Koci blog pisany z kociego punktu widzenia - dla kociarzy z poczuciem humoru i fanów Mechatka.
29 września 2014
24 września 2014
A może do lasu?
Tweetnij
21 września 2014
Keep calm, Niuta!
![]() |
| fot. Rafał Nowakowski |
Proszę Państwa! U kotów jest tak samo, tylko, że koty nie potrzebują żadnej klasyfikacji. A u nas w domu było w ostatnim czasie bardzo dużo różnych stresów i zmian.
14 września 2014
16 lat
Dawno, dawno temu, za górami za lasami wzięłam ze schroniska kotka. Kotek miał ogromne, najpiękniejsze na świecie oczy i czarne futerko z białymi skarpetkami. Był to mój pierwszy kot i kompletnie nie miałam pojęcia, jak postępować z takim zwierzątkiem, a kotek zadania nie ułatwiał. Szybko okazało się, że ma wyjątkowo nieobliczalny charakter, wymagający mnóstwa cierpliwości i opatrunków na poharatane ręce. Ma na imię Reszka.
Było to dokładnie 16 lat temu, 14 września 1998 roku. W tym czasie zdążyło się zmienić niemal wszystko. Poza jednym: mój kot nadal ze mną jest i stanowi jeden z najbardziej stabilnych elementów mojego życia. Reszka jest kotem mojego życia.
Nadal ma najpiękniejsze oczy na świecie, chociaż jedno z nich zaszło bielmem na skutek potężnego zapalenia błony naczyniowej i popękanych naczyń limfatycznych. Od kilkunastu dni codziennie rano i wieczorem podajemy jej krople, które mają jej oko uratować, a ona zadania oczywiście nie ułatwia.
Od kwietnia walczymy z chłoniakiem, który zaatakował jej organizm. Gdyby nie Przychodnia Weterynaryjna „Białobrzeska” i doktor Jagielski, który leczy Reszkę chemioterapią, prawdopodobnie dawno by już jej nie było. Taki chłoniak załatwia w miesiąc. Reszka dobrze znosi chemię, chłoniak na razie się nigdzie nie odnowił, ale przy tak złośliwym nowotworze, szanse na całkowite wyleczenie są znikome.
Mój kot powoli odchodzi, a ja nie umiem o tym myśleć. Myślę za to często o opowiadaniu rosyjskiego autora Leonida Kaganowa pod tytułem „Epos drapieżnika”. Ma dwoje bohaterów: ludzkiego medyka i stworzenie o imieniu Glayla pochodzące z planety Juta. Oboje utkwili na statku kosmicznym, który uległ nieodwracalnemu uszkodzeniu. Bez szans na ratunek. Jest co prawda skafander, w którym można przedostać się do szalupy ratunkowej, ale tylko jeden. Oboje się w nim nie zmieszczą. Mogą tylko patrzeć na wirujące za oknem galaktyki i czekać. I rozmawiać. Więc rozmawiają i opowiadają sobie bajki.
Było to dokładnie 16 lat temu, 14 września 1998 roku. W tym czasie zdążyło się zmienić niemal wszystko. Poza jednym: mój kot nadal ze mną jest i stanowi jeden z najbardziej stabilnych elementów mojego życia. Reszka jest kotem mojego życia.
Nadal ma najpiękniejsze oczy na świecie, chociaż jedno z nich zaszło bielmem na skutek potężnego zapalenia błony naczyniowej i popękanych naczyń limfatycznych. Od kilkunastu dni codziennie rano i wieczorem podajemy jej krople, które mają jej oko uratować, a ona zadania oczywiście nie ułatwia.
Od kwietnia walczymy z chłoniakiem, który zaatakował jej organizm. Gdyby nie Przychodnia Weterynaryjna „Białobrzeska” i doktor Jagielski, który leczy Reszkę chemioterapią, prawdopodobnie dawno by już jej nie było. Taki chłoniak załatwia w miesiąc. Reszka dobrze znosi chemię, chłoniak na razie się nigdzie nie odnowił, ale przy tak złośliwym nowotworze, szanse na całkowite wyleczenie są znikome.
Mój kot powoli odchodzi, a ja nie umiem o tym myśleć. Myślę za to często o opowiadaniu rosyjskiego autora Leonida Kaganowa pod tytułem „Epos drapieżnika”. Ma dwoje bohaterów: ludzkiego medyka i stworzenie o imieniu Glayla pochodzące z planety Juta. Oboje utkwili na statku kosmicznym, który uległ nieodwracalnemu uszkodzeniu. Bez szans na ratunek. Jest co prawda skafander, w którym można przedostać się do szalupy ratunkowej, ale tylko jeden. Oboje się w nim nie zmieszczą. Mogą tylko patrzeć na wirujące za oknem galaktyki i czekać. I rozmawiać. Więc rozmawiają i opowiadają sobie bajki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)

