Był "Tańczący z wilkami" z Kevinem Costnerem, była "Biegąca z wilkami" napisana przez Clarissę Pinkolę Estes, a teraz najwyższy czas na "Budzącą się z kotami" z New i Leeloo w rolach głównych.
Nie wypieramy się bynajmniej tych inspiracji, ale chcemy opowiedzieć własną historię pełną namiętności i zaskakujących zwrotów akcji, w której jest miejsce na walkę, pasję i przebaczenie.
Spójrzcie na obrazek po lewej. Taki widok ujrzałam pewnego poranka, kiedy tuż po sygnale budzika otworzyłam oczy. Obrazek znajomy, spokojny i kojący.
To wrażenie stanowi znakomity wstęp do historii, którą chcemy wam opowiedzieć oraz najlepszy dowód, jak bardzo życie potrafi nas zaskakiwać
Ta historia rozpoczyna się bowiem już chwilkę później, gdy Leeloo spokojnie śpiąca w nogach łóżka (jak to ma w zwyczaju) nagle spostrzega...
...spostrzega, że z hamaka wiszącego przy łóżku na kaloryferze podnosi się New. New zeskakuje na podłogę i...
Zarówno Leeloo i Niutka, jak i ja jeszcze nie wiemy, że od tego momentu poranek już nigdy nie będzie taki sam.
Tego, co wydarzyło się zaraz po tym, jak New znalazła się na podłodze nie da się łatwo ująć w słowa. Najlepiej będzie, jeśli państwo zobaczycie to sami, a może i posłuchacie, gdyż tylko obraz w połączeniu z dźwiękiem oddaje całą dramaturgię wydarzeń, których z pozoru nic nie zapowiadało, a które jednak się wydarzyły.
Jak wygląda krajobraz po takiej bitwie? Czego możemy się spodziewać? Co dzieje się chwilę potem, gdy kamery zostają wyłączone? Sami spójrzcie.
Oto krajobraz po bitwie.
Oto moc prawdziwej przyjaźni.
A może, żeby New się tak tym wszystkim nie stresowała, ludzie powinni zabrać ją na spacer do lasu? Podobno kontakt z przyrodą dobrze działa, a Niutka bardzo lubiła te spacery. I jest smyczowa, jak widać.
Trzymanie na rękach w relacjach kocio-ludzkich odgrywa bardzo ważną rolę.
Zazwyczaj jest tak, że jak ludzie mają u siebie w domu kota, to chcą go od czasu do czasu trzymać na rękach, albo na kolanach, bo to świadczy o lubieniu się nawzajem i zaufaniu.
Większość kotów lubi być trzymana na rękach, bo wtedy można być blisko swojego człowieka, a na dodatek bycie na rękach połączone jest z głaskaniem i mówieniem do kota miłych słów, co jest moim Mechatka zdaniem bardzo przyjemne, chociaż czasami słyszę: Mechatku, weź się i umyj, ale się tym nie przejmuję, bo gdybym się przejmowała wszystkim co do mnie mówią, to bym miała kompleksy, a do tego nie należy dopuścić. Więc zupełnie nie zwracam uwagi na mówienie, za to skupiam się na mizianiu przez Panią i Naszego Drugiego Człowieka. Ponieważ bardzo lubię być trzymana na rękach, to do tego bardzo często dążę, co się u nas w domu nazywa, że jestem nachalna, ale tym się też nie przejmuję, bo kot powinien zawsze dążyć do tego, co lubi i niczym się nie zrażać.
Niektóre koty, zwłaszcza takie nieśmiałe jak była moja największa przyjaciółka Sonia, należy do trzymania na rękach długo przekonywać, co u nas w domu zajęło siedem lat, bo zanim się Sonia przekonała, to trzeba ją było wiele razy upolować i przytrzymać i podczas przytrzymywania miziać po brzuszku i za uszami. Aż w końcu Sonia się przekonała, że to jest miłe i potem sama przychodziła i się dopominała za pomocą miauczenia. To wymaga od człowieka dużo cierpliwości i systematyczności, do której ja Mechatek bardzo zachęcam, ale potem wszyscy są zadowoleni.
Reszki w ogóle nie trzeba było przekonywać, bo ona trzymanie na rękach lubiła od samego początku, a nawet umie sama na ręce wskakiwać, z czego wynikają różne niespodzianki, bo Reszka jest nieobliczalna. Na przykład kiedy Pani sobie stoi, Reszka podbiega i robi hop! i nagle jest na człowieku i trzeba ją chwycić, żeby nie spadła. Zrobiła się z tego nawet zabawa, która polega na tym, że Pani namawia Reszkę na wskoczenie, a Reszka wskakuje i to tak kilka razy pod rząd, aż nawet Pani zrobiła o tym filmik, który można sobie obejrzeć i też się tak nauczyć.
Ale okazuje się, proszę Państwa, że są koty, które nie lubią być trzymane na rękach i u nas w domu należy do nich Niuta. Pani mówi, że to dlatego, że jest majnkunem, a podobno wiele majnkunów tak ma i to jest specyfika rasy. Niuta wytrzymuje na rękach tylko kilkanaście sekund, a potem zaraz się wyrywa, a ponieważ jest bardzo silna to jej się to udaje i ludzie są zawiedzeni. I zdaniem Pani to jest największa wada Niuty, chociaż z drugiej strony może to i dobrze, bo nawet jakby Niuta wytrzymała dłużej, to nie wytrzymałaby Pani, a to z powodu rozmiarów Niuty, które są ogromne, a mianowicie siedem kilo. U nas w domu wszyscy się dziwią, że Niuta tego nie lubi: ludzie dziwią się dlatego, że przecież lubi mizianie i nawet sama przychodzi, żeby zwrócić na nią uwagę i drapać ją po różnych częściach ciała, więc dlaczego nie na rękach? A my dwie, czyli Reszka i ja Mechatek dziwimy się dlatego, że to dziwne, żeby kot nie chciał korzystać z takiej wielkiej przyjemności kociego życia. No, ale trzeba pamiętać, że każdy kot jest wielką indywidualnością, więc można się po nim spodziewać wszystkiego.
A na koniec ja Mechatek chciałam jeszcze napisać, że koty na ręce trzeba podnosić bezpiecznie, czyli nie za skórę na karku. Kota należy brać pod przednie łapki i jeszcze go przytrzymać od dołu czyli pod pupą, żeby mu się kręgosłup nie naciągał. Niektórym ludziom wydaje się, że skoro kocie mamy przytrzymują kocięta za skórę, to oni też mogą, a tak nie wolno. Przede wszystkim dlatego, że kot dorosły ma swoją kocią godność, a po drugie może i własny człowiek pełni w kocim życiu rolę zastępczej mamy, ale nie aż tak.
Muszę przyznać, że nie wszystkie Ich pomysły są dziwne i niezrozumiałe. Na przykład ten z pudłem był całkiem niezły. Kilka dni temu On przytaszczył do domu ogromne pudło. Rozpakował niego to, co kupił dla siebie, a pudło zostawił dla nas. Pachniało intrygująco. Można było na nie wskakiwać, chować się za nim i biegać dookoła. Potem okazało się, że to jeszcze nie wszystkie możliwości pudła! Ona zrobiła w pudle dziury, specjalnie dla nas i oddała je do naszej dyspozycji.
Oto film o tym, jak korzystałyśmy z możliwości pudła:
Najlepiej bawiłam się ja i Mech, trochę korzystała Reszka, a Sonia (ta, co jej nie lubię) w ogóle nie korzystała, bo ona niczym się nie bawi.
ps. Ostatnio bardziej nie lubię Reszki, bo na mnie warczy i próbuje się bić.
Och, byłam Kotem Tygodnia na portalu Unitedcats. A dzisiaj jest niedziela, czyli ostatni dzień, kiedy noszę ten zaszczytny tytuł… Niestety, okazało się, że Kotem Tygodnia można być tylko przez siedem dni. Ale to nic. Dla takiej skromnej, cichej i spokojnej kociej damy, jak ja, to i tak aż nadto, zwłaszcza, że zupełnie nie spodziewałam się takiego wielkiego wyróżnienia.
Nie mogę oczywiście nie wspomnieć o dwóch ucztach, które zostały wydane na moją cześć z tej okazji i przy których na moment zapomniałam się i przestałam być damą:
1) kurczakowa: był surowy filet. Surowy! Uwielbiam wszystko, co surowe! Zaprosiłam nawet New (to ta, co jej nie lubię)!
2) rybna: była wątróbka (to taki gatunek ryby). W tym domu wątróbkę jadam tylko ja i Mech. New (ta, co jej nie lubię) się brzydzi, a Reszka była napchana filetem.
Aby podkreślić, jak bardzo jestem wdzięczna moim przyjaciołom za ten wybór, a także dla wielbicieli mojego talentu wokalnego przygotowałyśmy pożegnalny film, który upamiętnia otrzymanie przeze mnie tytułu oraz odsłania nieco kulisy moich codziennych przemian, dokonywanych dzięki torebeczkom, kapelusikom, koralom, wachlarzom, bukietom i innym drobiazgom, niezbędnym światowej kotce.
Oto, jak mawia Mech, specjalny sznureczek do pamiątkowego filmu. Ela mówi, że jeśli kliknie się ten sznureczek, można go obejrzeć w dużym oknie na youtube, by w pełni docenić detale moich kreacji:
Chciałabym podziękować panu Foggowi, który urozmaicił swoim głosem mój popis. Chciałabym także podziękować w imieniu swoim i Eli za wszystkie miłe słowa, cudowne komentarze do moich zdjęć, wspaniałe prezenty i moc głasków, jakie od Was otrzymałam, moi kochani przyjaciele. Niektóre z nich Ela mi czytała (ach, byłam zachwycona), głaskając przy tym długo i solidnie, a Pańciowi Kochanemu przeczytała chyba wszystkie, biedaczek, bo jego przy tym nie głaskała…
Bo ja chcę! Teraz! Już! Chcę do sypialni! Zobacz: drzwi są zamknięte! Dlaczego są zamknięte? Otwórz! Wpuść mnie do sypialni! Ja chcę do sypialni! Zobacz, sypialnia jest tam! Podążaj za moim ogonem! Ja chcę do sypialni!
Ps. 1. Od Pani: i tak codziennie rano, w południe, wieczorem...
Ps. 2. Od New: Jestem mistrzynią przekonywania! O, proszę: na załączonym obrazku pozdrowienia z sypialni :)
To dla Was, chłopaki, najbardziej kocich z kocurów! Pani zwariowała i w ostatnich dniach nagrywała wszystko, co z siebie wokalnie wydobywałam, niestety stwierdziła, że niektóre sceny nie nadają się do publikacji (dlaczego???), więc tylko dźwięk można z nich dać do posłuchania... No dobrze. Może być i bez tych scen. Wystąpiłam za to jako Black Queen (with white socks, oczywiście) fantazjująca o kocurrrrrrach.
O, tutaj:
Jestem bardzo wdzięczna wszystkim, którzy zagościli w moich fantazjach. Te dźwięki to jest mój growling, czyli (jak mówi Pani) charakterystyczny dla wokalistów heavy metalowych śpiew, przeze mnie wykonywany z braku dostępnego kocura. To wbrew pozorom nie agresja, to wielki brak i tęsknota...
Ja też miałam! Chciałam wszystkim oznajmić, że ja też miałam, bo to nie może tak być, że Sonia miała, New miała, a ja nie, bo co by było, gdyby akurat przybył kocur, a ja bym nie miała rui? Zmarnowało by się, ot co! New czeka sobie na tego swojego królewicza, hehe, to se jeszcze poczeka, wybredna, ale Sonia! O, ta to jest prawdziwą konkurencją, bo jej się wszystkie kocury podobają i drze się potwornie po nocach, w nadziei, że jakiś się połasi. Nawet sobie singiel wydała, ale i tak żaden się nie połasił, hehe.
Mnie też się wszystkie kocury podobają, a najbardziej to Pańcio Kochany, ale on nie chce… Przecież to dla niego śpiewałam, wzdychałam, warczałam, tarzałam się po podłodze, tupałam tylnymi łapkami, zaglądałam mu w oczy, ocierałam się, pięknie się w jego stronę wypinałam, właziłam na niego… Nawet pięknie nasikałam na fotel, żeby mu dać do zrozumienia, gdzie byłoby najfajniej… Pani (moja, moja) rzucała we mnie kapciem, z zazdrości pewnie.
Do tego już doszło, wyobraźcie sobie, że pełzałam za nim wszędzie, a on NIC. Powtarzał tylko: nie, nie Reszuniu, nie molestuj mnie już, nie, nie… Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Do czego jeszcze mam się posunąć? Może on nie ma nabiału? Nie, chyba nie… Pani by go wygoniła. A może jest już za stary? A może mu się nie podobam? Nie, niemożliwe... Jak mam go przekonać, jak? A może coś robiłam nie tak? Sami zobaczcie i powiedzcie:
To dla Was, dla Was! Przybywajcie, chłopaki, pokażcie Pańciowi, co stracił! Przybywajcie! Co prawda, teraz już się uspokoiłam, ale obiecuję, że jak tylko przybędziecie, dla Was też tak pięknie zatańczę.
Pierwsza zwrotka starodawnej pieśni miłosnej wykonywanej tradycyjnie przez kotki na wiosnę, zazwyczaj w marcu, ale spotykane są również kotki wykonujące ją w innych miesiącach. Z żalem stwierdzam, że zaprezentowany powyżej zapis literowy w alfabecie łacińskim jest zdecydowanie niedoskonały i nie zdoła oddać całego bogactwa dźwięków i akcentów, których subtelne odmiany decydują zapewne o drobnych niuansach znaczeniowych.
Niezwykle istotna jest również niemożliwa do oddania w zapisie intonacja oraz kilkunastosekundowe, precyzyjnie wyliczone pauzy, podkreślające napięcie i towarzyszące pieśni stany uczuciowe pieśniarek. Pieśniarki o mistrzowskim kunszcie uzupełniają występ popisami tanecznymi, wśród których szczególną uwagę przykuwają: przykucanie, przytupywanie tylnymi łapkami, a także tarzanie się po podłożu, prawdopodobnie najistotniejsze i decydujące o wyborze najatrakcyjniejszej pieśniarki. Niestety, jesteśmy tutaj zdani jedynie na nasze ludzkie, niedoskonałe domysły, podobnie jak przy próbach tłumaczenia słów pieśni.
Prawdopodobne znaczenie słów w starokocim:
*„Kocura! Kocura! Kocura! Chcę kocura! Chcę! Przybywaj, kocurze, przybywaj!”
Sonia, jako pieśniarka wybitna, pieśń wykonuje bez względu na porę dnia i nocy, z ogromnym zaangażowaniem i bez oznak zmęczenia, śpiewając również pozostałe 17 zwrotek ciepłym, głębokim i donośnym altem. Chciałabym podkreślić, że prawdopodobnie doskonała znajomość niecytowanych tutaj, a wykonywanych w całości zwrotek oraz niepospolita ekspresja sprawiają, że jest ona znaną doskonale przez naszych sąsiadów artystką.
No i stało się tak, jak chciałam i próbowałam zrobić, bo New przestała być już dawno nowa i odkąd zaczęłam rozumieć, co do mnie miauczy, bo ona miauczy całkiem inaczej, zostałyśmy wielkimi przyjaciółkami.
Nasza wielka przyjaźń polega na tym, że razem się bawimy bawidełkiem z piórek i razem szukamy myszki w zabawie GDZIE JEST MYSZKA, a Pani mówi wtedy o mnie: Jaka ona szybka. I potrafimy też razem się bawić tymi nowymi zabawkami, które polegają na popychaniu kulki łapką, żeby ona się toczyła, więc popychamy kulkę po dwóch stronach tunelu, raz ja do New, a raz New do mnie, a kulka się toczy i tak odbijamy kulkę do siebie, a ja jeszcze na dodatek ganiam za kulką cały czas.
Pani mówi, że bardzo ładnie się bawimy, a do Pańcia Kochanego powiedziała: Wiesz, one się chyba lubią. Aha i jeszcze mam napisać, że przychodziłam do New, kiedy była chora i lizałam ją po główce i od tego zaczęła się nasza wielka przyjaźń i od tego, że czasem spotykałyśmy się noskami, a ja najpierw wtedy uciekałam, a potem przestałam uciekać.
A tutaj jest specjalny sznureczek do filmu, kiedy się bawię w kulkę:
A jedna pani z Francji napisała, że ja, Mechatek jestem a beautifull cat and an international star! I Pani powiedziała: Mechatku, robisz karierę. I Pani jeszcze powiedziała, że w takim razie zrobimy filmik, tak jak mi kiedyś obiecała, filmik tylko i wyłącznie o mnie Mechatku, i przez całe popołudnie przybijałam Pani piątkę, a potem Pani siedziała przy komputerze i robiła filmik, a mnie pozwoliła siedzieć na kolanach, a ja bardzo starałam się nie ugniatać, żeby mnie nie wygoniła. A jak już zrobiła, to razem oglądałyśmy i tam na ekranie był kotek, ale chociaż strasznie się starałam, to go nie można było dotknąć, więc gdzie jest ten filmik, jak go nie można dotknąć łapką?
Pani powiedziała, że kiedyś trzeba będzie nakręcić aneks, jak Mechatek ogląda Mechatka, a filmik jest daleko w internecie, i można go znaleźć po takim specjalnym sznureczku. I że damy do mojego pamiętnika sznureczek do tego filmu.
I tu jest ten sznureczek:
Aha.I jeszcze poza tym, że umiem przybijać piątkę, umiem też robić fikołki. W przód i w bok.
Aha i jeszcze mam napisać, że jestem bardzo kochana, bo Niutka ma bardzo chore oczko i ja przychodzę ją lizać po główce. No bo mi jej żal, jak ona tak piszczy, kiedy wlewają jej do oczka lekarstwo.
I Pani kazała mi jeszcze napisać, że bardzo dziękuje pani musynie od ślicznej Tofi, że jej przypomniała, że jestem kotem... meta... metafizycznym? Chyba tak miałam napisać. To piszę.