14 lipca 2017

Kto by pomyślał...

... czyli mały wielki kot

Kto by pomyślał, że istnieją koty tak mocno pragnące przeżyć i mieć dom, że potrafią sobie upolować ludzi na ulicy? A na dodatek upolować tych właściwych? Mechatek tak właśnie do nas trafiła w pewien mroźny grudniowy dzień, prawie 13 lat temu. Gdyby ich nie upolowała, prawdopodobnie dawno by jej już nie było, ale szybko okazało się, że upór i determinacja w dążeniu do celu to jedne z jej najważniejszych cech.

Mechatek obserwująca ruch uliczny

Nie wyglądała wtedy zbyt pięknie, miała krzywe nóżki, trochę zezowała, była chuda, zapchlona i zmierzwiona, ale zupełnie się tym nie przejmowała, bo niby dlaczego miałaby się przejmować czymś tak nieistotnym, jak żartobliwe przezwisko "Paskudek", które przylgnęło do niej na kilka pierwszych lat? Priorytety Mechatka od początku były bardzo czytelne.



lipiec' 2017
Mechatek na moich kolanach

Kto by pomyślał, że Mechatek okaże się absolutnie wyjątkowym kotem, dla którego na pierwszym miejscu zawsze będzie kontakt z człowiekiem, a dopiero na drugim jedzenie czy zabawa? Czasem zaczynała jeść dopiero wtedy, gdy została pogłaskana, a czasami trzeba było jej towarzyszyć podczas całego posiłku. Uwielbiała głaskanie i potrafiła się o nie dopominać z ogromną nachalnością. Uwielbiała udeptywać swoich ludzi i była w stanie robić to godzinami. Jej ulubione miejsce do snu znajdowało się pomiędzy naszymi głowami, gdzie mościła się zaraz po tym, jak położyliśmy się do łóżka. Oczywiście lubiła też spać na włączonym dekoderze, a zimą na kaloryferach, błyskawicznie lokalizując wszystkie ciepłe miejsca w mieszkaniu.

lipiec' 2017
Mechatek na stole, po którym oczywiście
nie wolno chodzić ;)

Kto by pomyślał, że pozostanie taka malutka i drobna? W swoich najlepszych latach ważyła 2,55 kg. Taki kot - miniaturka, za to z niesamowicie wyrazistym charakterem i wielkim sercem. Przyjaciółka całego świata, błyskawicznie podbijająca nie tylko serca odwiedzających nas gości, którym natychmiast ładowała się na kolana, ale także listonoszy czy kominiarzy, którzy na moment pojawiali się w przedpokoju. Ujmowała ludzi swoją niezwykłą ufnością i serdecznością, tak jakby od świata spodziewała się tylko dobroci. Była absolutną mistrzynią w tworzeniu ciepłych i pełnych czułości więzi. Moja dawna przyjaciółka do dziś wspomina z rozrzewnieniem sytuację, gdy bardzo płakała, a Mechatek z oddaniem zlizywała z jej policzków słone grochy. Pocieszała też swoją największą przyjaciółkę Sonię, kiedy ta wracała z wizyty u doktora Wątroby, myjąc jej futerko i przytulając się, by zmniejszyć sonine stresy.

2009
Charakter Mechatka

Kto by pomyślał, że chociaż na portalu Unitedcats swoje kocie blogi będą mieć wszystkie cztery moje koty, to właśnie wpisy Mechatka okażą się najchętniej czytane? Każdy z tych blogów pisany był innym językiem, który miał na celu oddać specyfikę poszczególnych kocich osobowości. Jako copywriter i były dziennikarz doskonale się przy tym bawiłam, traktując to jako niezwykłe ćwiczenie stylistyczne: 4 kocie narratorki, każda z odrębnym stylem pisania, wzorowanym na ich charakterach i zachowaniach. Mechatek jako narratorka szybko stała się zupełnie autonomiczną postacią. Na tyle pełnokrwistą, że kiedy otrzymałam propozycję współpracy z portalem "Świat Kotów", było oczywiste, że powinna dostać tam swoją rubrykę. To najlepiej oddaje jej wyjątkowość.

Kto by pomyślał, że niepozorna znajdka-miniaturka o metafizycznym imieniu, która nie wymawia "m" i dlatego nie umie mruczeć, tylko robi "chchchrrr", stanie się najpierw popularną felietonistką, a potem właścicielką własnego bloga i fanpage'a? Pisała śmiesznym językiem, celowo popełniając gramatyczne błędy i bardzo świadomie posługując się słowem. Tak pisałaby Mechatek, gdyby naprawdę potrafiła pisać.

lipiec' 2017
Mechatek ze swoim człowiekiem. Często spędzali czas w ten sposób.

Kto by pomyślał, że Mechatek będzie się opiekować również swoimi ludźmi? Kiedy któreś z nas wracało z pracy wyjątkowo zmęczone, na zmianę z  Reszką i Niutką trzymała "wartę", nie odstępując swojego człowieka na krok, dopóki nie zaczynał nabierać energii. Była też bardzo odważna, kiedy trzeba nas było bronić. Rafał mówi, że tylko raz widział Mechatka w takim szale, jak wtedy gdy z wrzaskiem rzuciła się na Reszkę, bo ta śmiała podnieść na nas łapę z pazurami. Tak, ta mała koteczka rzuciła się na Reszkę, aby nas obronić! Choćby za to jesteśmy jej winni wielką wdzięczność.

Kto by pomyślał, że kiedy przeprowadzimy się do Warszawy i zamieszkamy z Rafałem, Mechatek wreszcie otrzyma od życia to, co powinien dostać każdy kot? Swojego człowieka, takiego, który nie zważając na niedostatki urody obdarzy ją prawdziwą miłością, a nawet zachwytem? Patrzyłam zdumiona, jak z tej rafałowej miłości Mechatek z miesiąca na miesiąc staje się piękniejsza, aż wreszcie już nie dało się jej nazywać "Paskudkiem". Rafał popatrzył na nią sercem i zobaczył to, co niewidoczne dla oczu. I dlatego jego zdjęcia Mechatka były tak niesamowite, a ich więź tak niezwykła.

To on wstawał codziennie jakimś niemożliwym świtem, aby przed wyjściem do pracy zdążyć podać jej wszystkie tabletki zlecone przez pana doktora: i steryd, i te na układ moczowy, i te na apetyt, i te na lepsze trawienie.

Kto by pomyślał, że okażemy się aż takimi "szczęściarzami" (jak z nutką troskliwej ironii nazywali nas niektórzy z pracowników Przychodni Weterynaryjnej Białobrzeska), gdy w listopadzie 2014 roku stało się jasne, że Mechatek ma chłoniaka? Przecież zaledwie miesiąc wcześniej pożegnaliśmy Reszkę. Mieliśmy ogromną nadzieję, że diagnoza Mechatka będzie inna. Była przecież możliwość, że to po prostu nieswoiste zapalenie jelita i chociaż to też niełatwa choroba, to bardzo na to liczyliśmy. Po potwierdzeniu diagnozy chłoniaka Mechatek zaczęła przyjmować lek do chemioterapii Leukeran, a my dowiedzieliśmy się, że statystyki przeżywalności przy tym rodzaju nowotworu wskazują, że ma przed sobą od 16 do 24 miesięcy.


Mechatek z doktorem Stadnickim,
który robił jej USG.

Po prawej Mechatek ze swoim onkologiem, doktorem Jagielskim.

fot. Rafał Nowakowski
(Nasz Drugi Człowiek)

kliknij zdjęcie, aby je powiększyć

Kto by pomyślał, że Mechatek postanowi zupełnie zlekceważyć te statystyki i od chwili rozpoczęcia swoich zdrowotnych kłopotów przeżyje z nami niemal trzy lata? Przeżyje je w dobrej kondycji, dobrze tolerując chemioterapię i nie uskarżając się na brak apetytu. Zaczęła mocniej chudnąć latem 2015, ale cały rok 2016 był stabilny. Mechatek przyjmowała leki zgodnie z harmonogramem, a ja mniej więcej co dwa miesiące sporządzałam nową tabelkę, która porządkowała kwestie medyczne i pomagała nam dopilnować wszystkich terminów: kiedy na wizytę kontrolną, kiedy kolejna dawka Leukeranu (co 5, potem co 6 dni), kiedy na zastrzyk z witaminą B12 i tak dalej.

Było stabilnie aż do grudnia 2016, kiedy zdarzył się pierwszy poważny kryzys, na tyle poważny, że nie pojechaliśmy na święta do rodziców Rafała, bo musieliśmy zamiast tego pojechać w wigilijny poranek do lecznicy.

Po lewej: Ja z Mechatkiem w tramwaju podczas drogi powrotnej z lecznicy do domu.
fot. Rafał Nowakowski
(Nasz Drugi Człowiek)

kliknij zdjęcie, aby je powiększyć

Kto by pomyślał, że od tamtego momentu kryzysy zaczną się zdarzać coraz częściej? Najpierw co dwa miesiące, potem co miesiąc. Mechatek ważyła coraz mniej i chudła w oczach. Od czasu do czasu odzywało się zapalenie pęcherzyka żółciowego lub komplikacje z drogami moczowymi. Mimo wszystko, Mechatek doceniała drobne przyjemności życia. Kiedy przeprowadziliśmy się do nowego, większego mieszkania, Mechatek przypomniała sobie uroki drapaka (pamiętała tę przyjemność jeszcze z Bielska-Białej, bo tam też mieliśmy drapak, tyle, że znacznie mniejszy) i z ogromną frajdą wypróbowywała wszystkie możliwości.

kliknij zdjęcie, aby je powiększyć

Aż wreszcie kryzys zdarzał się niemal co tydzień. Coraz mocniejsze stały się również wahania apetytu i do jedzenia trzeba było ją namawiać. Mechatka! Kota, który tak lubił jeść... Wróciły wymioty i biegunki i stało się oczywiste, że Leukeran przestał spełniać swoje zadanie. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nasza wspólna przygoda powolutku zbliża się do końca. Zmiana leku do chemioterapii przyniosła jedynie chwilową poprawę. To było kilka dobrych dni z dawnym Mechatkiem, który ma ochotę jeść, bawić się, nawiązywać kontakt, a nie tylko spać.

Podczas jednej z ostatnich wizyt otrzymaliśmy od doktora Jagielskiego ankietę, pozwalającą ocenić jakość kociego życia, aby łatwiej podjąć decyzję, czy to już. Och, jakie burzliwe dyskusje toczyliśmy wokół tej ankiety...

Kto by pomyślał, że przyjdzie dzień, w którym nie będzie już wątpliwości? Że oboje będziemy wiedzieć, że to już? I kto by pomyślał, że poczujemy się na to zupełnie nieprzygotowani?

9 lipca 2017
Ostatnie zdjęcie Mechatka

Kto by pomyślał, że kiedy wrócimy do domu z pustym kontenerkiem, zdziwiona Leeloo będzie go raz za razem obchodzić z każdej strony i zaglądać do środka z nadzieją, że wyjdzie z niego Mechatek? Przecież zawsze wychodziła, a Leeloo witała ją łagodząc stres po wizycie w lecznicy przyjacielskim liźnięciem.

Kto by pomyślał, że New, która w chwili naszego powrotu spała na drapaku, odkryje brak Mechatka dopiero następnego dnia? Będzie zdumiona, że ranek przebiega inaczej niż zwykle. Przecież od wielu miesięcy przebiegał zawsze tak samo. Rafał wstawał wcześniej, aby zdążyć podać Mechatkowi wszystkie poranne lekarstwa i nakarmić ją ulubioną mokrą karmą, a jeśli nie dojadła kilku chrupek, New wskakiwała na szafkę, na której stała miseczka i wyjadała resztki.  A kiedy stanie się jasne, że dziś będzie inaczej, bo nie będzie komu podawać lekarstw, New w wielkim niepokoju zacznie szukać jej po całym mieszkaniu i wydawać pytające miauknięcia?


Kto by pomyślał, że po prostu pękną nam serca...

Zapraszam na pamiątkowy film o Mechatku. Zobaczcie i posłuchajcie...





ps. 1. Z całego serca dziękujemy za wszystko, co zrobiła dla Mechatka Przychodnia Weterynaryjna Białobrzeska. Ogromna wdzięczność należy się lekarzom, którzy mieli okazję poznać Mechatka podczas różnych wizyt: Dorocie Cieślak-Tymochowicz, Marzennie Dużej-Dembele i Mariuszowi Siedlickiemu, który najlepiej poznał jej wnętrze dzięki licznym badaniom USG. Szczególne podziękowania chcielibyśmy złożyć doktorowi Dariuszowi Jagielskiemu, który był lekarzem prowadzącym Mechatka, gdyż to dzięki jego wiedzy, uważności i trosce Mechatek tak długo mogła się cieszyć życiem, a my jej obecnością.

ps. 2. Dziękujemy wszystkim czytelnikom Mechatka za wspaniałe wspólne lata. Dziękujemy za słowa otuchy i wsparcia oraz możliwość dzielenia się naszymi troskami i radościami. I za trzymanie kciuków. Dzięki temu było i jest nam choć trochę raźniej.

ps. 3. Będziemy bardzo wdzięczni za powstrzymanie się od komentarzy mających charakter wierzeń lub wyobrażeń na temat tego, gdzie aktualnie przebywa Mechatek i co tam robi. Nie podzielamy tych wierzeń i nie stanowią one dla nas pocieszenia, a raczej powód do niepotrzebnej irytacji. Być może stanowią one jakiś rodzaj pocieszenia dla osób, które je wyznają, ale nam do niczego nie są potrzebne, bo żadne wyobrażenia nie zmienią podstawowego faktu, że Mechatek umarła i jej nie ma. Jeśli uważają państwo, że Mechatek gdzieś przebywa, prosimy o przyprowadzenie jej do domu. Nie chcemy, żeby błąkała się po cudzych zaświatach.

Będziemy również wdzięczni za powstrzymanie się od komentowania za pomocą infantylnych naklejek ze zwierzątkami tryskającym łzami. Mechatek zasługuje na coś więcej.

Zdecydowałam się napisać o tym od razu, aby uniknąć niepotrzebnych nerwów, jakie miały miejsce po śmierci Reszki.

ps. 4. Nie wiem jeszcze, co będzie z blogiem Mechatka i jej stroną na Facebooku. To jest za świeże, aby coś postanawiać. Blog powinien mieć narratora. Być może ten blog zostanie zakończony, gdyż styl Mechatka jest absolutnie niepowtarzalny i nawet, gdyby ktoś próbował pisać jej specyficznym językiem, będzie to marna podróba. Być może poprowadzę go ja, choć wtedy straci on swój unikalny charakter; wszak kocich blogów prowadzonych przez ludzi, z ludzkim narratorem jest już wiele. Może zacznie pisać któraś z naszych pozostałych kotek. Tak czy siak, na takie decyzje jest zbyt wcześnie.


27 komentarzy:

  1. Czytam ze łzami w oczach. Ogromnie współczuję...

    OdpowiedzUsuń
  2. Elu,masz coś w sobie,że tak lgną do Ciebie koty i ludzie. Koty są mądre,a z ludzmi bywa różnie. Mechatek to czuł...Bardzo współczuję Wam obojgu. Strata jest zawsze bolesna.Mechatek na przekór losowi dał jeszcze ponad statystyczną radość i to się liczy ale dobrze wiem,że i o tym wiecie.Pozdrawiam Was wszystkich, Iwona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy. Ponadstatystyczna radość była ważna i cenna. Takie słowa również.

      Usuń
  3. Czytam i płaczę. Tak mi przykro.... Żegnaj Mechatku.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ogromnie współczuję...
    Nie znam słów które potrafiłyby wyrazić żal z powodu jej odejścia, ale wiem, że była bardzo szczęśliwym kotem mając takich ludzi jak Wy a Wy byliście bardzo szczęśliwymi ludźmi mając Mechatka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrzebowałam czasu, aby to jakoś w słowa ubrać.

      Usuń
  5. Żegnaj Mechatku , tak bardzo mi przykro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za ciepłe słowa pożegnania.

      Usuń
  6. Pięknie napisałaś. O pięknym Kocie. I o Jej pięknym życiu. I moje łzy dołączam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam napisać najpiękniej, jak potrafię. Ale wciąż brakowało mi słów...

      Usuń
  7. Kazde z naszych zwierzat jest jedyne i wyjatkowe, strata kazdego boli jednakowo mocno. Tak mocno, ze myslimy wtedy, ze rany w naszej duszy nigdy sie nie zagoja, ze sie nie podniesiemy, ze nie wystarczy lez, by oplakac przyjaciela.
    Bardzo Wam wspolczuje i sciskam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. Tak, mimo miniaturkowych rozmiarów obecność Mechatka w świecie była tak intensywna, że teraz zrobiła się wielka dziura...

      Usuń
  9. Elu, Rafale - przyjmijcie moje najszczersze kondolencje. Czytałam ze łzami w oczach i nawet sobie nie wyobrażam, jak bardzo musicie cierpieć. Macie piękne wspomnienia związane z Mechatkiem, to musiała być wspaniała kocinka, żałuję jedynie, że dopiero dziś trafiłam na Jej blog i Wasze (Twoje) wpisy. Trzymajcie się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Mechatek była wspaniała i jedyna w swoim rodzaju. Chętnie zaprosiłabym na bloga, ale naprawdę na razie nie wiem, co z nim będzie.

      Usuń
  10. Czytam od jakiegoś czasu, ale do tej pory nie komentowałam. Bardzo mi przykro :( wiem co czujesz, w zeszłym roku sama musiałam pożegnać dwa kocurki w tym jednego, z którym na dobra sprawę dorastałam. Mimo, ze minął juz ponad rok to nadal mam łzy w oczach kiedy go wspominam. Czas nie leczy ran :( trzymajcie sie ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za ciepłe słowa i podzielenie się swoją kocią historią.

      Usuń
  11. Bo każdy kot jest JEDYNY... A dla człowieka szczególnie...

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo mi przykro, przy każdym takim pożegnaniu pęka jakaś cząstka naszej duszy. Wspomnienia o Mechatku przywołały wspomnienia o mojej Korze, Zuzi i Maksiu, aż łzy się same cisną. Współczuję bardzo i pozdrawiam serdecznie, to piękne, że tyle sobie daliście nawzajem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Och, Mechatku, Mechatku. Po prostu byłaś zawsze. I będziesz.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo współczuję i dokładnie wiem, co teraz czujecie. 20 lipca nad ranem niespodziewanie opuściła nas jedna z naszych kotek. 5,5 roku temu w wieku ok. 2 miesięcy wyrzucona na 20-stopniowy mróz z uszkodzonym ogonkiem trafiła w nasze ręce. Prawdopodobnie pochodziła z podejrzanej hodowli. Część ogonka trzeba było amputować, ale i tak ciągle była śliczna. Miała różne defekty zdrowotne, z którymi przy pomocy weterynarza sobie radziliśmy. Nie przewidzieliśmy tylko wady genetycznej, która doprowadziła do kardiomiopatii przerostowej i to właśnie ona odebrała nam nasze słoneczko tak niespodziewanie. Jeszcze nie możemy się z tym pogodzić, a dwie pozostałe kotki ciągle nie odzyskały swojego wigoru, niewiele też jedzą. Cynka pozostawiła po sobie ogromną dziurę w sercach wszystkich domowników. Rozumiem wasz ból. My z naszym jeszcze się nie uporaliśmy. Pocieszmy się tym, że kiedyś to minie, a zostaną przede wszystkim cudowne i ciepłe wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń