21 września 2014

Keep calm, Niuta!

fot. Rafał Nowakowski
Ten felieton będzie o tym, że stres bardzo negatywnie działa na kota i jak temu zaradzić. Pani mówi, że na ludzi stres też działa bardzo negatywnie i to tak negatywnie, że potem muszą przychodzić do niej do gabinetu, żeby o tym stresie porozmawiać i żeby przeszło. Ludzie wymyślili nawet specjalną klasyfikację różnych chorób i stres tam naukowo nazywa się „reakcja na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne”. I jak takie reakcje u człowieka nastąpią to mogą uniemożliwić „skuteczne radzenie sobie i wskutek tego prowadzą do trudności w funkcjonowaniu społecznym”.

Proszę Państwa! U kotów jest tak samo, tylko, że koty nie potrzebują żadnej klasyfikacji. A u nas w domu było w ostatnim czasie bardzo dużo różnych stresów i zmian.

Najpierw półtora roku temu odeszła Sonia, która co prawda z Niutą nie lubiła się za bardzo, ale za to można było ją ganiać i na nią skakać z góry. To była wielka zmiana w naszym stadzie. Potem była przeprowadzka do nowego mieszkania i musiałyśmy najpierw jechać samochodem przez parę godzin, a potem przyzwyczaić się do nowego miejsca (Pani mówi, że najbardziej przeżyła to Reszka, o czym koleżanka Pani napisała tutaj ->). A kilka miesięcy temu najpierw Reszka zachorowała na chłoniaka i miała operację, potem ja Mechatek miałam biegunkę i operację na jelitka, a teraz jeszcze Reszka dostawała krople do oczu, z czego wynikały straszne sceny. No to chyba wystarczy, żeby kot się zestresował i to ciężko, prawda? No i nasza Niuta się zestresowała i radziła sobie jak umiała i objawiły się u niej trudności w funkcjonowaniu społecznym ze mną Mechatkiem z Reszką, a także z różnymi sprzętami w mieszkaniu.

Keep calm, Niuta! 
fot. Rafał Nowakowski


Najbardziej ucierpiała firanka, której już nie mamy, ponieważ Niuta ją zaatakowała, więc Pani i Nasz Drugi człowiek doszli do wniosku, że nie ma sensu jej wieszać. Ale okazało się, że to nie chodzi o firankę, tylko o sposób na odreagowanie i zwrócenie na siebie uwagi, bo od kiedy u nas w domu jest koci szpital, to Niutka ma mniej uwagi niż ja Mechatek i Reszka, bo nasze leczenie pochłania jej mnóstwo. Państwo też mogli to zauważyć na przykład po tym, że dawno nie było o Niutce żadnego felietonu.

Potem Niuta zaczęła odreagowywać na zasłonkach, które też atakuje i zdziera na podłogę czasem kilka razy na dzień. A także na mnie Mechatku i na Reszce, a przecież jest od nas większa. Ale to wszystko można by jeszcze zwalić na Niutkowe poczucie humoru, gdyby nie to co Pani ostatnio odkryła na Niutkowym futerku.

A mianowicie były to wielkie zadrapania na szyi i na karku, na których była łysa zaczerwieniona skóra, a kiedy Niuta zabrała się za ich drapanie, to zrobiła się jeszcze rana. Pani powiedziała wtedy, że tylko tego brakowało, żeby w domu były trzy chore koty i zabrała Niutkę do pani doktor, która jest bardzo miła i nazywa się Monika Gładysz, a ja Mechatek znam ją osobiście, bo przygotowywała mnie do operacji. No i pani doktor obejrzała Niutkę dokładnie i stwierdziła, że to wszystko ze stresu, ale na szczęście to się leczy.

I Niutka dostała aż trzy lekarstwa:
- jedno do psikania na skórę, żeby się goiło.
- drugie do wetknięcia do kontaktu, żeby wydzielało kocie feromony, które łagodzą obyczaje.
- trzecie, które tak naprawdę jest specjalną karmą i nazywa się Calm i ma działanie uspokajające, żeby się kot tak nie stresował.

Pani mówi, że nazwa tego lekarstwa pochodzi z języka angielskiego, gdzie mówi się „Keep calm”, żeby ktoś zachował spokój. To by się nawet zgadzało, bo przecież Niuta jest majnkunem, a ta rasa pochodzi z kraju, gdzie mówi się po angielsku, więc do Niuty bardzo pasuje i ona na pewno zrozumie jego nazwę i przestanie się tak stresować.

Moim Mechatka zdaniem, lepiej zapobiegać niż leczyć, ale w warunkach kociego szpitala trudno to osiągnąć. Bardzo skuteczne byłoby też więcej miziania (zwłaszcza gdybym to ja Mechatek się zestresowała, ale ja bardzo dbam o odpowiednią ilość miziania na co dzień i to się nazywa profilaktyka) albo jakby te lekarstwa nie pomagały - to więcej firanek.

Chchchrrr!

ps. Pani kazała mi dopisać, że pomagają i że zadrapania na szyi się goją, za to z zasłonkami nic się nie zmieniło, no ale trudno. To dopisuję.

10 komentarzy:

  1. A może Mechatku podpowiedz Pani żeby zainstalowała w oknach rolety i skończy się problem z zasłonami. Czarna uwielbiała leżąc na podłodze na grzbiecie ściągać firanki które lały się na nią kaskadami bo mieliśmy kiepskie żabki w ramie na suficie( żabki to takie klamerki do przypinania firanek). Wnerwiało nas to ciągłe spadanie firanek dopóki nie zobaczyliśmy kociambra jak w amoku ściąga je delikatnie na podłogę. Ciężkie macie przeżycia za sobą. Jak skończą się chorubska to może i Niuta dojdzie do siebie po swojej porcji pieszczoch. Zdrowia życzę Mechatku, tobie i Reszce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie nasza Niuta tak się firanką cała obsypała. A zasłonki tylko ściąga po kilka razy na dzień. I pani i Nasz Drugi Człowiek tez uważają, że rolety to najlepsze rozwiązanie, ale to dopiero, jak się nam koci szpital trochę uspokoi.

      I dziękujemy bardzo za życzenia, chchchrrr!

      Usuń
  2. Faktycznie w takich warunkach można się zestresować, wcale się New nie dziwię. Cieszy mnie natomiast bardzo, że można leczyć jej objawy.
    Życzę Wam więcej spokoju, wrzuciłam wreszcie Mechatki na moją listę blogów, żebym na bieżąco widziała, kiedy coś nowego Mechatku napiszesz. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki to jednak dowód na to, że przyroda dąży do równowagi... Gdzieś ubędzie, to gdzieś przybyć musi. Dacie radę. Życzymy zdrowia. Ania, Elmo i Felka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani mówi, że nie patrzyła na to od tej strony, ale coś w tym jest.

      Usuń
  4. Biedna Niuta... Współczuję kociego szpitala... ;(...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, biedna, Nie wyrabia w tym całym zamieszaniu.

      Usuń
  5. Mechatku! Karma Calm faktycznie jest bardzo skuteczna, ale dopiero po pewnym czasie, więc pociesz Panią i Drugiego Człowieka, że jest nadzieja dla firanek, tylko trzeba troszkę przeczekać. Pomogła, kiedy adoptowałam mojego Attonka, który był niesamowicie nieśmiałym i bojaźliwym kotkiem i początkowo nasza konwersacja ograniczała się do syczenia i buczenia ze strony Attonka. Ale sama karma nie wystarczy, więc życzymy Wam przede wszystkim zdrówka i żeby każdy kot znów mógł mieć wystarczająco dużo uwagi ze strony ludzi. Wtedy firanki na 100% odetchną ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas tak skrajnie nieśmiała była Sonia. Wystarczyło na nią popatrzeć, aby się chowała w jakimś kątku. Oswoiła się po 7 latach, paradoksalnie, kiedy zaczęliśmy jeździć często do weterynarza i kontakt był wymuszony. Mamy nadzieje, że kiedy koci szpital się trochę uspokoi, wszyscy odetchniemy - i nasze koty też :)

      Usuń