24 stycznia 2010

Zimowa przygoda Niutki


Wciąż szukam i żądam nowych, świeżych wrażeń.
O tych białych płatkach, co za oknem, marzę.
Nie starczą mi myszki ani pełne miski,
Więc wyszłam na balkon, a balkon był śliski!

Śnieg padał i sypał aż balkon zaścielił.
Tak chciałam swe łapki zanurzyć w tej bieli,
Co z góry spadała, bo fruwa i nowa,
Aż smycz Pani wzięła z półki, gdzie ją chowa.


Zapięła. Drzwi szybko stanęły otworem,
Z nieba wciąż leciały płatki całkiem spore.
Zrobiłam krok jeden, potem drugi, trzeci,
Smycz Pani trzymała, by kot w dół nie poleciał.

Więc śmielej już pacam łapkami po śniegu,
Ledwo powstrzymałam ochotę do biegu,
Zostawiam na bieli łapek czterech ślady,
A Pani przejęta, patrzy cała blada:

Że zimno, że ślisko, że kotek nam zmarznie...
Ja futro mam przecież, w nim na mrozie raźniej!
Aż nagle klapnęłam na pupę puchatą!
Miauknęłam: dość zimy! Niech już będzie lato!.







13 stycznia 2010

Marzec w styczniu


...czyli starokocia pieśń miłosna

„…Mrraaa-aauch! Mrraaa-aauch! Mrraaa-aauch! Muuach… Mrraaa-aauch! Muuach… Mrraaa-aauch! Mrraaa-aauch! Muuach…” *





Pierwsza zwrotka starodawnej pieśni miłosnej wykonywanej tradycyjnie przez kotki na wiosnę, zazwyczaj w marcu, ale spotykane są również kotki wykonujące ją w innych miesiącach. Z żalem stwierdzam, że zaprezentowany powyżej zapis literowy w alfabecie łacińskim jest zdecydowanie niedoskonały i nie zdoła oddać całego bogactwa dźwięków i akcentów, których subtelne odmiany decydują zapewne o drobnych niuansach znaczeniowych.

Niezwykle istotna jest również niemożliwa do oddania w zapisie intonacja oraz kilkunastosekundowe, precyzyjnie wyliczone pauzy, podkreślające napięcie i towarzyszące pieśni stany uczuciowe pieśniarek. Pieśniarki o mistrzowskim kunszcie uzupełniają występ popisami tanecznymi, wśród których szczególną uwagę przykuwają: przykucanie, przytupywanie tylnymi łapkami, a także tarzanie się po podłożu, prawdopodobnie najistotniejsze i decydujące o wyborze najatrakcyjniejszej pieśniarki. Niestety, jesteśmy tutaj zdani jedynie na nasze ludzkie, niedoskonałe domysły, podobnie jak przy próbach tłumaczenia słów pieśni.

Prawdopodobne znaczenie słów w starokocim:
*„Kocura! Kocura! Kocura!
Chcę kocura! Chcę! Przybywaj,
kocurze, przybywaj!”

Sonia, jako pieśniarka wybitna, pieśń wykonuje bez względu na porę dnia i nocy, z ogromnym zaangażowaniem i bez oznak zmęczenia, śpiewając również pozostałe 17 zwrotek ciepłym, głębokim i donośnym altem. Chciałabym podkreślić, że prawdopodobnie doskonała znajomość niecytowanych tutaj, a wykonywanych w całości zwrotek oraz niepospolita ekspresja sprawiają, że jest ona znaną doskonale przez naszych sąsiadów artystką.


10 stycznia 2010

Książę w białych skarpetkach


...czyli królewna dorasta

Niutka jest za bardzo przejęta i podekscytowana tym, co się z nią od wczoraj dzieje, żeby móc coś napisać od siebie, dlatego pozwoliłam sobie na zabranie głosu w jej imieniu. Biega po całym mieszkaniu, tam i z powrotem, tam i z powrotem, tam i z powrotem, przy tym ślicznie śpiewa modulowanym głosem i przegania wszystkie dziewczyny z kąta w kąt. Wszystkie jej przeszkadzają, bo wszystkie są potencjalną konkurencją. Nie powinno ich tu być, bo a nuż zjawi się książę w białych skarpetkach?

4 stycznia 2010

I po brzuszku też...




...czyli profilaktyka antybezoarowa

Wczoraj zostałam cudownie wydrapana grzebieniem...

Mrrrrr....Mrrrr.... Dlaczego Pani nie robiła mi tak wcześniej? Po pleckach, po boczkach, i po brzuszku też... Mrrrr... Cuuuudownie... Mrrrr.... I jeszcze po szyi.... I po brzuszku...

Ach, Pani mówi, że chodzi o bezoary. Bezoary to takie pulpy z włosów, które gromadzą mi się w brzuszku i podobno to trochę przez nie mam złe wchłanianie i takie kiepskie wyniki badań krwi. I dlatego schudłam. Te pulpy robią się tam same, ponieważ jestem bardzo zadbaną kotką i często się myję, więc zlizuję mnóstwo włosków z futerka. I one mi się gromadzą w brzuszku. Niektórych udaje mi się samodzielnie pozbyć, mam nawet specjalną karmę oraz pastę do tego, ale niektóre jednak zostają. I żeby nie robiło się ich za dużo, Pani będzie mnie regularnie wyczesywała...

Mrrr... Co tam pulpy włosowe... Co tam bezoary... Co tam złe wchłanianie... Niech sobie mówią, co chcą, byle mnie wyczesywali.... Mrrrr.... I po brzuszku...

ps. Ciekawe, czy Pani też ma bezoary? ;)