Proszę Państwa, a oto moje najnowsze zabawki, które nazywają się zestaw do podawania podskórnych kroplówek. Pani powiedziała, że mam napisać, że zestaw dostarcza zapierających dech w piersiach wrażeń nam wszystkim, ponieważ przy próbie podskórnego nawodnienia ze mną Mechatkiem dzieje się to, co żona naszego poprzedniego pana doktora Wątroby określiła jako "szatan w Mechatka wstępuje".
Żeby łatwiej było Państwu to sobie wyobrazić, napiszę wprost: zastrzyk podać mi trudniej niż Reszce. Co prawda, nie jestem agresywna, ale na pewno sprytniejsza w syczeniu i wywijaniu się nawet z kocyka. A Pani i Naszemu Drugiemu Człowiekowi zawsze brakuje przynajmniej jednej ręki.
Koci blog pisany z kociego punktu widzenia - dla kociarzy z poczuciem humoru i fanów Mechatka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doktor Wątroba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doktor Wątroba. Pokaż wszystkie posty
6 listopada 2014
31 października 2014
Mechatek o kotach, których już nie ma
Ja Mechatek napisałam ten felieton już jakiś czas temu. Ale on zawsze będzie aktualny. Bo tak naprawdę jest nie tylko o Soni, ale o wszystkich kotach, które były ważne, a nawet najważniejsze na świecie, a których już nie ma.
Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Od miesiąca nie ma Reszki, po której Pani ciągle płacze, zwłaszcza jak robi coś, co można było robić tylko z Reszką, na przykład otwiera puszkę groszku konserwowego, który i ona i Reszka bardzo lubiły i często wyjadały z puszki razem. A teraz nie ma kto na groszek polować. I nie ma z kim zagrać w grę, która polegała na tym, że Pani mówiła "Reszydełko, powiedz przecie, kto jest najreszeńszy w świecie?", a potem Reszka zaczynała ćwierkać i patrzeć Pani w oczy, a Pani wtykała nos w jej futerko i dopowiadała: "No przecież Reszunia jest najreszeńsza". Bo pewne rzeczy już nigdy się nie zdarzą.
A w naszym domu zamieszkała Leeloo. Więc zdarzą się nowe rzeczy. Inne. A po kotach, których już nie ma, zostaną wspomnienia.
Mojej największej przyjaciółki Soni nie ma już rok. Pani mówi, że rok to jest taki czas, kiedy wspomnienia zdążą się już oswoić i nie bolą aż tak bardzo.
Wspomnienia będą na zawsze, ale po takim czasie można już opowiedzieć, co się stało i nie rozpłakać się od razu. I jeszcze Pani powiedziała, że to dobrze, żeby opowiedzieć, bo dzięki temu skorzystają też inni ludzie, których kotów już nie ma, a zwłaszcza tacy, którzy się wstydzili tego, że im tak strasznie smutno i płakali, a inni ludzie im mówili, że „to przecież tylko kot”.
Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Od miesiąca nie ma Reszki, po której Pani ciągle płacze, zwłaszcza jak robi coś, co można było robić tylko z Reszką, na przykład otwiera puszkę groszku konserwowego, który i ona i Reszka bardzo lubiły i często wyjadały z puszki razem. A teraz nie ma kto na groszek polować. I nie ma z kim zagrać w grę, która polegała na tym, że Pani mówiła "Reszydełko, powiedz przecie, kto jest najreszeńszy w świecie?", a potem Reszka zaczynała ćwierkać i patrzeć Pani w oczy, a Pani wtykała nos w jej futerko i dopowiadała: "No przecież Reszunia jest najreszeńsza". Bo pewne rzeczy już nigdy się nie zdarzą.
A w naszym domu zamieszkała Leeloo. Więc zdarzą się nowe rzeczy. Inne. A po kotach, których już nie ma, zostaną wspomnienia.
*
Mojej największej przyjaciółki Soni nie ma już rok. Pani mówi, że rok to jest taki czas, kiedy wspomnienia zdążą się już oswoić i nie bolą aż tak bardzo.
| Soni już nie ma |
Wspomnienia będą na zawsze, ale po takim czasie można już opowiedzieć, co się stało i nie rozpłakać się od razu. I jeszcze Pani powiedziała, że to dobrze, żeby opowiedzieć, bo dzięki temu skorzystają też inni ludzie, których kotów już nie ma, a zwłaszcza tacy, którzy się wstydzili tego, że im tak strasznie smutno i płakali, a inni ludzie im mówili, że „to przecież tylko kot”.
20 marca 2013
Mechatek o strasznym kaszaku
Tweetnij
Wszystko się zaczęło od tego, że kilka tygodni temu Pani znalazła za moim uszkiem strupka, ale się wcale nie przejęła i powiedziała, że to pewnie od Reszki, która czasami mnie Mechatka wychowuje łapką pac! pac!, a ponieważ Reszka ma wiadomo jaki charakter, to pewnie mnie trochę zadrapała, co w interakcjach z Reszką jest sprawą normalną. I przez kilka tygodni nikt się moim strupkiem nie zajmował, aż się proszę Państwa okazało, że on urósł i to na dodatek bardzo, bo dało się go wyczuć podczas miziania i Pani się zaniepokoiła i powiedziała: „Mechatku, pojedziemy do pana doktora, żeby to obejrzał”, bo Pani jest bardzo przeczulona na takie sprawy, odkąd Reszka miała operację i mówi, że takich rzeczy nie należy lekceważyć, ponieważ jest się za swojego kota odpowiedzialnym, co polega na tym, że jak kot choruje albo człowiek ma takie podejrzenie na podstawie objawów, które u kota widać to trzeba z kotem koniecznie jechać do pana doktora.
U mnie Mechatka objaw było można nie tylko zobaczyć, ale i dotknąć i on przypominał glutek pokryty kawałkami włosów oraz naskórka, który ze mnie Mechatka zszedł, ale Pani powiedziała, żebym nie opisywała aż z takimi szczegółami, bo niekoniecznie wszyscy moi czytelnicy wytrzymają, no to nie będę opisywała, bo jako felietonistka chciałabym, aby jednak wytrzymali.
I teraz będzie o podróży, która odbyła się autobusem, a ja Mechatek miałam założoną smycz oraz byłam schowana pod kurtką Pani, żebym nie zmarzła i nie zmokła, ponieważ tego dnia z nieba padały mokre płatki. I to był, proszę Państwa, straszny stres, więc ja Mechatek reagowałam. Moje reagowanie polegało na krzyczeniu: iiiuuułłł! iiiuuułłł! przez całą drogę bardzo głośno, żeby wszyscy usłyszeli, jak wielki jest mój stres i Pani jeszcze kazała mi napisać, bo pewnie wszyscy będą pytali czemu nie pojechałam w transporterku, że nie pojechałam w transporterku z dwóch powodów: ponieważ go nie mamy, a na dodatek zapakowana do transporterka stresowałabym się jeszcze bardziej i bym się po nim miotała i wyła i ja Mechatek to potwierdzam. Tak właśnie by było.
U pana doktora odbyło się badanie i się okazało, że mój strupek nazywa się kaszak, bo pan doktor powiedział: „O, pęknięty kaszak!” i był bardzo zdziwiony, bo kaszaki u kotów występują bardzo rzadko, a to już drugi kot z kaszakiem w tym tygodniu. I to jest dowód, że ja Mechatek jestem wyjątkowa. I jeszcze się okazało, że kaszak sam pękł i stąd był ten strupek, a nie od Reszki i w ten sposób się wyjaśniło. I pan doktor postawił mnie na stole i usunął resztki kaszaka bez znieczulenia, ale wcale nie bolało, bo jakby bolało, to ja Mechatek na pewno bym to objawiła.
I jeszcze na koniec pan doktor mnie zważył i się okazało, że jest mnie Mechatka aż 2,5 kilo i powiedział ”Jak na nią to dobrze” i ja Mechatek też tak uważam. I z mojego felietonu wynikają dwa morały: że jak u kota zrobi się objaw to trzeba pojechać na badanie oraz że kaszak jest straszny tylko w czasie podróży autobusem.
Chchchrrr!
Wszystko się zaczęło od tego, że kilka tygodni temu Pani znalazła za moim uszkiem strupka, ale się wcale nie przejęła i powiedziała, że to pewnie od Reszki, która czasami mnie Mechatka wychowuje łapką pac! pac!, a ponieważ Reszka ma wiadomo jaki charakter, to pewnie mnie trochę zadrapała, co w interakcjach z Reszką jest sprawą normalną. I przez kilka tygodni nikt się moim strupkiem nie zajmował, aż się proszę Państwa okazało, że on urósł i to na dodatek bardzo, bo dało się go wyczuć podczas miziania i Pani się zaniepokoiła i powiedziała: „Mechatku, pojedziemy do pana doktora, żeby to obejrzał”, bo Pani jest bardzo przeczulona na takie sprawy, odkąd Reszka miała operację i mówi, że takich rzeczy nie należy lekceważyć, ponieważ jest się za swojego kota odpowiedzialnym, co polega na tym, że jak kot choruje albo człowiek ma takie podejrzenie na podstawie objawów, które u kota widać to trzeba z kotem koniecznie jechać do pana doktora.
![]() |
| fot. Rafał Nowakowski (Nasz Drugi Człowiek) |
U mnie Mechatka objaw było można nie tylko zobaczyć, ale i dotknąć i on przypominał glutek pokryty kawałkami włosów oraz naskórka, który ze mnie Mechatka zszedł, ale Pani powiedziała, żebym nie opisywała aż z takimi szczegółami, bo niekoniecznie wszyscy moi czytelnicy wytrzymają, no to nie będę opisywała, bo jako felietonistka chciałabym, aby jednak wytrzymali.
I teraz będzie o podróży, która odbyła się autobusem, a ja Mechatek miałam założoną smycz oraz byłam schowana pod kurtką Pani, żebym nie zmarzła i nie zmokła, ponieważ tego dnia z nieba padały mokre płatki. I to był, proszę Państwa, straszny stres, więc ja Mechatek reagowałam. Moje reagowanie polegało na krzyczeniu: iiiuuułłł! iiiuuułłł! przez całą drogę bardzo głośno, żeby wszyscy usłyszeli, jak wielki jest mój stres i Pani jeszcze kazała mi napisać, bo pewnie wszyscy będą pytali czemu nie pojechałam w transporterku, że nie pojechałam w transporterku z dwóch powodów: ponieważ go nie mamy, a na dodatek zapakowana do transporterka stresowałabym się jeszcze bardziej i bym się po nim miotała i wyła i ja Mechatek to potwierdzam. Tak właśnie by było.
U pana doktora odbyło się badanie i się okazało, że mój strupek nazywa się kaszak, bo pan doktor powiedział: „O, pęknięty kaszak!” i był bardzo zdziwiony, bo kaszaki u kotów występują bardzo rzadko, a to już drugi kot z kaszakiem w tym tygodniu. I to jest dowód, że ja Mechatek jestem wyjątkowa. I jeszcze się okazało, że kaszak sam pękł i stąd był ten strupek, a nie od Reszki i w ten sposób się wyjaśniło. I pan doktor postawił mnie na stole i usunął resztki kaszaka bez znieczulenia, ale wcale nie bolało, bo jakby bolało, to ja Mechatek na pewno bym to objawiła.
I jeszcze na koniec pan doktor mnie zważył i się okazało, że jest mnie Mechatka aż 2,5 kilo i powiedział ”Jak na nią to dobrze” i ja Mechatek też tak uważam. I z mojego felietonu wynikają dwa morały: że jak u kota zrobi się objaw to trzeba pojechać na badanie oraz że kaszak jest straszny tylko w czasie podróży autobusem.
Chchchrrr!
8 sierpnia 2012
Mechatek o tym, jak Pani wyjeżdża
Czasami się zdarza, że człowiek który mieszka z kotem, musi gdzieś wyjechać. Ludzie mówią o tym szkolenie, wakacje albo urlop. To są zawsze trudne i smutne momenty dla kota, a co dopiero kiedy tych kotów jest cztery, tak jak u nas w domu. Wtedy ten moment jest trudny poczwórnie. Przede wszystkim dlatego, że pojawia się uczucie, które się nazywa tęsknota i to nawet, jak człowiek wyjeżdża na trzy dni.
Wszyscy, którzy mieszkają z kotami, wiedzą że wiążą się z tym różne obowiązki, które razem nazywają się odpowiedzialność, ponieważ, jak się weźmie kota do domu, to jest się za niego na zawsze odpowiedzialnym. Na zawsze oznacza, że także podczas wakacji i wyjazdów, o czym niestety wiele ludzi zapomina i przez to są wielkie nieszczęścia. Ja Mechatek nawet nie chcę komentować tego, że niektórzy ludzie wyrzucają wtedy swoje zwierzęta z domu, bo to jest poniżej jakiegokolwiek komentarza i tego po prostu robić nie wolno. Takie „nie wolno” rozumie każde zwierzę, nawet ja Mechatek, chociaż wszystkich innych „nie wolno” obowiązujących u nas w domu staram się nie rozumieć. Powinni je rozumieć również ludzie, no ale jak widać niektórzy mają jeszcze mniejszy rozumek od mojego mechatkowego, nie wspominając już o ich odpowiedzialności, której mają zero. Tak Pani powiedziała i ja Mechatek się z nią zgadzam. I jeszcze powiedziała, że nawet nie wiadomo, czy to jeszcze są ludzie, ale na tym to ja Mechatek już się nie znam.
Wszyscy, którzy mieszkają z kotami, wiedzą że wiążą się z tym różne obowiązki, które razem nazywają się odpowiedzialność, ponieważ, jak się weźmie kota do domu, to jest się za niego na zawsze odpowiedzialnym. Na zawsze oznacza, że także podczas wakacji i wyjazdów, o czym niestety wiele ludzi zapomina i przez to są wielkie nieszczęścia. Ja Mechatek nawet nie chcę komentować tego, że niektórzy ludzie wyrzucają wtedy swoje zwierzęta z domu, bo to jest poniżej jakiegokolwiek komentarza i tego po prostu robić nie wolno. Takie „nie wolno” rozumie każde zwierzę, nawet ja Mechatek, chociaż wszystkich innych „nie wolno” obowiązujących u nas w domu staram się nie rozumieć. Powinni je rozumieć również ludzie, no ale jak widać niektórzy mają jeszcze mniejszy rozumek od mojego mechatkowego, nie wspominając już o ich odpowiedzialności, której mają zero. Tak Pani powiedziała i ja Mechatek się z nią zgadzam. I jeszcze powiedziała, że nawet nie wiadomo, czy to jeszcze są ludzie, ale na tym to ja Mechatek już się nie znam.
17 stycznia 2012
Mechatek kontra tabletki
| Sonia z tabletką w pyszczku |
Pani wykąpała Reszkę tylko raz w życiu, jak Reszka się u nas w domu udomowiła ze schroniska i miała pchły i to bardzo dużo. I Reszka zrobiła tak, że Pani zapamiętała to wydarzenie bardzo dobrze raz na zawsze i już nigdy nie próbowała.
Bo oni chcieli mi podać tabletki, które się nazywają antybiotyki i jeszcze syrop, a to wszystko dlatego, że miałam chore ząbki i pan doktor powiedział, że tak trzeba, ale mnie Mechatka o zdanie nie pytał, a przecież powinien, bo pacjenta powinno się pytać o zgodę i to nie tylko pacjenta – człowieka, ale pacjenta – kota też, bo jeśli nie, to potem są skutki.
15 listopada 2011
Jak koty dowiadują się o procentach
| Pani z Reszką w drodze na operację |
świecie.
Na przykład: skąd się bierze jedzenie albo co to jest ciepło albo jak powstają małe kotki. Dzieje się tak dlatego, że w odróżnieniu od ludzi są kotami i wiedzą takie rzeczy od urodzenia, co się nazywa instynkt, albo patrzą, co robią ich kocie mamy i to się nazywa obserwacja. I dzięki temu małe koty szybko wiedzą o świecie wszystko, co będzie im do kociego życia potrzebne. A ponieważ ludzie bardzo dużo ze swojego instynktu zapomnieli, a na dodatek wymyślili kulturę i cywilizację, to ich ludzkie mamy nie wiedzą wszystkiego, co ludzkim kociętom będzie potrzebne do ludzkiego życia, gdyż z powodu kultury i cywilizacji jest tego bardzo dużo. I dlatego mali ludzie muszą chodzić do szkoły i tam uczą się o różnych sprawach, które nazywają się zagadnienia.
Jedno takie zagadnienie nazywa się procenty, i należy do takich spraw, z którymi normalne koty nie spotykają się na co dzień, bo nie potrzebują. Ale w związku z tym, że u nas w domu była bardzo trudna sytuacja, bo okazało się, że Reszka jest chora z powodu guza na brzuszku i miała straszną rzecz, która nazywa się operacja, to ja Mechatek musiałam się z tym zagadnieniem spotkać i je zrozumieć.
24 października 2011
Mechatek o tym, że Reszka jest już bez nitek
Proszę Państwa! Poprzednim razem napisałam o tym, jak Reszka miała operację wycięcia guza, która jest straszną rzeczą.
Po operacji kot staje się zupełnie inny, że aż nie można go rozpoznać, bo po pierwsze przez jakiś czas porusza się zupełnie inaczej niż normalnie, co polega na tym, że zamiast chodzenia wychodzi mu pełzanie i przewracanie się, a to wszystko od narkozy, a po drugie pachnie zupełnie inaczej, czyli nie kotem tylko operacją i lekarstwami. A jeszcze na dodatek ma na brzuszku wystające czarne nitki, które nazywają się szwy i które trzymają brzuszek, żeby się nie rozleciał i żeby ze środka kota nie wypadały różne narządy i dlatego te nitki są bardzo ważne.
Po operacji kot staje się zupełnie inny, że aż nie można go rozpoznać, bo po pierwsze przez jakiś czas porusza się zupełnie inaczej niż normalnie, co polega na tym, że zamiast chodzenia wychodzi mu pełzanie i przewracanie się, a to wszystko od narkozy, a po drugie pachnie zupełnie inaczej, czyli nie kotem tylko operacją i lekarstwami. A jeszcze na dodatek ma na brzuszku wystające czarne nitki, które nazywają się szwy i które trzymają brzuszek, żeby się nie rozleciał i żeby ze środka kota nie wypadały różne narządy i dlatego te nitki są bardzo ważne.
| Ja Mechatek wspieram Reszkę po operacji |
19 października 2011
Mechatka przerosło
U nas w domu, jak coś dotyczy Reszki, to dotyczy wszystkich, a nie tylko jej samej, ale też mnie, Soni i New oraz Pani i Pańcia Kochanego, ponieważ Reszka jest najważniejsza, co wynika z jej bycia szefową oraz z tego, że jest pierwszym kotem Pani. Reszka mieszka z Panią już od ponad 13 lat, a to jest bardzo długo, bo aż dwa razy więcej niż ja Mechatek mieszkam u nas w domu, więc Pani miała najwięcej czasu, żeby się do Reszki przywiązać i dlatego jest przywiązana do niej najbardziej z nas wszystkich.
A w ubiegłym tygodniu okazało się, że Reszka jest chora, chociaż wyglądała normalnie i nic jej nie bolało ani jej nie wypadły zęby, jak mnie Mechatkowi. Ale są takie choroby, których nie widać, a są jeszcze groźniejsze niż te, które da się od razu u kota zobaczyć, bo mogą się długo rozwijać niezauważone. I wtedy kot jest chory chociaż coś, co się nazywa „stan ogólny” jest dobre. Ta choroba Reszki to był guz, który Pani znalazła na jej brzuszku i to był zupełny przypadek, bo Reszki nie wolno głaskać po brzuszku, gdyż bardzo się irytuje, a to niedobrze jak się ktoś bardzo nerwowy zirytuje, bo używa wtedy zębów i pazurów, czego ja Mechatek wiele razy doświadczyłam i Pani też. No więc ten guz się taki niezauważony rozwijał, aż został wymacany i od tamtego dnia wszystko było inaczej, a na dodatek bardzo szybko.
28 września 2011
Chore ząbki Mechatka
16 sierpnia 2011
Byłam na spacerze!
10 sierpnia 2011
27 listopada 2009
Zaczynam widzieć
…czyli bardzo kiepski tydzień
Od tygodnia spotykają mnie w tym domu wielkie nieprzyjemności. Kilka razy dziennie wlewają mi do lewego oka różne paskudztwa. Ona mnie trzyma, On wkrapia. Zaczęło się od ZAPALENIA SPOJÓWEK. Mrużyłam lewe oko, miałam zaczerwienione. Przez tydzień podawali mi SULFACETAMID. Nie pomogło. Ona wystraszyła się, że to KOCI KATAR albo CHLAMYDIOZA. Potem jeszcze Sonia uszkodziła mi powiekę, co skomplikowało sprawę i dodatkowo boli.
Wszystko zaczyna mi się źle kojarzyć. Na przykład smycz. Dawniej, kiedy Ona zakładała mi smycz oznaczało to SPACER. Ale teraz na spacery nie jeździmy, za to jeździmy do Pana Doktora Wątroby. On stara się być miłym człowiekiem, ale nie da się być miłym, kiedy pęsetką trzeba odciągnąć trzecią powiekę, żeby zobaczyć, czy nie ma owrzodzeń rogówki, nawet kiedy najpierw wkropi się znieczulenie! Nie ma owrzodzeń.
Wczoraj miałam już naprawdę dość i schowałam się na pięć godzin do tapczanu. Wyszłam, żeby ich uspokoić, bo zaczęli nerwowo nawoływać NIU NIU i żeby mnie skłonić do wyjścia Ona nawet demonstracyjnie trzaskała drzwiami do lodówki, czego nie powinno się ignorować, bo wtedy jest SMAKOŁYK, oszuści… Kiedy wyszłam, znowu mnie złapali i znowu wlewali do oka krople. A po wszystkim, jeszcze obcięli mi pazury i wyczesali. Mam dość. Nigdy w złości nie podniosłam na nich łapy i te ślady na szyi i ramieniu, które Ona pokazuje, też nie zostały zrobione w złości, tylko dlatego, że podczas wlewania kropli się wyrywałam. I jeszcze ten ślad po pazurach Soni na powiece, bo nie dość, że mam to ZAPALENIE, to Sonia jeszcze wdaje się ze mną w bójki. Akurat musiała w to chore oko! Nie znoszę jej i będę za każdym razem przeganiać ją z Jej kolan. Za każdym razem.
Ona twierdzi, że jest lepiej. Oko mogę już w miarę normalnie otwierać i zmniejszyła się ilość tej brązowej wydzieliny, którą Oni nazywają ŚPIOCHAMI i wycierają chusteczką. Teraz wlewają TOBREX. Jeśli i to nie pomoże, dojdą jeszcze tabletki UNIDOX. Nazwy nieważne, nie będę ich zapamiętywać, bo nie mam zamiaru już nigdy się z nimi spotkać.
Tweetnij
15 października 2009
Co powiedział Pan Doktor
... czyli rzecz o urodzie.
Osoby dramatu:
Pani
Pańcio Kochany
Mechatek
Obcy ludzie
Para z psem
Pan Doktor Wątroba
SCENA I
Pani dopada uciekającego między meblami i wyjącego kota Mechatka, ubiera w smycz i wynosi z mieszkania, Pańcio Kochany trzymając się za głowę, zamyka drzwi na klucz, schodzą do samochodu.
6 października 2009
Reszulka - bidulka
używa pazurów - Reszka... zawsze? Zawsze, jak się boi i zawsze, kiedy jest niezadowolona. I bez zrozumiałego dla kogokolwiek poza nią powodu też.
Jak ją tam zawieźć? Jak ubrać smycz? Co będzie, jeśli trzeba będzie dawać zastrzyki? Niewykonalne. Przy charakterze Reszki, kota - potencjalnego mordercy w histerii, po prostu niewykonalne. Doktor Wątroba, doświadczony weterynarz, stwierdził jednak, że i na tego kota znajdziemy sposób, żeby w spokoju pobrać krew do badań. Na wszelki wypadek, gdyby wypluła, dał aż trzy tabletki uspokajającej promazyny i kazał podać godzinę przed wizytą...
Istotnie, wypluła. Drugą udało się wepchnąć dość pokojowo. Schody zaczęły się po godzinie, kiedy promazyna zaczęła działać. Reszka nietomna: zatacza się, na oczy zachodzi trzecia powieka, źrenice uciekają. Ja w histerii, bo nie wiem, czy to normalne, czy kotu coś się dzieje, czy kotu coś się stanie, nie, to nienormalne, rany boskie jedźmy już, bo jeszcze coś się jej stanie po tej promazynie! Kot przelewa się przez ręce, zakładam jej smycz i jak mnie nie dziabnie! Może mnie nie poznała, kiedy wszystko się zamazywało i kołysało? Taka otumaniona, niezborna, ale drapie do krwi, pędzę do łazienki, żeby rany pod wodę włożyć, Reszka w tym czasie wpełza do wersalki, wyciągamy bezwładnego kota z wersalki...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





