Koci blog pisany z kociego punktu widzenia - dla kociarzy z poczuciem humoru i fanów Mechatka.
30 września 2013
17 września 2013
Mechatek o trzymaniu na rękach
Tweetnij
Trzymanie na rękach w relacjach kocio-ludzkich odgrywa bardzo ważną rolę.
Zazwyczaj jest tak, że jak ludzie mają u siebie w domu kota, to chcą go od czasu do czasu trzymać na rękach, albo na kolanach, bo to świadczy o lubieniu się nawzajem i zaufaniu.
Większość kotów lubi być trzymana na rękach, bo wtedy można być blisko swojego człowieka, a na dodatek bycie na rękach połączone jest z głaskaniem i mówieniem do kota miłych słów, co jest moim Mechatka zdaniem bardzo przyjemne, chociaż czasami słyszę: Mechatku, weź się i umyj, ale się tym nie przejmuję, bo gdybym się przejmowała wszystkim co do mnie mówią, to bym miała kompleksy, a do tego nie należy dopuścić. Więc zupełnie nie zwracam uwagi na mówienie, za to skupiam się na mizianiu przez Panią i Naszego Drugiego Człowieka. Ponieważ bardzo lubię być trzymana na rękach, to do tego bardzo często dążę, co się u nas w domu nazywa, że jestem nachalna, ale tym się też nie przejmuję, bo kot powinien zawsze dążyć do tego, co lubi i niczym się nie zrażać.
Ale okazuje się, proszę Państwa, że są koty, które nie lubią być trzymane na rękach i u nas w domu należy do nich Niuta. Pani mówi, że to dlatego, że jest majnkunem, a podobno wiele majnkunów tak ma i to jest specyfika rasy. Niuta wytrzymuje na rękach tylko kilkanaście sekund, a potem zaraz się wyrywa, a ponieważ jest bardzo silna to jej się to udaje i ludzie są zawiedzeni. I zdaniem Pani to jest największa wada Niuty, chociaż z drugiej strony może to i dobrze, bo nawet jakby Niuta wytrzymała dłużej, to nie wytrzymałaby Pani, a to z powodu rozmiarów Niuty, które są ogromne, a mianowicie siedem kilo. U nas w domu wszyscy się dziwią, że Niuta tego nie lubi: ludzie dziwią się dlatego, że przecież lubi mizianie i nawet sama przychodzi, żeby zwrócić na nią uwagę i drapać ją po różnych częściach ciała, więc dlaczego nie na rękach? A my dwie, czyli Reszka i ja Mechatek dziwimy się dlatego, że to dziwne, żeby kot nie chciał korzystać z takiej wielkiej przyjemności kociego życia. No, ale trzeba pamiętać, że każdy kot jest wielką indywidualnością, więc można się po nim spodziewać wszystkiego.
A na koniec ja Mechatek chciałam jeszcze napisać, że koty na ręce trzeba podnosić bezpiecznie, czyli nie za skórę na karku. Kota należy brać pod przednie łapki i jeszcze go przytrzymać od dołu czyli pod pupą, żeby mu się kręgosłup nie naciągał. Niektórym ludziom wydaje się, że skoro kocie mamy przytrzymują kocięta za skórę, to oni też mogą, a tak nie wolno. Przede wszystkim dlatego, że kot dorosły ma swoją kocią godność, a po drugie może i własny człowiek pełni w kocim życiu rolę zastępczej mamy, ale nie aż tak.
Chchrrrrr!
Trzymanie na rękach w relacjach kocio-ludzkich odgrywa bardzo ważną rolę.
Zazwyczaj jest tak, że jak ludzie mają u siebie w domu kota, to chcą go od czasu do czasu trzymać na rękach, albo na kolanach, bo to świadczy o lubieniu się nawzajem i zaufaniu.
Większość kotów lubi być trzymana na rękach, bo wtedy można być blisko swojego człowieka, a na dodatek bycie na rękach połączone jest z głaskaniem i mówieniem do kota miłych słów, co jest moim Mechatka zdaniem bardzo przyjemne, chociaż czasami słyszę: Mechatku, weź się i umyj, ale się tym nie przejmuję, bo gdybym się przejmowała wszystkim co do mnie mówią, to bym miała kompleksy, a do tego nie należy dopuścić. Więc zupełnie nie zwracam uwagi na mówienie, za to skupiam się na mizianiu przez Panią i Naszego Drugiego Człowieka. Ponieważ bardzo lubię być trzymana na rękach, to do tego bardzo często dążę, co się u nas w domu nazywa, że jestem nachalna, ale tym się też nie przejmuję, bo kot powinien zawsze dążyć do tego, co lubi i niczym się nie zrażać.
Niektóre koty, zwłaszcza takie nieśmiałe jak była moja największa przyjaciółka Sonia, należy do trzymania na rękach długo przekonywać, co u nas w domu zajęło siedem lat, bo zanim się Sonia przekonała, to trzeba ją było wiele razy upolować i przytrzymać i podczas przytrzymywania miziać po brzuszku i za uszami. Aż w końcu Sonia się przekonała, że to jest miłe i potem sama przychodziła i się dopominała za pomocą miauczenia. To wymaga od człowieka dużo cierpliwości i systematyczności, do której ja Mechatek bardzo zachęcam, ale potem wszyscy są zadowoleni.
Reszki w ogóle nie trzeba było przekonywać, bo ona trzymanie na rękach lubiła od samego początku, a nawet umie sama na ręce wskakiwać, z czego wynikają różne niespodzianki, bo Reszka jest nieobliczalna. Na przykład kiedy Pani sobie stoi, Reszka podbiega i robi hop! i nagle jest na człowieku i trzeba ją chwycić, żeby nie spadła. Zrobiła się z tego nawet zabawa, która polega na tym, że Pani namawia Reszkę na wskoczenie, a Reszka wskakuje i to tak kilka razy pod rząd, aż nawet Pani zrobiła o tym filmik, który można sobie obejrzeć i też się tak nauczyć.
Ale okazuje się, proszę Państwa, że są koty, które nie lubią być trzymane na rękach i u nas w domu należy do nich Niuta. Pani mówi, że to dlatego, że jest majnkunem, a podobno wiele majnkunów tak ma i to jest specyfika rasy. Niuta wytrzymuje na rękach tylko kilkanaście sekund, a potem zaraz się wyrywa, a ponieważ jest bardzo silna to jej się to udaje i ludzie są zawiedzeni. I zdaniem Pani to jest największa wada Niuty, chociaż z drugiej strony może to i dobrze, bo nawet jakby Niuta wytrzymała dłużej, to nie wytrzymałaby Pani, a to z powodu rozmiarów Niuty, które są ogromne, a mianowicie siedem kilo. U nas w domu wszyscy się dziwią, że Niuta tego nie lubi: ludzie dziwią się dlatego, że przecież lubi mizianie i nawet sama przychodzi, żeby zwrócić na nią uwagę i drapać ją po różnych częściach ciała, więc dlaczego nie na rękach? A my dwie, czyli Reszka i ja Mechatek dziwimy się dlatego, że to dziwne, żeby kot nie chciał korzystać z takiej wielkiej przyjemności kociego życia. No, ale trzeba pamiętać, że każdy kot jest wielką indywidualnością, więc można się po nim spodziewać wszystkiego.
A na koniec ja Mechatek chciałam jeszcze napisać, że koty na ręce trzeba podnosić bezpiecznie, czyli nie za skórę na karku. Kota należy brać pod przednie łapki i jeszcze go przytrzymać od dołu czyli pod pupą, żeby mu się kręgosłup nie naciągał. Niektórym ludziom wydaje się, że skoro kocie mamy przytrzymują kocięta za skórę, to oni też mogą, a tak nie wolno. Przede wszystkim dlatego, że kot dorosły ma swoją kocią godność, a po drugie może i własny człowiek pełni w kocim życiu rolę zastępczej mamy, ale nie aż tak.
Chchrrrrr!
21 sierpnia 2013
Mechatek o swojej błotnej rodzinie
Tweetnij
O moich Mechatka początkach to do tej pory niewiele było wiadomo, tylko tyle, że sobie na ulicy zimą znalazłam i upolowałam ludzi, żeby stać się kotem domnym i nie zamarznąć.
Ale poza tym, to nie wiadomo było skąd się taka wzięłam, a Pani zawsze powtarza, że jestem jedyna na świecie. Nic nie było wiadomo ani o mojej rodzinie ani genach, których mam bardzo dużo i bardzo różnych, bo jestem wielorasowa i na pewno heterozygota oraz jedyna w swoim rodzaju. Ale ostatnio nie dość, że Pani zaczęła się interesować kocią genetyką, to jeszcze pojechała do ZOO i tam dopiero zobaczyła!
Ja, Mechatek nie chciałabym pojechać do ZOO, ponieważ tam się mieszka w klatkach albo na wybiegach, a nie w swoich własnych domach, ale z drugiej strony przychodzi tam mnóstwo ludzi, na pewno więcej niż do nas do domu i wszyscy chcieliby mnie Mechatka głaskać, co miałoby swoje ogromne zalety. Ale ponieważ Pani mówi, że nie oddałaby mnie teraz za nic, nawet za pięć tysięcy, to pewnie nie pojadę do ZOO. Ale i tak mam korzyści, ponieważ Pani zobaczyła tam mojego kuzyna i już wiadomo skąd się biorą Mechatki oraz wreszcie mam rodzinę.
Mój kuzyn nazywa się kot chaus albo kot błotny albo jeszcze kot bagienny i mieszka od zachodniej, środkowej i południowej Azji az po Półwysep Indochiński, bo tak miał napisane na tabliczce przy swoim wybiegu. Więc możliwe, że ja Mechatek też się stamtąd wzięłam i wcale nie pochodzę od kota nubijskiego jak wszystkie koty, tylko od kota błotnego. A przynajmniej mam więcej jego genów niż inne koty w naszym domu. Co by się nawet zgadzało z wielu powodów, bo mamy mnóstwo podobieństw.
Przede wszystkim koty błotne wcale się nie boją ludzi i osiedlają się w pobliżu ludzkich siedzib, a ja Mechatek zostałam znaleziona na ulicy w pobliżu ludzkich siedzib czyli na osiedlu, a potem nawet zamieszkałam we własnej ludzkiej siedzibie, czyli u nas w domu. Oraz wcale się nie boję ludzi, a nawet wręcz przeciwnie, bo Pani mówi, że jestem nachalna, czyli chcę, żeby mnie głaskano cały czas. Oznacza to, że jestem bardzo oswojona. Koty błotne nigdy się całkiem nie oswoiły, zupełnie nie rozumiem dlaczego, może dlatego, że w Egipcie ludzie uznali, że tamte drugie koty nubijskie, które z nimi mieszkały są ładniejsze, tak samo jak ode mnie Mechatka większość kotów jest ładniejsza.
Mamy też podobny kolor futerka, bo one są płowe, a ja bura. Na to ładne pręgowanie ticked to jestem jednak za bardzo nierasowa bo się okazało, że ono wystepuje tylko u niektórych ras, jak na przykład kot abisyński, z którym to już w ogóle nie mam nic wspólnego. Z większością kotów rasowych nie mam nic wspólnego i dlatego się cieszę, że wreszcie znalazł się kot, do którego jestem podobna. Dzięki temu nie mam kompleksów oraz mam tożsamość.
Mamy również różnice. Najważniejsza jest taka, że one te koty błotne lubią wodę i nawet nurkują, bo ja Mechatek wody nie lubię. Poza tym one mają mioty, a w miotach nawet do sześciu młodych, a ja nie miałam ani jednego i Pani mówi, że mieć nie będę.
W sumie to najbardziej podobne mamy oczka, na co załączam dowód rzeczowy, czyli zdjęcie mojego kuzyna oraz mnie Mechatka, gdzie wszyscy mogą zobaczyć nasze podobieństwa oraz że naprawdę mam rodzinę.
Chchchrrrr...
O moich Mechatka początkach to do tej pory niewiele było wiadomo, tylko tyle, że sobie na ulicy zimą znalazłam i upolowałam ludzi, żeby stać się kotem domnym i nie zamarznąć.
Ale poza tym, to nie wiadomo było skąd się taka wzięłam, a Pani zawsze powtarza, że jestem jedyna na świecie. Nic nie było wiadomo ani o mojej rodzinie ani genach, których mam bardzo dużo i bardzo różnych, bo jestem wielorasowa i na pewno heterozygota oraz jedyna w swoim rodzaju. Ale ostatnio nie dość, że Pani zaczęła się interesować kocią genetyką, to jeszcze pojechała do ZOO i tam dopiero zobaczyła!
Ja, Mechatek nie chciałabym pojechać do ZOO, ponieważ tam się mieszka w klatkach albo na wybiegach, a nie w swoich własnych domach, ale z drugiej strony przychodzi tam mnóstwo ludzi, na pewno więcej niż do nas do domu i wszyscy chcieliby mnie Mechatka głaskać, co miałoby swoje ogromne zalety. Ale ponieważ Pani mówi, że nie oddałaby mnie teraz za nic, nawet za pięć tysięcy, to pewnie nie pojadę do ZOO. Ale i tak mam korzyści, ponieważ Pani zobaczyła tam mojego kuzyna i już wiadomo skąd się biorą Mechatki oraz wreszcie mam rodzinę.
Mój kuzyn nazywa się kot chaus albo kot błotny albo jeszcze kot bagienny i mieszka od zachodniej, środkowej i południowej Azji az po Półwysep Indochiński, bo tak miał napisane na tabliczce przy swoim wybiegu. Więc możliwe, że ja Mechatek też się stamtąd wzięłam i wcale nie pochodzę od kota nubijskiego jak wszystkie koty, tylko od kota błotnego. A przynajmniej mam więcej jego genów niż inne koty w naszym domu. Co by się nawet zgadzało z wielu powodów, bo mamy mnóstwo podobieństw.
Przede wszystkim koty błotne wcale się nie boją ludzi i osiedlają się w pobliżu ludzkich siedzib, a ja Mechatek zostałam znaleziona na ulicy w pobliżu ludzkich siedzib czyli na osiedlu, a potem nawet zamieszkałam we własnej ludzkiej siedzibie, czyli u nas w domu. Oraz wcale się nie boję ludzi, a nawet wręcz przeciwnie, bo Pani mówi, że jestem nachalna, czyli chcę, żeby mnie głaskano cały czas. Oznacza to, że jestem bardzo oswojona. Koty błotne nigdy się całkiem nie oswoiły, zupełnie nie rozumiem dlaczego, może dlatego, że w Egipcie ludzie uznali, że tamte drugie koty nubijskie, które z nimi mieszkały są ładniejsze, tak samo jak ode mnie Mechatka większość kotów jest ładniejsza.
Mamy też podobny kolor futerka, bo one są płowe, a ja bura. Na to ładne pręgowanie ticked to jestem jednak za bardzo nierasowa bo się okazało, że ono wystepuje tylko u niektórych ras, jak na przykład kot abisyński, z którym to już w ogóle nie mam nic wspólnego. Z większością kotów rasowych nie mam nic wspólnego i dlatego się cieszę, że wreszcie znalazł się kot, do którego jestem podobna. Dzięki temu nie mam kompleksów oraz mam tożsamość.
Mamy również różnice. Najważniejsza jest taka, że one te koty błotne lubią wodę i nawet nurkują, bo ja Mechatek wody nie lubię. Poza tym one mają mioty, a w miotach nawet do sześciu młodych, a ja nie miałam ani jednego i Pani mówi, że mieć nie będę.
W sumie to najbardziej podobne mamy oczka, na co załączam dowód rzeczowy, czyli zdjęcie mojego kuzyna oraz mnie Mechatka, gdzie wszyscy mogą zobaczyć nasze podobieństwa oraz że naprawdę mam rodzinę.
Chchchrrrr...
10 sierpnia 2013
Kociaki z Ustronia
Kilka dni temu towarzyszyłam razem z Izą w narodzinach sześciu kociaków. Tosia to koteczka mieszkająca w Ustroniu w ośrodku, w którym pracuję. Miała być wysterylizowana, ale bardzo szybko wyrwała się w świat i właściciele nie zdążyli. Urodziła zdrową gromadkę, a większość już ma domki. To było bardzo wzruszające patrzeć, jak po kolei pojawiają się na świecie. Niezwykły moment. Nie wiedziałam, że są wtedy tak małe.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
