Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leeloo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leeloo. Pokaż wszystkie posty

16 czerwca 2019

Trzymamy kciuki za Leeloo

Proszę Państwa, od kilku dni nasza Leeloo choruje. Zaczęło się niby niewinnie. Leeloo zaczęła troszkę psikać, a zaraz potem bardzo mocno kaszleć. Z nosa ciekło jej jak przy wielkim katarze, aż końcu miała go tak zapchany, że prawie nie mogła oddychać i dlatego oddychała przez pyszczek. Błyskawicznie pojechaliśmy z nią na Białobrzeską, gdzie została osłuchana i przebadana. Pani doktor Dembele zaordynowała Leelootce cała baterię leków. Leeloo nie całkiem chętnie i przy użyciu biernego oporu łykała lekarstwa: antybiotyki, przeciwzapalne i na wzmocnienie odporności. Po tygodniu kaszel przeszedł, a katar też stał się prawie niezauważalny. Sytuacja wydawała się opanowana.

Jednak od wtorku sytuacja zaczęła się pogarszać. Leeloo chowała się do szuflady i zawiesiła aktywności. Apetyt bardzo jej spadł, ale spadł też pozostałym dziewczętom, co w takie upały wcale nie było dziwne. Jednak zachowanie Leeloo stawało się coraz bardziej niepokojące. W zasadzie przestała opuszczać szufladę, wyraźnie unikając ludzkiego towarzystwa i izolując się przez cały dzień. Nie przychodziła na wołanie, a smakołyki podawane w miseczce przestały ją interesować. Kiedy zaczęła przesiadywać w pozycji bólowej i z rozszerzonymi źrenicami, stało się jasne, że sytuacja jest kryzysowa. Nie pozwalała się dotknąć, a podczas obmacywana okazało się, że strasznie boli ją przy uchu, tak mocno, że aż jęknęła. Na dodatek przestała pić, co przy takich temperaturach mogło okazać się bardzo niebezpieczne. Miała przy tym gorączkę 40 stopni.

W piątek znów wylądowaliśmy w lecznicy...



Leeloo dostała kroplówkę, żeby ją nawodnić i dostarczyć trochę składników odżywczych, znów antybiotyk, przeciwzapalne, przeciwgorączkowe i coś na wzmocnienie apetytu, żeby zaczęła cokolwiek jeść. Oraz bunondol, silny lek przeciwbólowy (opiat), aby jej nie bolało. Do podawana dopyszcznego w domu, co osiem godzin. Kupiliśmy papkę Convalencence, żeby jadła cokolwiek.

Ale co jej jest? Hipotezy podstawowe to zapalenie ucha środkowego, jakiś inny stan zapalny, może jakieś inne zakażenie. Najważniejsze to zażegnać sytuację kryzysową, żeby kot przeżył. Leczenie potem.

W sobotę podczas kontroli okazało się, że gorączka spada, ale niestety nie udało się wykonać zdjęcia RTG, żeby sprawdzić, co  się dzieje wokół jej głowy. Bo zaczęła mieć obrzęk tkanek miękkich przy głowie. I bardzo ją to boli. Doktor Tymochowicz wciąż zastanawia się co jej jest. Ropień tkanek miękkich? A może uogólniona kaliciwiroza (to bardziej pesymistyczny scenariusz)? Albo jeszcze co innego? Rak kości?

Najważniejsze, że Leeloo reaguje na antybiotyki, więc chyba nie kaliciwizoza, która jest wirusowa.

Będziemy robić USG i rozważamy też tomografię...

Trzymajcie kciuki za Leeloo.

Więcej zdjęć znajdziecie w albumie na facebooku ->

5 lutego 2018

Nasze stado 2018

W związku ze zmianami, jakie nastąpiły w naszym stadzie w styczniu 2018, dziś chciałabym przedstawić jego najnowszy skład.

Z pewnością pamiętacie post pt."Nasze stado", który tuż o odejściu Reszki i adoptowaniu Leeloo napisała Mechatek. Pisała między innymi tak:

A dzisiaj ja Mechatek chciałabym przedstawić Państwu całe nasze stado, czyli osoby kocie, które go obecnie tworzą, razem z tymi osobami kocimi, które tworzyły go przez wiele lat, a teraz już ich nie ma. O osobach ludzkich, czyli o Pani i o Naszym Drugim Człowieku będzie osobno, gdyż oni, chociaż są w stadzie bardzo ważni, to jednak należą do innego gatunku. Więc w kolejności przybycia było to tak (...)


Dziś zaczniemy inaczej, od przedstawienia najnowszych i najmłodszych członków (czy też raczej członkiń), które dołączyły do nas w pewien styczniowy weekend. Ich imiona to Joy i Chili.

Tak więc, nasze stado tworzą obecnie:
  • Chili
  • Joy
  • Leeloo
  • New
  • Nasz Drugi Człowiek
  • Pani
Ludzi nie będziemy specjalnie przedstawiać, gdyż chociaż są bardzo ważnymi członkami stada, to jednak nie o ich jest ten blog.

Na zdjęciu widać od lewej: Niutkę, Chili i Leeloo
oraz Panią, która głaszcze Joy.
Nasz Drugi Człowiek robi zdjęcie, więc go nie widać

1 grudnia 2017

Budząca się z kotami

Był "Tańczący z wilkami" z Kevinem Costnerem, była "Biegąca z wilkami" napisana przez Clarissę Pinkolę Estes, a teraz najwyższy czas na "Budzącą się z kotami" z New i Leeloo w rolach głównych.

Nie wypieramy się bynajmniej tych inspiracji, ale chcemy opowiedzieć własną historię pełną namiętności i zaskakujących zwrotów akcji, w której jest miejsce na walkę, pasję i przebaczenie.

Spójrzcie na obrazek po lewej. Taki widok ujrzałam pewnego poranka, kiedy tuż po sygnale budzika otworzyłam oczy. Obrazek znajomy, spokojny i kojący.

To wrażenie stanowi  znakomity wstęp do historii, którą chcemy wam opowiedzieć oraz najlepszy dowód, jak bardzo życie potrafi nas zaskakiwać

Ta historia rozpoczyna się bowiem już chwilkę później, gdy Leeloo spokojnie śpiąca w nogach łóżka (jak to ma w zwyczaju) nagle spostrzega...



...spostrzega, że z hamaka wiszącego przy łóżku na kaloryferze podnosi się New. New zeskakuje na podłogę i...

Zarówno Leeloo i Niutka, jak i ja jeszcze nie wiemy, że od tego momentu poranek już nigdy nie będzie taki sam.

Tego, co wydarzyło się zaraz po tym, jak New znalazła się na podłodze nie da się łatwo ująć w słowa. Najlepiej będzie, jeśli państwo zobaczycie to sami, a może i posłuchacie, gdyż tylko obraz w połączeniu z dźwiękiem oddaje całą dramaturgię wydarzeń, których z pozoru nic nie zapowiadało, a które jednak się wydarzyły.








Jak wygląda krajobraz po takiej bitwie? Czego możemy się spodziewać? Co dzieje się chwilę potem, gdy kamery zostają wyłączone? Sami spójrzcie.

Oto krajobraz po bitwie.
Oto moc prawdziwej przyjaźni.





















20 sierpnia 2017

Miejsce po Mechatku

Minął już ponad miesiąc, odkąd nie ma Mechatka. Mimo niewielkich rozmiarów (zaledwie 2,55 kg w porywach) zostawiła po sobie w naszych sercach ogromną dziurę. Bardzo nam jej brakuje. Była kotką bardzo mocno obecną w naszej codzienności i to nie tylko przez ostatnie 3 lata, kiedy walczyliśmy z jej chorobą. Wchodziła w relacje z ogromnym zaangażowaniem, więc stworzone z nią więzi były niesamowicie intensywne i głębokie. To dlatego jej nieobecność jest tak dotkliwa.

Za każdym razem, kiedy przechodzę ulicą Częstochowską, która prowadzi do Przychodni Weterynaryjnej Białobrzeska i przy której na przełomie lipca i sierpnia kwitną malwy, a przechodzę często, bo niedaleko znajduje się mój gabinet, myślę o Mechatku i o tym, jak 3 lata temu na tle tych malw zrobiłam jej zdjęcie w ramionach Rafała.

Wracaliśmy wtedy z tego ważnego USG, które pokazało konieczność operacji Mechatka, a które zrobiliśmy zaniepokojeni jej objawami. Malwy znowu kwitną, ale Mechatka już nie ma.

Nasza codzienność stała się uboższa o wiele momentów, które już nigdy się nie zdarzą.

Mech nie układa się pomiędzy naszymi głowami tuż przed snem. Nikt nie wylizuje z zapałem naszych dłoni szorstkim językiem. Nie musimy podczas śniadania błyskawicznie chować jedzenia ze stołu, szczególnie serów i innych przetworów mlecznych, które Mech dopadała jednym susem, gotowa dla ich zdobycia wleźć nam na głowy. Zdumieni stawiamy na stół nasze serki homogenizowane, jajecznice i kanapki i nie ma już kota, który by je natychmiast porywał, wylizywał i pochłaniał (tak, to najcelniejsze określenie mechatkowego sposobu jedzenia).

Nie ma kota, który rzucałby się na kawałki surowego filetu z kurczaka, łapczywie chwytając dłoń, która je podaje podczas kocich uczt. Najmniejsza chwila nieuwagi skutkowała kradzieżą mięsa przygotowywanego na obiad. Odruchy zostały. Nadal w trakcie krojenia filetu i ubijania kotletów zachowujemy się bardzo uważnie, jakby wciąż spodziewając się napaści kota sygnalizującego głośnym miauczeniem stan "umierania z głodu". Jednak nikt nie wyje z podłogi, ani nie próbuje wskoczyć na blat.

Nasze dwie kotki, Niutka i Leeloo nie są tak łapczywe, ale chociaż przygotowywanie i spożywanie posiłków odbywa się teraz spokojnie, to jednak czegoś nam brakuje.

Ostatnie zdjęcie Mechatka

Po Mechatku zostało bardzo wyraziste puste miejsce.

Miejsce po Mechatku.
Kiedy już wróciliśmy do domu z lecznicy, zajrzałam w miejsce,
gdzie Mechatek ostatni raz leżała.
Ten obraz wydał mi się przejmujący

Mechatek, jako felietonistka i blogerka miała też kilka swoich miejsc w internecie. Tego bloga, na którym właśnie jesteśmy, a także swoją stronę na Facebooku, profil na Google+ oraz kanał Youtube z kocimi filmikami.

Co teraz, kiedy nie ma już ich gospodyni? Pojawiło się mnóstwo pytań i wątpliwości. Czy powinny dalej działać? A jeśli tak, to pod jakimi nazwami?

Przecież na facebookowym fanpage'u posty podpisywała Mechatek, nawet ten ostatni, który mówił, że Mechatka już nie ma, chociaż komentarze pod nim dodawałam już ja - Ela, pani Mechatka, bo byłoby dziwne, gdyby robiła to ona. Jak teraz nazwać ten fanpage? Nazwa musi być zmieniona, bo Mechatek nie może już niczego skomentować, udostępnić czy polubić. Ale kiedy ją zmienię, to wszystkie dotychczasowe posty też zmienią autora. Tak działa ten portal... Jak zatem teraz nazwać tę stronę, aby zachowała swój mechatkowy charakter?

Co z tym blogiem? Nie będzie już więcej mechatkowych felietonów. Może powinny znaleźć się tu moje artykuły? Ale kocich blogów prowadzonych przez ludzi, z ludzkim narratorem jest już wiele. Może powinna go więc prowadzić któraś z naszych kotek? Może Leeloo? A może Niutka, która kiedyś miała już swojego bloga na portalu Unitedcats? Która z nich byłaby lepszą gospodynią tego miejsca?

Trzeba też zmienić opis bloga widniejący w lewej kolumnie.


Do tej pory brzmiał tak:

Koci blog pisany z kociego punktu widzenia - dla kociarzy z poczuciem humoru i fanów oryginalnej mechatkowej prozy. Autorką bloga jest Mechatek, kotka, która sama upolowała swoich ludzi na ulicy i dzięki temu ma dom. Mieszka z dwoma innymi kotami: Leeloo i New oraz dwójką ludzi. Przez trzy lata była felietonistką na portalu Świat Kotów, a teraz prowadzi własnego bloga, na którym będzie można poczytać jej nowe felietony, zobaczyć kocie zdjęcia i sprawdzić, co na to wszystko mówią Pani i Nasz Drugi Człowiek.

Ale teraz już tak nie może być... Podobne kwestie dotyczą również tych innych miejsc, których Mechatek była gospodynią. Ale przede wszystkim musieliśmy ochłonąć po tej stracie, aby móc podjąć jakiekolwiek decyzje o tym, co dalej.

Minęło półtora miesiąca. Nie było żadnych nowych postów, ani na blogu, ani na facebookowym fanpejdżu, ani nigdzie indziej. Emocje były wciąż zbyt duże. A ja czekałam na trochę dystansu, który może dać tylko czas.

Widziałam, że na fanpejdż Mechatka wciąż zaglądają jej czytelnicy. Być może też czekając, mając nadzieję, że coś się tu pojawi, a ja wciąż nie wiedziałam, co dalej. Ale w końcu zaczęły się krystalizować jakieś pomysły, a emocjonalna blokada trochę poluzowała. Dziewczęta nie przestawały dostarczać inspiracji. Zrobiłam im mnóstwo zabawnych zdjęć i wydarzyło się wiele nowych sytuacji. Chciałabym się nimi móc dzielić i znów zaprosić was do patrzenia na świat z kociego punktu widzenia. Co mogę powiedzieć na teraz, na dziś?

Nazwa fanpejdża będzie teraz brzmieć Mechatki, tak samo, jak tytuł tego bloga. To oznacza, że wszystkie posty tam publikowane będą podpisane właśnie tak. Niestety nie małą literą, bo Facebook nie daje takiej możliwości. Ale za to wszędzie indziej możemy sobie na to pozwolić, prawda? Więc sobie pozwolimy. Bo chcę, aby mechatki oznaczały pewną formę literacką, zapoczątkowaną przez Mechatka. Tak właśnie nazywają się również cudowne bułeczki wypiekane przez Darię i nazwane tak na cześć Mechatka, pamiętacie? Więc to dobra nazwa! Marzy mi się, aby mechatki były nazwą na wszelkie kocie felietony, a kiedyś z nazwy własnej stały się elementem języka kociarskiego języka i należały do wszystkich kociarzy. Chciałabym, aby to określenie spopularyzowało się tak samo, jak inne stworzone przez Mechatka na potrzeby jej felietonów i stanowiące o specyfice jej języka. Tak powstały przecież łapkoczyny, nowe(s)twory, ćwierćdługowłose futerko, stosunki międzykocie i koty domne. Nie było takich słów, dopóki Mechatek ich nie wymyśliła. Jak dotąd (poza bułeczkami!) nie było też mechatków. Pora to zmienić.

Co do opisu bloga będzie od teraz brzmiał następująco:

Koci blog pisany z kociego punktu widzenia - dla kociarzy z poczuciem humoru i fanów oryginalnej mechatkowej prozy. Autorką bloga przez wiele lat była Mechatek, kotka, która sama upolowała swoich ludzi na ulicy i dzięki temu miała dom. Przez trzy lata była felietonistką na portalu Świat Kotów, a potem zaczęła prowadzić własnego bloga. Mechatka nie ma już wśród nas. Dlatego miejsce, w którym można znaleźć kocie felietony, zobaczyć kocie zdjęcia i sprawdzić, co na to wszystko mówią Pani i Nasz Drugi Człowiek, prowadzą teraz Leeloo, która została adoptowana z Koterii oraz New, która jest majnkunem.


Myślę, że to wyjaśnia wszystko. Już wkrótce zaprosimy państwa na ich pierwszy post, w którym postarają się przedstawić równie grzecznie, jak zrobiła to Mechatek, kiedy zaczynała karierę samodzielnej blogerki i opowiedzieć, jaką mają koncepcję na bloga. Dajcie nam chwilę. Na razie dziewczęta jeszcze szlifują styl, aby ich mechatki były takie, jak trzeba ;)

29 kwietnia 2017

"Szczęściarze" czyli rzecz o Leeloo...




Jak dotąd, nie było zbyt wielu postów poświęconych Leeloo, kotce, która pojawiła się u nas po odejściu Reszki. Leeloo, adoptowana w październiku 2014 z warszawskiej Koterii okazała się kotem idealnym: przyjaznym, serdecznym, ciepłym i zupełnie niekłopotliwym. Nie wybrzydza przy jedzeniu, chociaż ma swoje smakowe dziwactwa; jak sądzimy pochodzące jeszcze z czasów, gdy mieszkała na terenie szpitala praskiego. Lubi na przykład chleb i bułki. Możliwe, że nimi była dokarmiana. Gdy na stole leży mięso i pieczywo, wiadomo, że Leelutka zignoruje mięso i rzuci się w te pędy do wylizywania skórek z chleba i wciągania najdrobniejszych okruszków, jak najstaranniejszy odkurzacz. Długo unikała jajek, filetów z kurczaka i mokrej karmy. Przypuszczamy, że ich po prostu nie znała i dlatego zjadała głównie suche chrupki. Teraz jej upodobania są bardziej zróżnicowane i zdarza się, że odgania Mechatka od miseczki ze smakołykami.

fot: Rafał Nowakowski (Nasz Drugi Człowiek)

Leeloo ma cudowny charakter. Uwielbia kontakt z ludźmi, chętnie leży na człowieku i przy człowieku, nie jest przy tym w żaden sposób nachalna. Nauczyła się kilku rozczulających gestów, mamy wrażenie, że podpatrując nasze pozostałe dziewczęta. Na przykład kładzie łapkę na naszych dłoniach lub nogach, a kiedy razem siedzimy na kanapie, stara się ułożyć tak, aby lekko dotykać każdego z nas. Została moim ukochanym kotem, zdarza mi się do niej powiedzieć: moja, moja i uwielbiam, kiedy patrzy w oczy - tego też długo się uczyła, bo początkowo kontakt wzrokowy nieco ją peszył i szybko odwracała wzrok. Teraz potrafi wpatrywać się długo i niesamowitą czułością.

Leeloo w zasadzie nie sprawiała żadnych zdrowotnych problemów, poza tym, że przyniosła do naszego domu koci katar, który trzeba było natychmiast opanować, przede wszystkim z powodu Mechatka, która z powodu przyjmowania leków do chemioterapii ma mocno obniżoną odporność. Mimo sterylizacji miewała też objawy rujopodobne. Dwa razy z tego powodu zastosowaliśmy leki hormonalne i na szczęście problem już się nie powtarza, ale ma wciąż ma powiększone gruczoły mleczne, więc całość i tak trzeba poddać dalszej diagnostyce. Jest kotką masywną, w sumie największą z naszych kotek. Wagowo przegoniła nawet New, która co prawda jest Maine Coonem, ale zawsze była raczej drobną przedstawicielką tej rasy.

Leeloo to kawał solidnej kociej baby

Po ostatniej wizycie w naszej Przychodni Weterynaryjnej na Białobrzeskiej wiemy bardzo dokładnie, ile Leeloo waży. Leeloo waży 4,85kg! Kawał kota z niej, prawda?

Niestety, nie była to zwyczajna wizyta kontrolna.

Od czasu, kiedy diagnoza Mechatka stała się faktem, personel Przychodni Białobrzeska mówi do nas i o nas "szczęściarze". Jest w tym duża doza troski i ciepłej ironii, bo przecież Mechatek to nasza druga kotka z chłoniakiem, a do tego to trzeba już mieć specyficznie rozumiane "szczęście". Na szczęście, chłoniak Mechatka jest inny niż Reszki, mniej agresywny i mniej złośliwy, a na dodatek Mech przekracza wszelkie statystyki przeżywalności przy tym rodzaju nowotworu. Niestety, owo specyficzne "szczęście" nas nie opuszcza. W poniedziałek, 24 kwietnia Leeloo miała atak padaczkowy...


Widzieć atak drgawkowy swojego ukochanego kota i móc tylko czekać aż się skończy to okropne doświadczenie. Na szczęście trwał bardzo krótko.

Mamy nadzieję, że była to jednorazowa sytuacja, chociaż wiemy, że na to szanse są znikome. Mamy nadzieję, że jeśli nie była to jednorazowa sytuacja (a raczej tak właśnie będzie), to jej ataki będą rzadkie, nie częściej niż raz na miesiąc. Mamy nadzieję, że nie trzeba będzie stosować Luminalu, bo częstotliwość ataków nie wzrośnie. Mamy nadzieję, że wlewka z relanium okaże się niepotrzebna i że ataki Leeloo nie przekształcą się w stan padaczkowy. Mamy nadzieję, że nasza cudowna Leeloo będzie z nami jeszcze długo...

Zdjęcie z dziś.
Leeloo relaksuje się na swojej ulubionej poduszce

ps 1. Może w tym "szczęściu" chodzi o to, że mają je nasze koty? Że trafiają właśnie do nas, a u nas, wiadomo, że otrzymają opiekę i leczenie? Ale czy nie za dużo tego "szczęścia" na nas? Ech...
ps 2. Mechatek ma się kiepsko, ale się trzyma.


5 marca 2017

Mechatkowe aktualności



Dzień dobry, proszę państwa!
Pani powiedziała, że państwu, którzy są moimi bardzo wiernymi czytelnikami, należą się wieści na temat mojego stanu zdrowia oraz na różne inne tematy, więc się mam przestać tym stanem wykręcać i coś napisać. Państwo przecież cały czas pytają o to, jak się mam i to jest bardzo miłe oraz podtrzymujące na duchu.

Ja Mechatek jako kłębuszek

Niestety, z podtrzymywaniem na ciele jest trochę gorzej, bo za to z kolei odpowiedzialne są moje mechatkowe jelitka, a z nimi jest coraz gorzej, bo coraz gorzej wchłaniają substancje odżywcze. I w efekcie, chociaż zwykle mam dobry apetyt, to te substancje nie trafiają tam, gdzie powinny, czyli do moich mechatkowych komórek. I dlatego jestem coraz chudsza, co jest bardzo, ale to bardzo niepokojące. Ostatnio na przykład ważę zaledwie 1,85 kg... I dzieją się ze mną również inne niedobre rzeczy, na co zamieszczam dowód rzeczowy, czyli wypis z ostatniej wizyty:


I dlatego mój pan doktor postanowił nieco zmienić dawkowanie leków. Jak państwo widzą, chemię będę teraz łykać nie co 7 dni, tylko co 5 (za co odpowiada pani), steryd zostaje bez zmian, czyli codziennie rano (za co odpowiada Nasz Drugi Człowiek, który i tak wstaje wcześnie, co ma swoje wielkie zalety, gdyż daje się on łatwiej zaszantażować mnie Mechatkowi, żeby dodał więcej do miseczki i jest bardziej tolerancyjny na moje smakowe wydziwiania), a na dodatek trzeba mi do pyszczyła podawać taką bardzo odżywczą białą papkę, która nazywa się Megalia, za co też odpowiada pani, która się nie certoli, tylko ładuje strzykawką i już.

W związku z tym, że pani się tak bardzo martwi moją małą wagą, pan doktor cały czas uspokaja, że po pierwsze i tak nieźle sobie radzę po ponad 2 latach leczenia takimi silnymi lekarstwami, a po drugie wciąż mam całkiem niezły nastrój (mogą sobie państwo sami przeczytać: "zachowuje się normalnie", czyli jest kontaktowa i miziasta), co jest najbardziej istotne, więc mówi do moich ludzi: "proszę na razie kota nie spisywać na straty".

I ze mną jest tak.

Ciekawie jest też z Niutką, która na stare lata robi się zdecydowanie mniej autystyczna, aż pani jest w szoku. Ale nie aż takim ogromnym, ponieważ już raz obserwowała takie zjawisko, a mianowicie wtedy, gdy Sonia na starość zrobiła się odważna i chętna na głaskanie, chociaż wcześniej była skrajnie nieśmiała i uciekała, gdy ktoś tylko na nią popatrzył. No więc Niutka robi się coraz bardziej kontaktowa. Zaczęła codziennie rano przychodzić do łóżka, gwałtownie trącając i śliniąc rękę pani, żeby pani tą ręką Niutkę pogłaskała, najlepiej mocno i długo. I jest to dla niej zupełnie nowe zachowanie, tak pani powiedziała. I powiedziała też, że to bardzo miłe, poza tymi momentami, gdy Niutka zagarnia rękę pani swoją łapką, w której ma pazury. A ponieważ jest majnkunem, to jej pazury są duże. I wtedy już nie jest tak całkiem miło, bo nie zawsze uda się zdążyć schować rękę pod kołdrą.

Ilustracja o tym, jak Niutka spała w domku i wypadła, bo jak się rozprostuje,
to jest za długa, żeby się zmieścić.

A z Leeloo jest bez zmian, czyli fajnie. Poza tym, że panią niepokoi jedna sprawa. Otóż Leeloo wszystkiego uczy się przez naśladowanie mnie Mechatka i New. I ostatnio zaczęła naśladować nasze dźwięki. I umie już robić "chchchrrr!" tak jak ja Mechatek oraz miauczeć w obcym języku, tak jak Niutka, która jak wiadomo miauczy trochę inaczej, ponieważ jest majnkunem i robi "aaacha! aaacha!". Pani mówi, że w sumie to by chyba wolała, żeby Leeloo jednak normalnie mruczała, a nie robiła "chchchrrr!"

No, ale co złego w "chchchrrr!"?

14 lutego 2016

Walentynki



Proszę Państwa, ja Mechatek oraz całe nasze stado życzymy Państwu mnóstwo miziania, dużo smakołyków i żeby się Państwu przydarzały same miłe chwile i sami mili ludzie, chchchrrr!


18 grudnia 2015

Darth Leeloo



A to jest, proszę Państwa, Darth Leeloo, czyli nasza Leeloo w specjalnej charakteryzacji, która nie jest przypadkowa, gdyż wynika z aktualnej sytuacji, jaka teraz panuje między Leeloo a mną Mechatkiem. Ta sytuacja polega na tym, że zapanowała między nami wielka przyjaźń polegająca na wzajemnym myciu się po wszystkich częściach ciała. Ta przyjaźń nastała od bardzo niedawna i jest wielkim zaskoczeniem, biorąc pod uwagę nasze wcześniejsze wzajemne relacje międzykocie.


No i Pani zauważyła, że najczęściej ja Mechatek myję leelootkową gwiazdę śmierci, która jest różowa i dlatego bardzo wyrazista.
ps. A jakby ktoś z Państwa nie wiedział, gwiazda śmierci to taka specjalna elegancka nazwa na tę część kota, przez którą wychodzą na zewnątrz produkty, aby pojawić się w kuwecie.

17 lipca 2015

Wielkie podziękowanie nie tylko od Mechatka

Proszę Państwa, a to jest oficjalne podziękowanie, które ja Mechatek zamieszczam również w imieniu Niuty i Leeloo, ale przede wszystkim jest ono od Pani i od Naszego Drugiego Człowieka. Jest to podziękowanie dla Gosi, która nazywa się Rude de Wredne i która jest wielką przyjaciółką Pani i na którą Pani mówi Gosiaku (tak samo, jak mówiła Soniaku do Soni, która była wielką przyjaciółką mnie Mechatka), gdyż jest to pieszczotliwe zdrobnienie.


I jest to podziękowanie bardzo wielkie, gdyż dzięki temu, że Gosia się nami trzema zajęła przez pięć dni, Pani i Nasz Drugi Człowiek mogli w tym roku pojechać na urlop, co było strasznie ważne, gdyż nie mieli urlopu już od dwóch lat: dwa lata temu, bo się przeprowadzałyśmy, a rok temu, bo trzeba się było przez cały czas zajmować chorobą Reszki i moją Mechatka, więc o żadnych wyjazdach nie mogło być mowy, przez co Pani i Nasz Drugi Człowiek padali już na pychole.

Pani mówi, że na trzy dni to jeszcze by nas zostawiła same z zapasami chrupek i wody w miseczkach, ale pięć to jest za dużo i dlatego Gosia była niezbędna, a jej pomoc nieoceniona.

Na szczęście w tym roku się udało wszystko zgrać: i ich urlopy w miejscach, gdzie zarabiają na nasze chrupki i dni, w których ja Mechatek przyjmuję lekarstwa i opiekę nad nami, więc nasi ludzie mogli sobie pojechać na Roztocze, żeby podziwiać coś, co się nazywa szypoty na Tanwi, a co podobno zapiera dech w piersiach, nawet jak nie ma upałów.

I dzięki temu nie padną na pychole.

Chchchrrr!


16 lipca 2015

Fotoreportaż o tym, że pudełko jest najważniejsze

W pudełku przyszły prezenty dla nas trzech. Prezenty prezentami, o tym, że były bardzo fajne, napiszę innym razem, bo najważniejsze jest pudełko, o czym wie każdy kot i kociarz. Pudełko stało się hitem, a na drugim miejscu wędka z piórkami, która razem z puchatymi sardynkami oraz słoikiem kocimiętki i smakołykami była w środku.

Ja Mechatek jako królowa pudełka

W pudełku każda z nas chciała sobie posiedzieć. Ustaliłyśmy jednak kolejkę, żeby każda z nas mogła sobie trochę skorzystać bez niepotrzebnych przepychanek.

Kolej na Leeloo
Kolejka do pudełka





Kolej na Niutkę
A teraz ja - Mechatek!





















10 maja 2015

Rozstrzygnięcie konkursu RESZKA czy LEELOO?

Proszę Państwa!
Dziś jest bardzo ważny dzień, ponieważ dziś miało nastąpić rozstrzygnięcie konkursu dla zaawansowanych pod tytułem "Reszka czy Leeloo" i ono właśnie nastąpiło. I teraz ja Mechatek to rozstrzygnięcie zaraz zamieszczę i wszystko się okaże. I będą sobie Państw mogli sprawdzić, kto wykazał się wielką wiedzą na temat wyglądu Reszki i Leeloo oraz wielką spostrzegawczością i w związku z tym otrzyma nagrodę, która przyjdzie pocztą.

Konkurs polegał na tym, że na moim mechatkowym profilu na FB został zamieszczony album z 49 zdjęciami i trzeba było zgadnąć, czy na zdjęciu jest Reszka czy Leeloo i napisać odpowiedź w komentarzu pod zdjęciem. Konkurs był trudny (i dlatego nazywał się dla zaawansowanych), ale nie aż tak trudny, jak się Pani obawiała. Wzięło w nim udział aż 10 osób i większość poradziła sobie niewiarygodnie dobrze, że aż Pani się dziwi, jak to możliwe, bo ona sama miałaby trudność.

Większość zdjęć nie budziła wątpliwości i Państwo od razu wiedzieli, czy na zdjęciu jest Reszka czy Leeloo: bo Reszka miała białe pończoszki, a Leeloo skarpetki, bo Reszka miała dłuższe uszy i złotozielony kolor oczu (a Leeloo miodowy) i bo na niektórych zdjęciach była też Sonia, która odeszła, kiedy mieszkałyśmy jeszcze w Bielsku-Białej. Błyskawicznie wychwycili Państwo te różnice (bo wbrew pozorom Reszka i Leeloo wyglądają nieco inaczej i mają też zupełnie inne charaktery, których na zdjęciach nie widać tak dokładnie, ale są one dowodem, że każdy kot jest wyjątkowy).

Ale były też zdjęcia, które sprawiły trochę trudności. Oto one wraz z prawidłowymi odpowiedziami:

zdjęcie nr 3 - Reszka
zdjęcie nr 15 - Leeloo
zdjęcie nr 17 - Leeloo
zdjęcie nr 34 - Reszka
(fot. Nasz Drugi Człowiek)
zdjęcie nr 35 - Leeloo
zdjęcie nr 43 - Leeloo
zdjęcie nr 45 - Reszka
































































A tak wygląda tabela zwycięzców!
 

uczestnicy
udzielone odpowiedzi
pominięte zdjęcia
odpowiedzi błędne
PUNKTY
1
Ewa Anna
49
-
zdjęcie nr 3
48
2
Anna Głowacka
48
zdjęcie nr 10
zdjęcie nr 43 (niepotrzebne wahanie)
47
3
Chris Reynolds
49
-
zdjęcie nr 3, 45
47
4
Ewa Kosieradzka
48
zdjęcie nr 6
zdjęcie nr 17,35, 43
45
5
Marta Radomska
48
zdjęcie nr 10
zdjęcie nr 17, 35, 43
45
6
Danuta Marianka
49
-
zdjęcie nr 17, 34, 35, 43, 45
44
7
Katarzyna Felczak
49
-
zdjęcie nr 17, 34, 35, 43, 45
44
8
Magdalena Ściepłek
48
zdjęcie nr 2
zdjęcie nr 15, 17, 34, 35, 43
43
9
Magdalena Różycka
2 (zdjęcie nr 8, 9)
cała reszta
-
2
10
Agnieszka Kuś
1 (zdjęcie nr 1)
cała reszta
-
1

Pierwsze miejsce bezsprzecznie zajmuje Ewa Anna! Udzieliła odpowiedzi pod każdym zdjęciem i tylko raz się pomyliła! Ja Mechatek i Pani serdecznie gratulujemy, a Państwa zapraszamy do lektury jej bloga pod tytułem: Mój zwierzyniec.

Drugie miejsce zajmują ex aequo: Anna Głowacka i Chris Reynolds z 47 punktami, a trzecie (również ex aequo): Ewa Kosieradzka i Marta Radomska!

Wszystkim dziękujemy za wspólną zabawę i gratulujemy!  Zwyciężczynię konkursu oraz osoby, które zajęły drugie i trzecie miejsce prosimy o kontakt (najlepiej przez FB), żeby uzgodnić, gdzie przesłać nagrody.

Chchchchrrr!

6 marca 2015

Raport o stanie zdrowia

Bardzo długo mnie Mechatka tu nie było, chociaż tak w ogóle to jestem i Pani powiedziała, że najwyższy czas napisać raport o stanie zdrowia, bo mamy wszyscy już trochę wolnej energii i siły, więc trzeba ją spożytkować. Przez prawie całe ostatnie dwa miesiące energia i siła Pani były skoncentrowane na czymś innym, a mianowicie na franku szwajcarskim, który się u nas parę lat temu zagnieździł i zrobił się bardzo uciążliwy, ale Pani już wymyśliła plan działania, więc może się zająć czymś dużo ważniejszym czyli pomaganiem mi Mechatkowi w pisaniu tego bloga.

I ten raport o stanie zdrowia zrobimy dlatego, że na początku każdego roku rząd publikuje raport o stanie państwa, który mówi wszystkim, jak jest. My się nie wyrobiliśmy na początek roku, ale jak widać zdążymy przed początkiem pierwszego kwartału, a takie opóźnienie jest jak najbardziej akceptowalne, tak Pani powiedziała. I jeszcze ten raport będzie nie tylko o mnie Mechatku, ale także o Niutce i Leeloo, bo dużo się u nas wszystkich trzech ze zdrowiem działo. I ja Mechatek napiszę, jak jest.


Wszystko zaczęło się od tego, że Leeloo, która się do nas adoptowała w październiku, przyniosła chorobę nazywającą się koci katar. Chociaż nazwa tej choroby jest niegroźna, to sama choroba jest bardzo groźna, zwłaszcza dla małych kotów oraz kotów z obniżoną odpornością. U nas w domu, jak wiadomo, małych kotów nie ma, za to jest przynajmniej jeden kot z obniżoną odpornością, czyli ja Mechatek. Moja obniżona odporność wynika z tego, że przyjmuję chemioterapię w tabletkach co trzy dni, która ma utrzymać chłoniaka czyli tego nowego(s)twora, na którego choruję, w ryzach. No i się zrobił kłopot z tym kocim katarem. O ile z Niutką i Leeloo kłopot zrobił się w sumie niewielki, bo obie po wizycie w lecznicy dostały po prostu antybiotyki i lekarstwa na podniesienie odporności (Unidox i Immunodol), które sobie doskonale sobie z kocim katarem radzą i obie przestały psikać już po trzech tygodniach, to u mnie Mechatka kłopot był bardzo duży, gdyż się zrobił straszny dylemat. Na początku była jeszcze nadzieja, że może się tym katarem jakoś nie zarażę, no ale kiedy i ja zaczęłam psikać, to stało się jasne, że trzeba będzie wybrać jedną z dwóch decyzji, o których powiedział mój pan doktor Jagielski:
  1. albo liczymy na to, że moja odporność mimo osłabienia sobie z tym kocim katarem poradzi
  2. albo odporność wzmacniamy
I to były, proszę Państwa, decyzje zasadnicze. Każda z tych decyzji była ryzykowna, bo jeśliby sobie moja odporność nie poradziła, to mnie Mechatka nie załatwiłaby poważna choroba czyli chłoniak, tylko zwykły koci katar. A odporność jest po to osłabiana, żeby osłabić też chłoniaka. Więc jeśli ją wzmocnimy, to może i leczenie kociego kataru przebiegnie sprawnie, ale za to chłoniak bardzo się wypasie. Pani i Nasz Drugi Człowiek razem z panem doktorem zdecydowali, że będziemy liczyć na moją odporność, które jakieś resztki mimo chemioterapii zostały, żeby nie wzmacniać chłoniaka i bardzo czujnie obserwować: czy sobie radzi, czy nie radzi. Żeby tej mojej odporności dodatkowo nie osłabiać, pan doktor zdecydował, że odstawimy chemioterapię aż do czasu, kiedy objawy kataru nie ustąpią. I jeszcze, żeby odetkać zapchany nosek, bo bardzo sapałam, dostałam takie specjalne kropelki, które trzeba było rozpuszczać w gorącej wodzie i robić parówki, więc trzy razy dziennie Pani albo Nasz Drugi Człowiek chowali się ze mną Mechatkiem pod koc i też wdychali i to bardzo pomagało, chociaż pachniało okropnie. I też dostałam antybiotyk Duomox.

Leeloo i Niutka jako kotki o mocnych organizmach wyleczyły się szybko, a po antybiotyku i naparach objawy kataru ustąpiły też u mnie i ja Mechatek mogłam się wybrać na kontrolę, żeby zdecydować, co dalej z leczeniem chłoniaka. Zostałam też zważona, żeby dopasować dawkowanie i pobrali mi krew z łapki. I okazało się dużo optymistycznych rzeczy. O, proszę:


Najważniejsze rzeczy są podkreślone na czerwono. I tam jest na przykład napisane, że przytyłam aż do 2,7 kg. Ja Mechatek nigdy tyle przedtem nie ważyłam i pan doktor powiedział, że to pewnie po tych sterydach jestem taka napakowana. I generalnie w tym wypisie jest prawda, poza jedną rzeczą, którą zaznaczyłam pytajnikiem. Przecież wszyscy wiedzą, że ja Mechatek jestem niepodawalna! Więc to powinno być napisane tak: tabletki przyjmuje z wielkim trudem, plując, drapiąc i wyjąc. I wtedy by to trochę oddawało sytuacje, które co wieczór mają miejsce w naszym domu.

Ale najważniejsze z tego wszystkiego jest na końcu. Remisja choroby oznacza, że chłoniak nie daje żadnych objawów, chociaż miałam przerwę w chemioterapii. Więc po tej wizycie pan doktor zdecydował, że skoro koci katar udało się przegnać, to wracamy do leczenia chłoniaka i przyjmowania chemioterapii w tabletkach. Od tamtej wizyty minęły już dwa miesiące, więc w przyszłym tygodniu idziemy na kolejną wizytę kontrolną, na której muszę być na czczo, żeby można było zrobić badania, a na czczo jest bardzo nieprzyjemnie. Pani się martwi, bo znowu trochę schudłam i czasami wymiotuję, więc podczas wizyty się dowiemy, czy ta remisja jest nadal.

Chchchrrr!

6 stycznia 2015

Trzy Królowe przybywają

Trzy Królowe przybywają
Dary składać zapraszają
Hej, Koteria, Koooteria!

Ważna nawet mała kwota
Najważniejsze - dobro kota
Dla Koterii, Koooterii!

Każdy grosik się tu liczy
Tako rzecze kot z ulicy
Hej, Koteria, Koooteria!

Chrupek zbiera się do chrupka
Aż się zbierze wielka kupka
Dla Koterii, Koooterii!


Dary składać należy tutaj:

http://www.siepomaga.pl/r/mechatek-dla-koterii

Do pomagania kotom, którymi zajmuje się KOTERIA, zapraszają (od lewej):

- Królowa Mechatek, koordynatorka akcji: Pomoc dla kotów z KOTERII
- Królowa Leeloo, która dzięki Koterii ma dom
- Królowa Niutka ze znamienitego rodu Maine Coonów.

31 grudnia 2014

Okołosylwestrowe refleksje Mechatka

Ten felieton jest tak zatytułowany, ponieważ ludzie obchodzą dziś specjalny dzień, który się nazywa Sylwester. Jest on ludziom bardzo potrzebny do tego, żeby zauważyli, że minął stary rok i od jutra będą mieć już nowy, który też będzie trwał cały rok. Jest to bardzo dziwne z punktu widzenia mnie Mechatka, ponieważ koty nie muszą dzielić czasu na różne kawałki i ich specjalnie nazywać, a dzieje się tak dlatego, że nie zauważają, że czas płynie, bo u kotów wszystko się wydarza samo z siebie we właściwej kolejności.

Ludzie tego nie umieją i muszą sobie o tym przypominać, żeby się całkiem nie pogubili. Przypominanie musi być bardzo głośne, bo inaczej ludzie nie zwróciliby na nie uwagi, gdyż w porównaniu z kotami mają bardzo słaby słuch. I to jest najważniejszy powód, który powoduje, że tego dnia ludzie muszą mieć bardzo głośno i to na całym świecie, żeby rok im minął wszystkim równocześnie. Kupują w tym celu różne rzeczy powodujące hałas w specjalnych sklepach z hałasem, a potem ten hałas robią o specjalnej godzinie, która nazywa się północ.

I mnie Mechatkowi się to bardzo nie podoba, chociaż nie osobiście, bo ja Mechatek wiem, że ten hałas jest bardzo daleko, ale wiele kotów tego nie wie i dlatego w Sylwestra się boją.

Ich banie się jest bardzo duże, bo hałas też jest bardzo duży, mniej więcej taki, jakby dziesięć odkurzaczy naraz włączyć w domu, a przecież wiadomo, jak koty reagują na odkurzacz i że to jest dla kota straszliwy stres. Nie wszystkie koty potrafią z odkurzaczami walczyć tak, jak potrafiła Reszka, a na dodatek w tym wypadku się nie da, bo odkurzacz jest blisko i można się na niego rzucić, a na hałas nie. Wobec hałasu można być tylko bezradnym i się go bać oraz schować, na przykład do szafki, do domku, albo na kolanach u swoich ludzi, bo wtedy jest raźniej. Niestety, wielu ludzi tego dnia wychodzi z domu, żeby świętować gdzie indziej i podczas największego hałasu nie ma ich w domu, przez co koty boją się jeszcze bardziej, bo to jest tak, jakby były z dziesięcioma odkurzaczami sam na sam.

Ja Mechatek i New schowane na półce przed odkurzaczem

Jedne koty boją się bardziej, a inne mniej i nie wiadomo, od czego to zależy. U nas w domu na szczęście jest tak, że żadna z nas się do tej pory nie bała i dlatego w Sylwestra nie przeżywamy stresu i to nie tylko ja Mechatek czy New. Nie bała się także Reszka, a nawet moja największa przyjaciółka Sonia.

20 grudnia 2014

Chrupek do chrupka, aż zbierze się kupka!

Proszę Państwa! Lubicie Państwo koty, prawda? I chwytają Was za serca historie o kotach, które nie mają domu? I chcieliby Państwo im pomóc, prawda? Więc ja Mechatek bardzo zapraszam do wspólnego pomagania!


W naszym kraju jest podobno (tak Pani przeczytała) ponad 5 milionów kotów domnych, które mieszkają w swoich domach. Takich, jak ja Mechatek, Niutka czy Leeloo adoptowana w październiku z Koterii.  A ile jest bezdomnych i miejskich, tego nie wie nikt, ale pewnie jeszcze więcej... Pani przeczytała w artykule, że w samej Warszawie, czyli tu, gdzie my mieszkamy, może być ich nawet kilkadziesiąt tysięcy. Tylko w jednym mieście, proszę Państwa!

Na co dzień pomaganiem takim kotom zajmują się specjalne organizacje, składające się z ludzi, którzy też lubią koty i najpierw wyłapują je z ulicy, potem sterylizują, a na koniec szukają im domów i odpowiednich ludzi. I taką organizacją jest właśnie warszawska Koteria.

19 grudnia 2014

Mechatek i Leeloo w jednym stały domu

Bardzo dowolna przeróbka wierszyka Aleksandra Fredry o Pawle i Gawle:

Mechatek i Leloo w jednym stały domu,
Leeloo na górze, Mechatek na dole;
Mechatek, spokojna, nie wadzi nikomu,
a Leeloo najdziksze wymyśla swawole.


Leeloo na górze, Mechatek na dole