14 lipca 2017

Kto by pomyślał...

... czyli mały wielki kot

Kto by pomyślał, że istnieją koty tak mocno pragnące przeżyć i mieć dom, że potrafią sobie upolować ludzi na ulicy? A na dodatek upolować tych właściwych? Mechatek tak właśnie do nas trafiła w pewien mroźny grudniowy dzień, prawie 13 lat temu. Gdyby ich nie upolowała, prawdopodobnie dawno by jej już nie było, ale szybko okazało się, że upór i determinacja w dążeniu do celu to jedne z jej najważniejszych cech.

Mechatek obserwująca ruch uliczny

Nie wyglądała wtedy zbyt pięknie, miała krzywe nóżki, trochę zezowała, była chuda, zapchlona i zmierzwiona, ale zupełnie się tym nie przejmowała, bo niby dlaczego miałaby się przejmować czymś tak nieistotnym, jak żartobliwe przezwisko "Paskudek", które przylgnęło do niej na kilka pierwszych lat? Priorytety Mechatka od początku były bardzo czytelne.

29 czerwca 2017

Mechatek o tym, do czego przywiązują się koty

Proszę Państwa, ten felieton musiał powstać wcześniej czy później, ponieważ na temat przywiązywania się kotów panuje bardzo dużo niewłaściwych wyobrażeń pochodzących od ludzi, którzy nigdy nie mieli kota i dlatego swoje przekonania biorą ze swojej wyobraźni, a nie z rzeczywistości czyli z obserwowania, jak się zachowuje na co dzień oraz "od święta" udomowiony kot, taki jak ja Mechatek, Niutka, a nawet Leeloo, która się do nas udomowiła zaledwie dwa lata temu, a wcześniej była kotem wolno żyjącym na terenie szpitala praskiego.

A u nas to "od święta" zdarzyło się całkiem niedawno, ponieważ się całym stadem przeprowadziliśmy. Taka przeprowadzka to doskonała okazja do obserwowania, do czego przywiązuje się kot, tak pani powiedziała i najpierw obserwowała, a potem powiedziała: Mechatku, napisz o tym felieton, więc piszę, bo miałam w swoim kocim życiu aż cztery przeprowadzki i dlatego stałam się wielkim kocim autorytetem w tej sprawie.

Niutka wśród przeprowadzkowych kartonów i toreb

29 maja 2017

Na śpiocha



A dziś, ja Mechatek zapraszam państwa do galerii składającej się z dwóch śpiących zdjęć. Jedno jest z Panią i pochodzi z majowego długiego weekendu, a drugie jest z Naszym Drugim Człowiekiem i pochodzi z poprzedniego weekendu. Chchchrrr!

Ja Mechatek i Pani
(fot. Rafał Nowakowski
https://www.facebook.com/rnfotografiapl/)

Ja Mechatek i Nasz Drugi Człowiek

21 maja 2017

Mechatkowa historia choroby



Proszę państwa, jak zapewne państwo pamiętają, ja Mechatek zaczynam od "proszę państwa" zawsze wtedy, gdy mam do powiedzenia coś ważnego, a moja mechatkowa historia choroby jest bardzo ważna i dlatego taki wstęp. A ona jest ważna nie tylko dlatego, że dotyczy mnie Mechatka, ale także dlatego, że jakiś czas temu Przychodnia Weterynaryjna Białobrzeska poprosiła mnie Mechatka o jej opisanie, gdyż może mieć ona walory, które nazywają się edukacyjne.

A to dlatego, że ja Mechatek mam w środku nowego(S)twora, który jest leczony różnymi lekarstwami, ale głównie chemioterapią, która trzyma go pod kontrolą, nazywa się Leukeran i jest przeze mnie przyjmowana dopyszcznie. I chodzi o to, żeby troszkę przybliżyć państwu ten temat, no to ja Mechatek przybliżam. Co prawda, o opisanie historii choroby zostałam poproszona już dawno temu (pani mówi, że będzie tak z pół roku), no ale po drodze dużo się działo, na przykład najpierw różne moje i leelootkowe kryzysy zdrowotne, a teraz na dodatek ta cała przeprowadzka, gdyż proszę państwa my wszyscy przenosimy się całym stadem do nowego mieszkania i to jednak zajmuje trochę czasu, i dlatego czas na opisanie historii mojej choroby jest dopiero teraz.

I będzie proszę państwa mnóstwo zdjęć, niektóre takie, co już byłu tutaj na blogu oraz dużo zupełnie unikalnych, na przykład podczas badania i z moimi lekarzami, jak mnie trzymają na rękach i mówią do mnie Mechatka czułe wyrazy, chchchrrr!