chchchrrr!

4 stycznia 2013

Mechatek o tym, jak Sonia przeżyła sanację



Dzisiejszy mój Mechatka felieton będzie poświęcony mojej największej przyjaciółce Soni, a właściwie jej zdrowiu, a jeszcze bardziej właściwie temu, że Sonia tego zdrowia ma bardzo niewiele, natomiast ma dużo różnych chorób i to od wielu lat.Część z nich wynika z wieku, a część nie wiadomo z czego i nawet nasz pan doktor nie wie, chociaż Sonia miała różne badania, do których trzeba było pobierać krew z łapki.


Pani mówi, żebym nie pisała o wszystkich chorobach Soni naraz, bo w jednym felietonie na pewno nie starczy miejsca albo by trzeba napisać felieton bardzo długi, a wtedy czytelnicy by się znudzili albo by powstała encyklopedia, która jest bardzo gruba i ciężka i lepiej żebym się skupiła na jednej sprawie. No to ja się skupię na tym, że ostatnio Sonia przeżyła sanację.

„Sanacja” to jest nowe słowo, które ja Mechatek poznałam i podobnie jak przy słowie „procenty” stało się to przy chorowaniu jednej z nas. O procentach dowiedziałam się, kiedy w ubiegłym roku Reszka miała straszną rzecz, która nazywa się operacja, ale na szczęście wtedy się okazało, że Reszka należy do tych procent, które mówią, że guz na brzuszku był niezłośliwy. Sonia nie miała operacji tylko sanację, ale sanacja też wymaga narkozy, bo chociaż pochodzi z obcego języka, w którym oznacza uzdrowienie, to jest bardzo nieprzyjemna i dlatego żaden kot nie powinien jej bez narkozy doświadczać.

Pani powiedziała jeszcze, że sanacji mogą podlegać różne rzeczy, na przykład całe państwa czyli wielkie tereny, na których żyje wielu ludzi, ale w przypadku Soni był to pyszczek w środku. W gabinecie u naszego pana doktora pyszczek w środku nazywa się jama ustna, więc Sonia doświadczyła sanacji jamy ustnej.

O tym, że sanacja będzie konieczna Sonia powiedziała pani sama, bo chodziła za panię po domu i płakała, aż pani obejrzała ją całą dokładnie, żeby sprawdzić, co kota boli. I okazało się, że Sonię boli w pyszczku, bo na zębach zrobiły jej się kamienie, a pod jednym nawet ropa w postaci bulwy i kto wie, czy to nie jest jeszcze jeden skutek uboczny lekarstw, które Sonia przyjmuje już ponad rok. Więc pani natychmiast zapakowała Sonię w kocyk i do torby i pojechała do pana doktora, który stwierdził dwie rzeczy: że tego zęba z bulwą usunie od razu i że w sobotę zrobi Soni sanację.

I w sobotę trzeba było zostawić Sonię w gabinecie na cztery godziny, w czasie których pan doktor czyścił jej pyszczek w środku z kamieni i usunął jeszcze inne zęby, a pani przeżywała bardzo wielki stres i dlatego chodziła tam i z powrotem po całym mieszkaniu przez cały czas, bo nie wiadomo było, jak Sonia zniesie narkozę, gdyż ma te inne choroby, które pogarszają jej stan ogólny i bardzo mało waży.

Na szczęście sanacja przebiegła bez problemów, a Sonia wyszła z narkozy bardzo dobrze, jak powiedział pan doktor. I mimo tego, że wokół pyszczka miała ślady po sanacji, a w środku rany, to zaraz po powrocie do domu rzuciła się do miseczki. Pan doktor powiedział jeszcze, żeby odstawić na razie Soni te tabletki, które dostaje od ponad roku i że Sonia może od razu jeść, co chce, nawet suche chrupki, jak lubi, ale pani uznała, że po tym wszystkim należy jej się miękki smakołyk z galaretką prosto z puszki, żeby nie musiała gryźć. Kiedy ja Mechatek miałam chore ząbki też dostawałam takie smakołyki, co było wielką zaletą chorowania.

A na koniec ja Mechatek chciałabym jeszcze napisać, że proszę państwa, należy swoim kotom regularnie sprawdzać pyszczki w środku, żeby od razu zauważyć kamienie albo bulwy, a także jak się już je zauważy natychmiast zawieźć do pana doktora, żeby kot nie cierpiał, a po wszystkim dać kotu smakołyka, który jest najważniejszą częścią rekonwalescencji. Gdyż na tym polega odpowiedzialność człowieka za kota.