20 listopada 2009

Wróciła!


Przez całe trzy dni czekałam. Spałam. Czekałam. Spałam. Pan dolał wody do miseczek. Źle zrobił. Wody nie nalewa się do miseczek, tylko uzupełnia w wodopoju z kuli. Pani to wie. Nasypał chrupek do miseczek. Co z tego... Inaczej nasypał. Nie tak jak trzeba. Źle nasypał. Minął jeden dzień. Drugi. Trzeci...Więc tylko spałam i czekałam, aż wreszcie...! Wróciła! Pani wróciła! Moja, moja, moja! Aż podskoczyłam do góry, zamiauczałam, a potem już nie mogłam przestać skakać: na fotel, na stół, biegiem do przedpokoju, znów do pokoju, na wersalkę, na fotel, na parapet, na Panią! Moją, moją... Powiedziała to, co trzeba: "Reszku, Reszku, kochany". Przytuliła. Zapachniała jak trzeba...


A kiedy Pan stwierdził: "Wiesz, ona przespała cały ten czas, kiedy Cię nie było. I z nich wszystkich cieszy się najbardziej", Pani mnie przytuliła i szepnęła do ucha to, co lubię najbardziej: "Moja, moja, moja...."


18 listopada 2009

O co chodzi z tymi urodzinami?



Oni nie tylko czasami dziwnie się zachowują, ale ciągle używają nowych słów. Wiele już rozumiem, ale wciąż pojawiają się nowe. Wiem, co to znaczy: JEDZONKO-JEDZONKO, WOOOODA DLA KOTA, SMAKOŁYK, BAWIMY SIĘ, GDZIE JEST MYSZKA. Wiem też, że ja to NIU, chociaż pamiętam, że jak byłam mała, to inna Ona wołała do mnie LEVADKA. Ciekawe, czy wszystkie koty, jak trochę urosną, to muszą pojechać do nowego domu i dostają nowe imiona? Pewnie tak…

A niedawno pojawiło się kolejne nowe słowo. Podobno we środę były URODZINY. Od paru dni mówili, że NIU ma URODZINY, NIU ma URODZINY. Patrząc na mnie powtarzali to tak często, aż pomyślałam, że to słowo chyba mnie dotyczy.


Od rana czekałam, aż się wyjaśni, co to jest URODZINY. Może Ona wyciągnie URODZINY z siatki i okaże się, że to coś smacznego? Albo znajdę w koszyczku z zabawkami nową zabawkę? A może URODZINY są pod gazetami na stole? NIE WOLNO mi wchodzić na stół w dużym pokoju, ale byłam bardzo ciekawa, a Oni jeszcze spali, więc zrzuciłam gazety na dywan i starannie zajrzałam pod każdą. Ale URODZIN tam nie było… Wszystko od rana było jak zwykle. Ona wstała, pobawiła się wodą ze zlewu w kuchni, co bardzo lubię obserwować, a czasem się dołączam i łapię kropelki, potem tę wodę ugotowała i wlała do kubków z czarnymi śmierdzącymi granulkami. Oni to piją. Jak zwykle się przywitała: NIU, NIU, grzecznie odpowiedziałam: „AAAhhaaaa”. Potem jak zwykle zniknęli potem na kilka godzin. Ten czas przesypiam.

Po południu wrócili. I też wszystko było jak zwykle. Zabawa z Nią w GDZIE JEST MYSZKA, zabawa w zrzucanie papierów ze stołu, które oni uwielbiają sprzątać i mówią wtedy: oj NIUTKA, NIUTKA. Pobiłam się trochę z Sonią. Głaskali mnie też tyle, ile im pozwalam. Jak mam dość, to się wyrywam. Jestem silnym kotem, więc nie zatrzymują mnie na siłę. Zabawa w rzucanie kulki z gazety. A URODZIN wciąż nigdzie nie było.

Wieczorem Ona wyciągnęła z lodówki kawał kurczaka i go ugotowała. Ach, jak pachniało! Wszystkie biegałyśmy od kuchni do pokoju, wołając, że to już, już! ale ona dopiero po długim czasie wyciągnęła kurczaka z garnka i zaczęła dzielić na kawałeczki. Mech próbowała Jej wyrwać kurczaka z ręki, Reszka miauczała jak wariatka, nawet Sonia wyszła z domku. One trzy dostały kurczaka do miseczek. A mnie zawołała do siebie i dawała z ręki. Powiedzieli, że to dlatego, że dzisiaj jestem najważniejsza. Nieważne. Lubię tak jeść. To się nazywa SMAKOŁYK. Szybko chwytam wtedy, chap! i połykam, a Ona w ręce ma już przygotowany nowy kawałek. To wspaniałe. Tego kurczaka było bardzo dużo, cudownie dużo, tak dużo, że miałam już dość i resztę trzeba było włożyć do miseczki. W nagrodę posiedziałam przy Niej na fotelu i pozwoliłam głaskać się pod brodą. Potem się dokładnie umyłam i ułożyłam na wersalce. Znowu mnie głaskali. Czasami wieczorem wyczesują mi futro,tego dnia tego nie zrobili.

Patrzyłam na resztki kurczaka i pomyślałam, że może trochę zostanie nawet do jutra. To był miły dzień, jak zwykle. Tylko z tymi URODZINAMI nie rozumiem, o co chodziło? Że kurczaka było więcej?


16 listopada 2009

Mechatek Kotem Tygodnia na Unitedcats!

Na portalu Unitedcats jest taki obyczaj, że co tydzień zostaje wybrany Kot Tygodnia. Redakcja przeprowadza z im wywiad, a jego zdjęcie widnieje na pierwszej stronie portalu.

Wywiad z Mechatkiem:

Droga kiciu, decyzją członków UC zostałaś kolejnym kotem tygodnia. Jak przyjęłaś ten werdykt? Zamierzasz jakoś specjalnie to uczcić?

...Ja?! Kotem Tygodnia? Pani w szoku. Zadzwoniła zaraz, jak się dowiedziała, do Pańcia kochanego. Pańcio Kochany w szoku. Znajomi Pani i Pańcia w szoku… Ale Pani się szybko otrząsnęła, wzięła mnie na ręce, wytarmosiła, wycałowała, popatrzyła głęboko w oczka i powiedziała, że wszystko zrobimy, jak trzeba. Damy ładne zdjęcie, pomoże mi napisać wywiad, a nawet zamieścimy filmik. „Mój ty paskudku śliczny” – powiedziała. A ja się nawet specjalnie umyłam. Chchrrrrrrrr….chchrrrrrr…. :)

Mech to dość niespotykane imię. Skąd się ono wzięło?

12 listopada 2009

Co Pani powiedziała



... czyli Mechatek ma dużo do przemyślenia...

Wygrzewam się dziś przy kaloryferze i cały czas myślę o tym, co Pani wczoraj powiedziała. Pani wczoraj powiedziała, że jestem bardzo grzeczna w samochodzie i wszystkim się ciekawię, zobacz! Wcale nie jest zestresowana... Mógłby z niej być fajny kot na spacery, bardzo ładnie na smyczce chodzi. Do Pańcia Kochanego tak powiedziała..

A Pańcio Kochany powiedział: jestem pod wrażeniem Mechatka dzisiaj, wcale nie dziczy i nie wyje, jak ostatnio, naprawdę grzeczna, zachowanie kota wzbudziło mój szacunek. Pani powiedziała jeszcze: Mechatku, drobinko moja kochana, paskudku mój ty…

Powiedziała jeszcze, że to dobrze, że wszystko dobrze, że ząbków nie trzeba usuwać, no pokaż Mechaniu panu doktorowi, ten najgorszy stan zapalny zniknął. I powiedziała: dziś wielki dzień, Mechatek się umył, no chodź, Mechatku, zobacz, jak się umyjesz, to można cię przytulić, wcale nie śmierdzi dzisiaj, no chodź na kolanka, leż sobie spokojnie, nie Mechatku, nie trzeba aż tak udeptywać, ojejku jejku, zobacz, jak się kot cieszy, chyba kot w szoku, bo tyle głaskania i przytulania naraz. No piękna nie jest, ale ma swoje zalety, taka przylepna i ufna, tak Mechatku? Szkoda, że Niuta nie jest taka chętna. Zobacz, jak słodko leży na kolanach, i tutaj też podrapiemy, tak Mechatku? powiedziała do Pańcia Kochanego. A Pańcio Kochany powiedział: i jest przecież bardzo sprytna.

A ja przez całą drogę i potem w domu mówiłam: chchchrrrrr chchchrrrrr*. A Pańcio Kochany zapytał: co ona tak charczy? próbuje mruczeć? A Pani powiedziała: mruczy, jak umie. Chchchrrrr :)

Muszę to wszystko, co Pani powiedziała, zapamiętać i ogarnąć.

*jak wspominałam, Mech nie wymawia „m”. Więc nie mruczy „mmmrrr”.